Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Gnają po drogach z ufnością w Boskie ocalenie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 125

Gdzie można zobaczyć osoby pokładające najbardziej ufność w Bogu?  Na polskich drogach! Jeśli komuś to, co napisałem wydaje się dziwne czy niezrozumiałe spieszę z wyjaśnieniami. Obserwacji tego, że w naszym kraju występuje zjawisko kumulacji osób pokładający ufność w Bogu dokonałem podczas mojego powrotu z wakacji. Jako uczestnik ruchu drogowego napatrzyłem się przez te kilkaset kilometrów podróży tylu przykładów głębokiej wiary w to, że istota wyższa na w swej opiece kierowców i pieszych, że skłoniło mnie to do wysnucia wniosku, że jak nic najwięcej tych, co wierzą, że Bóg jest z nimi znajduje się na polskich drogach. Przykłady? Proszę bardzo. Widziałem pana, który w czasie deszczu wyprzedzał mój samochód oraz cztery ciężarówki pod górę na podwójnej ciągłej linii wymalowanej na szosie. Ileż trzeba mieć zaufania do stwórcy, aby coś takiego uczynić. Ile trzeba mieć nadziei na cudowne uratowanie, jeśli się tak ryzykuje. Pan gnając ile mu fabryka dała wyprzedza, i co się okazuje… na szczycie wzniesienia pędzi już na czołowe zderzenie z wielką ciężarówką… – Już po nim – wyrwało mi się do współtowarzyszy podróży. Ale gdzie tam, pan jakimś cudem wjechał w szparę między dwoma wielkimi samochodami i tyle go było widać. – Wierzący! Musi być głęboko wierzący… no nie ma innego wyjścia – skomentowałem. Bo ja naprawdę nie mogę zrozumieć, jak bez nadziei w Boską interwencję, w sytuacji zagrożenia można dokonać tak niewiarygodnie głupiej rzeczy. Szukałem samochodu i jego samego przy najbliższej przydrożnej kapliczce. Wydawało mi się, że jak nic będzie leżał, szanowny pan kierowca, pod krzyżem plackiem i dziękował Bogu i Matce Boskiej za ocalenie. Ale nic takiego się nie stało. Widocznie ma jakiś prywatny pakt ze stwórcą. I to nie był przypadek odosobniony. Mniej więcej, co kilka minut, zjawiał się za moim samochodem osobnik, który aż się palił, aby mnie wyprzedzić i pognać na złamanie karku. – Może oni tak przenieść się na łono Abrahama pragną w sposób przyspieszony i gwałtowny? – zastanawiała się moja koleżanka współpasażerka. – Pewnie, tak… dość już mają chodzenia ciemną doliną – dodałem. Gdy tak analizowaliśmy z przyjaciółmi religijne konotacje brawurowej jazdy części polskich kierowców… nagle wyprzedził mnie kolejny nawiedzony pędząc z taką szybkością jakby go gnała sfora czartów w najgłębszych czeluściach piekielnych. – Temu to się dopiero spieszy do światłości i stwórcy – stwierdziłem. Tak, zdecydowanie wielu jest na polskich drogach takich, co to wierzą, że ocali ich siła nadprzyrodzona. Że mogą łamać przepisy, gnając ile zdołają ze swoich pojazdów wycisnąć, to… No właśnie, to jest pytanie? Równie dobrze można takie zachowania na drodze tłumaczyć wrodzoną głupotą, ale można to też tłumaczyć wiarą w boskie ocalenie. Jedno jest pewne, ja po równo tych, którzy pokładają ufność w Panu i tych, co szarżują na drogach z czystej głupoty, jednako się boję.