Nieprzystawalny
Ja się zdecydowanie nie nadaje do współczesności. Ja po prostu tu nie pasuje. Jestem nieprzystający tak do społeczeństwa jak i do tego państwa. Może urodziłem za późno albo może za wcześnie. Ta kapota utkana z praw i obowiązków obywatela jest dla mnie w rękawach za krótka w barach za szeroka i jakoś tak ogólnie mi nie leży. Czuje, że na siłę zostałem w nią ubrany jak w kaftan bezpieczeństwa.
Mnie nie interesuje rywalizacja, która dla moich współplemieńców stała się świętą wiarą którą wyznają i której składają ofiary. I choć nie wyznaje kultu posiadania, to też nie jestem ascetą, lubię mieć to, co ułatwia mi życie. Ale nie mam potrzeby własności czegoś za cenę poddania się innym. Nie mam, to nie mam. Mam to mam. Nie będę mieć dziś, to może znajdę to jutro. Nie odczuwam presji posiadania.
Nie czuje potrzeby kłamania dla uzyskania tak władzy jak i wszelkich stanowisk. Nie chce władać za wszelką cenę. I choć nie mogę powiedzieć, że mam udane życie to nie udaje się „na zmywak” do Londynu lub Dublina – parafrazując wypowiedz pewnej politycznej belki. Wole zostać, tu nad Wisłą, bo gdzie mi będzie tak żle jak tutaj. „Wolę polskie gówno w polu, niż fijołki w Neapolu” – jak pisał poeta.
No i jeszcze mam jedno poważne niedopasowanie społeczne. Mam w głębokim poszanowaniu wszelkie gry zespołowe. Nie kibicuje tym, co spoceni biegają po trawniku za piłeczką, więc „nie ma we mnie uczyć patriotycznych” – jak mnie określił pewien znajomy.
Większość tego, co ważne dla innych, ja nie zauważam, albo ignoruje. Nie mogę się wpasować w ogólnie przyjęte normy społeczne. Nawet tak banalne sprawy jak ogólnonarodowa tendencja do bycia wybieganym, wychudzonym, czerstwy i żylastym, z płaskim umięśnionym brzuszkiem jest dla mnie niekompatybilna.
Bardziej pociągają mnie sprawy i rzeczy które zdecydowanie są nie do przyjęcia przez zdrowe jądro naszego społeczeństwa. „Lubię pić, jestem leniwy, nie mam boga, polityki, idei ani zasad. Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni”.
