Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Zlikwidować gołębie, czyli skutki lotniskowej nudy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Przyszło do mnie ostatnio kilku panów z naszego Portu Lotniczego, z tego co to jest a tak jakby go nie było, i poinformowali mnie, że muszę zlikwidować swoje gołębię – powiedział smutno kolega przyjaciela. Staliśmy tak sobie w ustronnym miejscu, bo jak wiadomo w kraju nadwiślańskim nie wolno pić piwa na świeżym powietrzu, bo widok osób pijących mógłby wywołać nieuleczalną traumę w społeczeństwie, które akurat o tej porze nie może się napić browarka.

– Co im te biedne ptaki przeszkadzają? Nasrają im na ich samoloty czy na pasażerów, których tam nikt nigdy nie widział? – żalił się Wiesław (bo tak miał na imię kolega przyjaciela).  – Tak, to prawda. Na tym lotnisku mają już wszystko. Granice państwową, służbę celną, obsługę pasażera, kilka sklepów, radiolatarnie, najnowocześniejsze wozy straży pożarnej, spory parking i miejsca dla rowerów, tylko im pasażerów i lądujących samolotów tam brakuje. Po co im jeszcze wojna z gołębiami? – zastanawiał się przyjaciel miedzy jednym łykiem z butelki a drugim. – Może to z nudów? – powiedziałem. – Faktycznie czytałem u lokalnych niusiarzy informacje o tym, że dziesiątki mieszkańców miasta i ościennych gmin powinno zlikwidować gołębniki. Podobno ptaki zagrażają bezpieczeństwu ruchu samolotowego – przypominałem sobie. – Ale tam nie ma żadnego ruchu lotniczego! – rzekł Wiesław z rozpaczą w głosie. – Nie ma, ale rzecznik prasowy z prezesem Portu twierdzą, że będzie, tak w bliżej nieokreślonej przyszłości – przypomniałem. – Tak, nuda w pracy to straszna rzecz – podsumował przyjaciel.

Kolega przyjaciela opowiedział nam, że na jego osiedlu już od dawna działają lotne (z nazwy) brygady pracowników portu lotniczego, którzy informują mieszkańców o niebezpieczeństwie jakie dla ruchu lotniczego stwarzają gołębie. Specjalni agenci pod koniec 2013 roku dokonali identyfikacji i inwentaryzacji 105 czynnych gołębników.  Pojawiły się obwieszczenia wzywające do likwidacji tychże siedlisk zagrożenia.  Jesienią 2014 roku przeprowadzona została akcja informacyjna w najbliższym otoczeniu lotniska. Dodatkowo ustalono kolejne 40 gołębników. Wszyscy właściciele tych obiektów otrzymali materiały informacyjne i pokwitowali ich odbiór. Egzekwowaniem wezwań do likwidacji zajmują się teraz policja i straż miejska. – Funkcjonariusze dali mi czas do końca lutego. Jeśli się nie dostosuje do przepisów to ciupasem trafie do sądu. Takie jest prawo – powiedział smutno Wiesław. – A ja kocham te moje gołębie. Dlaczego mi to robią? Przecież tam nic nie lata na to lotnisko i nie zapowiada się nawet, że coś tam kiedykolwiek zacznie latać. Nawet moje gołębię trzymają się od niego z daleka – dodał.

– To wszystko z nudów. No, bo wyobraźcie sobie, idziecie do roboty na szóste, odbijacie kartę, potem normalnie przebieracie się w służbowe, pijecie kawę czy herbatę, stajecie na stanowisku pracy i przez osiem godzin czekacie na pasażerów, o których wiecie, że i tak nie przylecą – powiedział przyjaciel – Jakież to musi być wielce frustrujące zajęcie. Nie ma dziwne, że pracownicy portu szukają zajęcia i chcą się na kimś wyżyć.

– To prawda, nie ma w tym nic dziwnego, że z nudów tak ich przypiliło z tymi gołębiami – powiedziałem. – Dobrze, że nie wysiedlają ludzi ze strefy wokół lotniska. To by dopiero było – zaniepokoił się Wiesław i dla ukojenia nerwów wypił całą butelkę piwa. – Niewykluczone, że i do tego dojdzie wraz z rozwojem Portu Lotniczego – dodał przyjaciel. – Ale tam nie ma żadnego ruchu pasażerskiego, po co to wszystko? Z nudów? – zapytałem. – Z nudów. Z nudów – zgodzili się Wiesław oraz mój przyjaciel.