Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Nie do wiary

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Jak mając ręce skute z tyłu kajdankami wyjąć z kabury konwojującego Cię czujnego policjanta pistolet a następnie oddać strzał po uprzednim przeładowaniu broni?  Potrafiłbyś to uczynić drogi czytelniku? A dokonałbyś tego wyczynu po pijanemu? Na tylnym siedzeniu samochodu, który właśnie pokonuje rondo?  Ja bym nie potrafił. Nie znam też nikogo, kto by to zdołał uczynić. To wymaga nadludzkiej wprost zręczności.  A może nawet umiejętności na pograniczu magii. Harry Houdini nie powstydziłby się takiej sztuczki. Był jednak ktoś, kto tego dokonał jak się okazało na swoje nieszczęście. I dla tego ze współczuciem pisze „był” a nie „jest”. Takie wysokiej klasy umiejętności przypisuje policja i tamtejsza prokuratura chłopakowi z małego miasteczka na Mazowszu.

Ale nie uprzedzajmy faktów – jak mawiał klasyk.  W pewien wiosenny wieczór policjanci zatrzymali dwudziestotrzyletniego mężczyznę. Do aresztu konwojowało zatrzymanego dwóch funkcjonariuszy. Jeden prowadził auto, a drugi siedział z tyłu obok aresztanta. Podczas jazdy chłopak odebrał broń policjantowi siedzącemu obok niego a następnie śmiertelnie się z niej postrzelił.  Taka jest wersja policji. I w taki przebieg wydarzeń świecie wierzy prokuratura.

– Wyniki będziemy znali za kilka dni, ale wiadomo już, że mężczyzna znajdował się pod znacznym wpływem alkoholu, a wystrzelona kula przeszyła jego ciało w okolicy krzyżowej i utknęła w dachu radiowozu, omijając kierowcę w bardzo bliskiej odległości. Policjanci potwierdzili w swoich wersjach wstępne ustalenia – powiedział zastępca Prokuratora Rejonowego.  Prokurator pytany przez dziennikarzy lokalnej gazety o to, czy możliwe jest wyciągnięcie pistoletu przez konwojowanego, który ma ręce skute z tyłu kajdankami, a następnie oddanie przez niego strzału odparł, że tak. – To był pistolet P-99, który nie wymaga odbezpieczenia i bardzo łatwo się przeładowuje – dodał.

Jakoś nie mogę sobie wyobraził tego zdarzenia. Ja bym na trzeźwo nie potrafił – jak napisałem na wstępie – co dopiero „pod znacznym wpływem alkoholu”. Trudno mi uwierzyć, że mocno pijany chłopak, ze skutymi na plecach rękoma, odbiera broń policjantowi, przeładowuje i następnie strzela do siebie. Pewnie nigdy nie się nie dowiem jak było naprawdę. Ale dziwi mnie to, że to jedyna wersja wydarzeń. Dziwi mnie, że prokurator prowadzący śledztwo tak łatwo głosi teorie o tym, iż z broni było bardzo łatwo oddać strzał. Chętnie zobaczyłbym jak Pan prokurator, który uważa, że to możliwe i łatwe, sam spróbuje wyjąc broń z kabury broniącego się policjanta ze skutymi na plecach rękoma a następnie przeładuje pistolet i oddaje strzał. Jeśli tego nie zobaczę to nie uwierzę.  I choć nic nie sugeruje, to tak po prostu trudno mi w to uwierzyć.