Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Droga dla twardzieli

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem. Mój przyjaciel w dresie, w stosownej do takich okoliczności czapeczce oraz w odpowiednim obuwiu wykonywał z wysiłkiem, ale jednak z ekstazą na twarzy, serie przysiadów. Przetarłem oczy ze zdziwienia, wyczyściłem szkła w okularach jednak nawet to nie pomogło. To co zobaczyłem to zdecydowanie była rzeczywistość. – Jezusie Nazareński, Królu Żydowski, co Ci się stało mój przyjacielu serdeczny? – ze wzburzenia wezwałem imię najwyższego nadaremno i wyraziłem troskę o zdrowie psychiczne kolegi jednocześnie.  – Trenuje do drogi krzyżowej – odparł w taki sposób jakby było to coś najzwyczajniejszego z rzeczy jak najbardziej zwyczajnych.

Uszczypnąłem się kilka razy dla pewności sprawdzając czy przypadkiem nie jest to senny koszmar. – Przyjacielu, wybacz mi to pytanie, ale co ty piłeś i w jakich ilościach – zapytałem z troską, bo przecież stan wiecznego upojenia był dla mojego kolegi czymś do tej pory całkiem normalnym. – Jestem trzeźwy jak ryba – odparł, po czym zrobił trzy ekstremalne pajacyki. – Nie warto żyć normalnie, trzeba żyć ekstremalnie – dodał tajemniczo nie przerywając ćwiczeń gimnastycznych.

Postanowiłem przysiąść na ławce, gdyż nogi się pode mną ugięły na samą tylko myśl o tym, że mój przyjaciel zwariował. Ale faktom i własnym oczom nie mogłem zaprzeczyć. Mój przyjaciel ubrany w dresy, czy inne tam ubranko do biegania, podskakiwał pociesznie w parku. – No dobra – powiedział siadając przy mnie na ławce – widzę, że nie rozumiesz, postaram się wyjaśnić. Po tych słowach zdjął malutki plecaczek i pogrzebawszy w nim przez chwile wyciągnął z niego tablet. Poklikał na nim przez chwile, po czym podał mi go ze słowami: masz, czytaj.

„Ciemność – samotność – zmęczenie – cisza. 45 km nocnej wędrówki, 14 stacji z (…) do Sanktuarium Matki Bożej Pięknej Miłości  (…) – tak przebiegać będzie Ekstremalna Droga Krzyżowa, która po raz drugi wyruszy z (…)! Zapisz się już dzisiaj!” – przeczytał a następnie spojrzałem przyjacielowi głęboko w oczy poprosiłem aby chuchnął.

– „Nie warto żyć normalnie, trzeba żyć ekstremalnie – to hasło tegorocznej ekstremalnej drogi krzyżowej. Uczestnicy ubiegłorocznej edycji podkreślili, że to wyjątkowe wydarzenie” – przeczytał przyjaciel jak tylko wyjął z moich zastygłych w odrętwieniu dłoni tablet.

– Postanowiłem przestać żyć normalnie, tak zwyczajnie, to już nie dla mnie. Teraz postanowiłem żyć ekstremalnie – powiedział wstając z ławki z nadzwyczajną dla niego energią. Po czym schowawszy do plecaka tablet, pożegnawszy się słowami – szczęść Boże –  pobiegł truchtem przed siebie.  Biegł ekstremalnie, jak twardziel.  A ja, cóż ja, ja zwyczajnie, tak po prostu, podreptałem do najbliższego baru gdzie normalnie strzeliłem dwie szybkie. – Jakie ja mam normalne życie – powiedziałem sam do siebie.

CDN.