Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Było ich nie wpuszczać do naszej Europy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Nie ma takiego tematu,na który Pan Janusz i Pan Franciszek nie mieliby czegoś szczególnego dopowiedzenia. Mam wrażenie, że na świecie nie ma takiej dziedziny, nie matakiego wydarzenia gospodarczego czy politycznego, którego ci dwaj emeryci niepotrafili-by trafnie skomentować. Ich wiedza jest zaiste ogromna. Znają się napogodzie, gospodarce, kwestiach finansowych i bankowych, na polityceoczywiście, na melioracji, na rybołówstwie, sporcie – ze szczególnymuwzględnieniem piłki nożnej, biotechnologii, psychologii, teologii… jak mówiłemnie starczyłoby dnia, aby wymienić to wszystko, co nie stanowi tajemnicy dlapanów starszych. Siedzą sobie moi znajomi nestorzy na ławeczce przy parku icałymi godzinami namiętnie dyskutują na dowolne tematy. Czasami między sobą, aczasami w większym towarzystwie, bo przy głównej ulicy, tam, gdzie stoi ichławka, nie brakuje im kolegów, z którymi mogą prowadzić długie spory i polemikina jakiekolwiek tematy. Pan Janusz i Pan Franciszek byli kiedyś moimisąsiadami. Teraz, gdy mieszkam w innej dzielnicy, widujemy się rzadziej, alezawsze, gdy przechodzę obok parku staram się choćby przez chwilę przystanąćprzy ławeczce, aby, że tak powiem, być na bieżąco z opinią inteligencjipracującej przebywającej obecnie na emeryturze. – Dzień dobry, co tam słychaćpanowie, co nowego w polityce? – Wypowiedziałem tradycyjne słowa powitania. –Słyszałem, że coś tam niedobrze się dzieje w Londynie? – dodałem, sugerująctemat do dyskusji.  Było to podstępne zmojej strony, bo dobrze wiedziałem, że moi znajomi podróżowali w dobrychczasach socjalizmu zdecydowanie po demoludach, więc pewnie specyfika konfliktóww stolicy Anglii może być im obca.  –Eeee, panie… ja panu coś powiem – powiedział pan Janusz wymieniając ze mnąuścisk dłoni – To czarne ludzie takie tam ekscesa robią – dodał. – Syn kolegi,co tam był w tym Londynie – w pracy niby… to mu opowiadał, że tam są całe dzielnice, gdzie białego człowieka nieuświadczysz, a bida tam u tych ciemnych taka, że daj pan spokój – oświadczyłpan Franciszek. – Fakt, sam widziałem w telewizji, same bardzo opalone małolatytam te samochody palą i w sklepach kradną – dodał trzeci pan siedzący na ławce,bliżej mi nieznany z imienia. Postanowiłem, że będę w tej dyskusji sceptykiem,więc powiedział coś o tym, że nie wierzę, że te zamieszki mają podtekst rasowy.– Co pan tam wiesz, to wszystko czarne i te muzułmany – one nic tylko by sięlały między sobą – rzekł ze znawstwem pan Janusz. –  Pewnie, robić im się nie chce i tylko kraśćnauczone – dodał pan Franciszek. Wspomniałem cos nieśmiało o tym, że może to nie te zamieszki, że niemają podłoża rasowego tylko bardziej ekonomiczne… że może to wybrykichuliganów? Starałem się znaleźć alternatywę, ale zostałem zakrzyczany. – Panie,co pan opowiadasz… moja znajoma to pracowała w Londynie i widziała… one nictylko kraść a robić im się nie chce – wtrącił swoje starszy jegomośćprzerywając na chwilę karmienie gołębi. – Popatrzta panowie tylko na te Afrykę,przecie tam głód i bida, one to się nawet same rządzić nie potrafią – orzekłpan Franiczek. – Trzeba było ich do naszej Europy nie wpuszczać – skwitował panbliżej mi nieznany. To tylko fragment dyskusji… nie chcę szczegółowo przytaczaćwszystkiego bo…  bo potem już raczejwszystko zapachniało mi  językiemapartheidu.  – Panowie, nie można takgeneralizować – zwróciłem nieśmiało uwagę. Nikt mnie nie posłuchał. Proszę! Ktoby się spodziewał, że lud mojego miasta, co murzyna widział tylko na obrazkulub w telewizji tak dokładnie zna genezę zamieszek w Londynie.  Chciałem poznać głos ludu… i poznałem.