Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Zrozumieć zniechęcenie i zniecierpliwienie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Czy w całym przedsiębiorstwiekomunikacji miejskiej nie było dwóch autobusów, które nie byłyby oklejoneplakatami wyborczymi? – pytał zdecydowanie retorycznie mój znajomy. – Czy naorganizowanym przez miasto festynie z okazji dnia bez samochodu musiały siępojawić podobizny polityków? – dodał. Nikt z nas nie potrafił mu na te jegowątpliwości udzielić prostej odpowiedzi, choć chyba wszyscy ją znali. – Pewnieto, że są to plakaty wyborcze polityków z tej samej partii, która rządzi wmieście też nie miało tu żadnego znaczenia. Pewnie to przypadek – usłyszałem odinnego znajomego.  – Tak, pewnie tak, tomusi być przypadek – potwierdziliśmy, bo nasz świat polityki pełen jest takichprzypadków. Tak było wczoraj. A dziś przeczytałem apel prezydentarzeczpospolitej o udział w wyborach. Mnie to, co zobaczyłem wczorajdostatecznie zdemotywowało. Jestem pewien, że nie zagłosuję.  – Spotykam coraz więcej osób, którezniechęciły się do polityki i polityków – pisze prezydent w swym apelu. Tu sięzgadzamy, ja takich ludzi spotykam, co dnia. Jest ich tak wielu, że czasami sięzastanawiam jak to się dzieje, że przy urnach jest tak duża frekwencja. Ktogłosuje, jeśli wszyscy naokoło mi mówią, że już nigdy więcej nie dadzą sięnabrać? Cieszę się, że prezydent mówi „ można to zrozumieć, obserwując, na codzień zbyt agresywną i czasami niezrozumiałą debatę polityczną w naszym kraju”.Ze smutkiem stwierdzam, że co dnia widzę tylko takie przykłady, którezniechęcają mnie to kontaktów z polityką. Tak, debata polityczna jest nie tylkodla mnie całkowicie niezrozumiała i prawie całkowicie abstrakcyjna. Jeszcze razpotwierdzam, jestem jednym z tych, którzy „otwarcie deklarują, że w akcieprotestu lub bezradności nie wezmą udziału w wyborach”. Dla mnie to, co innegoniż podyktowana emocjami kontestacja, to raczej głęboko przemyślana decyzja, japanie prezydencie, nie mogę z miłości do Polski wybierać mniejszego zła. Niemogę legalizować przy urnie czegoś, co z założenia jest złe. Jestem wdzięczny,że pan prezydent stara się „ zrozumieć to zniechęcenie i zniecierpliwienie”.Ale dla mnie to coś więcej. To już nie malutkie zmęczenie, a raczejobrzydzenie, to nie jakieś tam zniecierpliwienie, ale raczej bunt. – Bo jeślinic się nie zmieni może nadejść dzień rebelii – pamiętam słowa z młodych lat. Iwłaśnie dla mnie nadszedł ten dzień, dzień rebelii, na razie biernej, alezawsze. I dlatego nie głosuję. – Jednocześnie wiem, że wstrzymanie się od głosuw nadchodzących wyborach zaszkodzi nam samym, zaszkodzi Polsce i polskiejdemokracji – pisze prezydent w swym apelu. Ale ja wiem, że bardziej zaszkodziPolsce zakonserwowanie takiego stanu naszej polityki, takiego systemu wyborczego,jaki obserwujemy, na co dzień. Mam wrażenie, że tu nie chodzi, moim zdaniem, onas Polaków, tu chodzi o trwanie, o przetrwanie opłacanego z naszych podatkówpaństwa urzędników i polityków. – Żyjemy w naprawdę trudnych czasach – czytam wapelu i zadaję sobie pytanie, kiedy były te łatwe? Bo chyba nie przez ostatniedwadzieścia lat? I żeby wszystko było jasne wcześniej też nie było przepięknie.Według słów prezydenta „z kryzysem zmagają się dziś nawet najpotężniejsze krajeświata”.  A ja mam wrażenie, że przezcałe moje życie, a żyję już dość długo, panował u nas kryzys i trwała wiecznareforma. – Dlatego zwracam się dzisiaj do tych z Państwa, którzy wahają się lubjuż zdecydowali, że nie wezmą udziału w wyborach: proszę, pójdźcie do urn idokonajcie wyboru – apeluje prezydent. Ja dokonałem już wyboru, zostanę w domu,bo inaczej postąpić nie mogę.  Z wielkimbólem przyznaję, że to już nie jest moja Polska i nie mam złudzeń, że wybory imój w nich udział coś tu zmieni. Przepraszam, panie prezydencie, ale janaprawdę, nie tyle nie chcę… co nie mogę… przepraszam.