Władza pieniądza
– Włochy, Portugalia oraz Irlandia zostały ostro zaatakowane przez instytucje finansowe – tak mniej więcej brzmiała wypowiedź pewnego urzędnika europejskiego, którą usłyszałem dziś z telewizji. Nie zapamiętałem dokładnie, dlatego zastrzegam, że to nie cytat, ale sens wypowiedzi na pewno zachowałem. Może, dlatego nie zapamiętałem dokładnie wypowiedzi pana urzędnika, bo mnie trafiło nagłe wnerwienie. W zasadzie powinienem się cieszyć, bo chyba po raz pierwszy ktoś ze szczytów władzy wyznał, że jest ktoś odpowiedzialny za kryzys i nie jest to tylko „ogólna sytuacja na rynkach finansowych”. W zasadzie bardzo się cieszę, że został wskazany jeden wróg, że ktoś przyznał, że istnieją na świecie siły, pozostające po za wszelką kontrolą, które są zdolne do ataków na państwa europejskie i doprowadzanie ich gospodarek do upadku. Miałem do tej pory wrażenie, że jest to jakaś nadludzka siła, która jest a jakoby jej nie było. A tu taka niespodzianka z samego rana. Ktoś, i to nie byle, kto w końcu przyznał, że istnieje grupa graczy tak bogatych, że jest zdolna do wpływania na losy narodów. Dobrze, że już wiem, ale to jednak przerażające. Przeraża mnie jak politycy mówią, że to nie oni są winni kryzysom, że to nie oni odpowiadają za biedę swoich obywateli oraz za stan naszych domowych finansów. Tak jakby ci, których wybieramy nie byli odpowiedzialni za pieniądze, bo za to odpowiada coś, co w skrócie można nazwać ekonomią. Odnosi się wrażenie, że tak po prostu jest z bardzo ogólnych przyczyn. Słyszę od polityków, że za permanentny stan kryzysu odpowiadają banki. To dla mnie nowość. Pamiętam wypowiedzi o tym, że ceny rosną przez spekulantów. Ale z tego, że wiemy już, kto za kryzys odpowiada nic nie wynika. Banki to nie instytucje charytatywne. Nie dziwię się, że te nadnarodowe korporacje finansowe chcą jak najwięcej zarobić. Ale dziwi mnie to, że nie podlegają jakiejkolwiek kontroli społecznej. Teraz jest sytuacja, w której politycy informują mnie, że choć nie są niczemu winni, to jednak postarają się mi pomóc. Słyszę, że choć wiedzą, że winna sytuacji jest pogoń za zyskiem oraz spekulacja banków, to przecież nic nie mogą z tym zrobić, bo tak po prostu musi być. Pieniądz to teraz prawdziwa władza. I ten, kto kontroluje pieniądze naprawdę rządzi. Od pieniędzy zależne są nasze wybory w sensie przenośnym i dosłownym. Jeśli bankierzy nie podlegają żadnej kontroli, a w zasadzie sterują losami całych państw i narodów, to, po co wybierać kolejnych polityków na stanowiska, na których i tak niewiele mogą poza wydawaniem pieniędzy. Myślę, że dla obu stron taka sytuacja jest wygodna. Bo jedni i drudzy zarabiają, a nikt za kryzys nie odpowie. Czy mamy niekontrolowaną władzę pieniądza? Obawiam się, że tak.
