Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Denerwuje mnie awizo

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 15

Osobiście nie przepadam za otrzymywaniem listów poleconych. Zawsze wzbudzają we mnie lęk. Dobrze, może zazwyczaj jest to strach nieuzasadniony, ale jednak coś w tym jest.  Z tej całej poleconej korespondencji która mnie denerwuje, szczególnie nie lubię dostawać listów, w których wymaga się ode mnie pisemnego potwierdzenia ich odbioru. Tak jak dla moich dziadków czy rodziców otrzymanie niespodziewanego telegramu stanowiło powód do wielkich stresów, tak dla mnie polecony jest czymś co przyprawia mnie o palpitację serca. Otwieram skrzynkę na listy, a tam leży i łypie na mnie swym białawym oczkiem kartka zwana awizo. Na niej listonosz zapisał wezwanie do stawienia się mojej osoby na poczcie, w terminie określonym, abym tam potwierdził własnym podpisem że list otrzymałem.

– Wrzuciłeś Grzesiu list do skrzynki, jak prosiłam?  – List, proszę cioci? List? Wrzuciłem, ciociu miła!  – Nie kłamiesz, Grzesiu? Lepiej przyznaj się kochanie!  -Jak ciocię kocham, proszę cioci, że nie kłamię! – z dzieciństwa pamiętam wiersz Juliana Tuwima o Grzesiu kłamczuchu i jego cioci. Teraz bez mojego podpisu ten co do mnie ten list wysyła za nic nie uwierzy, że go poczta dostarczyła a ja przeczytałem. Widać poczta państwowa dla niektórych jest jak Grześ kłamczuszek– jak nie ma na zwrotce mojego podpisu to jej nikt nie uwierzy, że list do mojej skrzynki  został dostarczony.

Boję się listów poleconych, bo one najczęściej przynoszą złe wieści. Jak wiadomo sztukę epistolarną kultywują u nas głównie instytucje, banki oraz wszyscy, którzy z jakichś powodów coś ode mnie chcą. Nikt kto chciałby przekazać mi najszczersze życzenia nie wyśle do mnie listu poleconego. Do mnie piszą tylko banki oraz urzędnicy państwowi i nie są to najczęściej miłe dla mnie listy. Uległem kiedyś namowom pani na poczcie i podpisałem umowę, że listonosz listy polecone będzie zostawiał dla mnie w mojej skrzynce pocztowej, ale oczywiście nie dotyczy to tej korespondencji,  w której wymaga się ode mnie potwierdzenia odbioru.

Przed weekendem zajrzałem do przegródki oznaczonej numerem mojego mieszkania, a tam już był ten złośliwiec czyli awizo. Było za późno aby natychmiast pobiec na pocztę i zobaczyć co tam nowego i złego jest w tym liście. Godzina -znacznie po osiemnastej -więc mój trud byłby daremny. W sobotę też nie miałem co próbować, bo poczta zamknięta. Pozostało mi więc rozmyślanie przez weekend o tym, co też ode mnie chcą instytucje które do mnie piszą listy.

W poniedziałek o ósmej rano stawiłem się karnie na poczcie i już po piętnastu minutach oczekiwania w kolejce przed okienkiem dostałem list polecony. Oczywiście pani urzędniczka spisała moje dane z dowodu osobistego a ja to, że to pismo dostałem, potwierdziłem w dwóch miejscach własnoręcznym podpisem. Drżącymi rękoma rozerwałem kopertę i wydobyłem kartkę papieru.  Rozłożyłem i przeczytałem…  że urzędnicy magistratu zapraszają mnie do siebie na spotkanie które odbyło się sześć dni temu. Faktycznie trzeba było to do mnie wysłać poleconym, za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. Inaczej przecież za nic bym nie zdążył.