Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Parking na trawniku

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Jestem pełen podziwu dla przedsiębiorczości moich rodaków. Nikt nie potrafi zarobić na „niczym”, tak jak Polak. W moim mieście odbywała się kilka dni temu wielka impreza plenerowa. Zjechało się wielu gości z całego kraju. Magistrat przygotował kilkanaście parkingów, które miały pomieścić zmotoryzowanych. Ale jak to zawsze bywa w takich przypadkach, każdy, kto ma żyłkę do interesu i trochę wolnego placu postanowił na odwiedzinach zarobić. Ja rozumiem pieniądz to pieniądz a każdy gdzieś musi zaparkować bezpiecznie swoje auto. Bynajmniej nie mam nic przeciwko temu. To jak najbardziej zdrowe.  Jest popyt to jest też podaż. Ale czasami chęć zarobku tak zaślepia ludzi, że całkowicie pozbawia ich zdrowego rozsądku. Wstałem sobie w sobotni poranek, wyjrzałem przez okno i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu w miejscu trawnika zobaczyłem parking.  Kilka młodych dziewcząt ubranych w odblaskowe kamizelki ustawiało na trawniku samochody z rejestracjami z całego prawie kraju. Panienki pobierały opłaty, uwijały się jak w ukropie, aby na tym zaimprowizowanym trawiastym parkingu upchnąć jak najwięcej aut. Wszystko wyglądało bardzo poważnie. Panie miały na kamizelkach wielki napis ”służba parkingowa”. Wydawały bilety pobierając opłaty.  Wjazdem na ten para-parking została droga publiczna gdzie na jej środku ustawiono barierki dzielące pasy ruchu. Wszystko wspaniale zorganizowane. Tylko mnie, gdy tak stałem na balkonie obserwując rozwój biznesu pod moimi oknami zastanawiało jedno:, dlaczego na trawniku!? Przecież za, dosłownie dwa metry dalej był pusty parking wykorzystywany przez policję. Dlaczego ktoś wydał pozwolenie na gromadzenie samochodów dokładnie obok na trawnikach?  Nie mogłem wyjść z podziwu dla talentu przedsiębiorcy, który przekonał urzędnika, że najlepszą lokalizacją dla parkingu będzie trawnik i publiczna droga. – Ależ on musi mieć chody w magistracie – zastanawiałem się w duchu. I tak było przez dwa imprezowe dni. Od rana do wieczora stały tam samochody na tym postoju trawiastym. Mnie za każdym razem jak wyglądałem przez okno męczyło, że ja taki nie jestem obrotny, żeby zdobyć pozwolenie na zamknięcie drogi i urządzenie parkingu na miejskich terenach zielonych. Fakt, zazdrościłem. Ale bez jakichś nienawistnych uczuć. Po prostu przyzwyczaiłem się już, że urzędnicy w moim mieście czasami wydają jeszcze bardziej idiotyczne zezwolenia, więc ta sytuacja mogło być w ich stylu. – Panie, on na to nie miał żadnych pozwoleń – powiedział do mnie sąsiad. – Widzi pan straż miejska nawet przyjechała – dodał. A więc to chyba jednak prywatna inicjatywa. Bez zezwolenia. Choć czy można być pewnym? Jedno jest pewne, jest u nas żyłka do przedsiębiorczości. Nie zdziwię się jak ktoś ten mój trawnik przed domem zaorze i posadzi tam oziminę. Przecież, czemu nie? Biznes to biznes.