Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Prochem jesteś i w proch się obrócisz

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– W piwnicy mnie pochowajcie, w piwnicy mi kopcie grób – brzmią słowa starej knajpianej piosenki. To pragnienie wyrażone przez podmiot liryczny w tym dobrze znanym naszemu społeczeństwu utworze niestety nie jest łatwe do spełnienia w Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, bo tu każdy jest własnością państwa, tak za życia jak i po swojej śmierci. Dosłownie ciałem i umysłem.

Gdy już zejdziemy z tego łez padołu nie możemy tak po prostu zapragnąć, aby nasze doczesne szczątki były złożone na wieczność tam gdzie sobie zażyczymy, bo jako państwowa własność mamy przecież obowiązki oraz podlegamy państwowemu prawu. Zgodnie z ustawą o cmentarzach i chowaniu zmarłych ciało osoby zmarłej może być pochowane w grobach ziemnych, murowanych lub w katakumbach. Według prawa groby, katakumby i kolumbaria mogą znajdować się tylko na cmentarzach, które z kolei mogą zakładać jedynie gminy (cmentarze komunalne) oraz władze kościelne (cmentarze wyznaniowe). A więc nici z pragnień, aby być pochowanym w piwnicy na wino z głową obróconą tam „gdzie do beczki będzie szpunt”.

To, że jesteśmy śmiertelni okazuje się zazwyczaj niespodziewanie, więc warto wcześniej wyrazić wolę, co do tego jak byśmy chcieli przeczekać wieczność. Co prawda możemy w akcie ostatniej woli zażądać lub ewentualnie bardzo poprosić bliskich, aby nas spopielili, bo polskie prawo w swej łaskawości dopuszcza to by nasze zwłoki mogły być poddane kremacji. Ale nawet w tym przypadku, gdy obrócimy się w proch nie mamy, co liczyć na to, że spoczniemy tam gdzie nam się spodoba. Nasze prochy – w sensie dosłownym – też muszą spocząć tam gdzie nakazuje prawo, czyli na cmentarzu.

W Polsce nie mamy prawa do dysponowania szczątkami naszych bliskich zmarłych. Nie ma, więc najmniejszej nawet nadziei, że zgodnie z prawem i wolą zmarłego ustawimy urnę z doczesnymi prochami naszego bliskiego na kominku. Nie ma też, co marzyć o tym, że będziemy mogli zgodnie z jego wolą rozsypać je w pięknych okolicznościach przyrody. To, co na Zachodzie jest popularną i akceptowaną praktyką, w Polsce jest zakazane i możemy za taki czy zostać skazani na wysoką grzywnę.

Rząd dodatkowo zamroził prace nad ustawą, która zalegalizowałaby specjalne „łąki pamięci” na cmentarzach. Czyli jesteśmy skazani na formalny grobowiec z wykupionym miejscem i ze stosownymi za nie opłatami. Póki co, to co się stanie z naszymi zwłokami, gdy już odejdziemy z tego najlepszego ze światów reguluje prawo spisane w 1959 roku.

A jakby tak jednak wymóc na bliskich to żeby nas skremowali? Przecież prochy są najbardziej sanitarnie czystą rzeczą, bo ciało poddawane jest spalaniu w ponad 700 stopniach i niewiele z nas pozostaje. Oczywiście można, ale jak już wspominałem nie ma, co liczyć, że spoczniemy w morzu lub wśród gór. Episkopat Polski w liście do wiernych z listopada 2011 roku napisał, że Kościół stanowczo sprzeciwia się praktyce rozrzucania prochów ludzkich w miejscach pamięci, na morzu, w górach czy gdziekolwiek indziej. Ciało i prochy ludzkie należy złożyć do grobu. Kościół nie sprzeciwia się kremacji, ale zaleca zachowanie dotychczasowego zwyczaju grzebania ciał zmarłych. W zasadzie to nie jestem zdziwiony, przecież to biznes, a biznes to biznes i trzeba o niego dbać.

Mechanizm kontrolny wypracował Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Przed wypłaceniem zasiłku pogrzebowego część oddziałów ZUS domaga się albo pisemnego oświadczenia, że pogrzeb się odbył, albo nawet zaświadczenia wydanego przez administrację cmentarza. Są jednak ludzie na tyle majętni, że nie zależy im na 4 tysiącach zasiłku. Są też zmarli, na których zasiłek nie przysługuje. I ci mogą w konspiracji rozsypać prochy bliskiej im osoby tam gdzie zmarły sobie tego życzył. Ale trzeba oczywiście pamiętać, że państwo czuwa i „kto narusza przepisy niniejszej ustawy i rozporządzeń wydanych na jej podstawie, podlega karze aresztu lub grzywny”.

 „Księdza do mnie nie wołajcie, niech nie robi żadnych szop” – brzmią słowa pieśni. Ale nawet to nie jest łatwe.  Trzeba pamiętać o tym, że w Polsce prawdziwy monopol na życie po życiu ma rzymski kościół. Nie jest prostą sprawą zrezygnować z obecności katabasa na własnym pogrzebie. Bo choćbyśmy za życia bardzo podkreślali fakt, że nam z wiarą rzymską nie po drodze to presja rodziny i środowiska jest tak dużo, że w wielu przypadkach niewierzący i niepraktykujący i tak mają religijne pochówki. Cóż taki i kraj i takie obyczaje. W Najjaśniejszej Rzeczpospolitej nie jest łatwo żyć, nie jest też łatwo umrzeć, i nie jest też łatwo zaznać spokoju po śmierci.