Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Życie po proroczym śnie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Pewnej nocy miałem sen. Koszmar w zasadzie to był jakich miewam wiele gdy tylko uda mi się na chwile zasnąć – wyznał mi przyjaciel. Staliśmy w naszym ulubionym miejscu. Zieleń przyrody walczyła tu, ze zmiennym szczęściem, z industrialnymi zapędami człowieka. Ale miejsce nadal było przyjemne i nadawało się do spokojnego i przyjemnego konsumowanie małego conieco. A jak wiadomo w wolnej Polsce jest coraz mniej takich miejsc gdzie spokojny człowiek może się spokojnie napić na świeżym powietrzu. Taka to już widać różnica miedzy czasami minionej dyktatury a teraźniejszością wolności.

– Sen miałem – kontynuował opowieść przyjaciel. – Sen taki, zupełnie taki jaki miał ten znany murzyn z Ameryki co też miał sen i przez ten sen był bardzo znany. – Miałem sen, a w nim bardzo realistycznie ujrzałem własne pożegnanie z doczesnością pośród grzmoty donośnych i błyskawic oraz śpiewów anielskich – wyznał przyjaciel. Na takie dictum nie miałem sensownej odpowiedzi, więc zaproponowałem żebyśmy się napili, bo to zawsze pomaga.  No i wypiliśmy.

– Nie żebym wierzył w sny – snuł dalej opowieść przyjaciel – zasadniczo to wiem, że to tylko projekcje mózgu działającego na wolnych obrotach, ale że sen był taki sugestywny… to tak wyszło, że niechcący jednak uwierzyłem. A że zgodnie z moją wizją proroczą miałem opuścić ten ziemski łez padół za dwa tygodnie od sennej wizji to postanowiłem odliczać do wspomnianej daty.

Tak było w istocie. Już od pewnego czasu, czyli jak się właśnie okazało od dwóch tygodni mój przyjaciel odliczał upływające dni wysyłając informacje o tym urbi et orbi poprzez media społecznościowe. Nawet miałem go zapytać do czego odlicza, ale że mniej więcej wiedziałem choć wiedzieć nie chciałem, więc nie pytałem.

– Moje przekonanie, co do prawdziwości mojego proroctwa i do słuszności wyboru dnia ostatecznego pożegnania z doczesnością potwierdził dodatkowo list, którym odebrałem na poczcie. Napisała do mnie bardzo ważna instytucja państwowa. Straszyła mnie ona przez swego urzędnika, że jeśli w przeciągu dwóch tygodni nie rozliczę się z władzą ostatecznie to ona mnie ostatecznie… no już ta instytucja pokaże mi co potrafi – ciągnął opowieść przyjaciel.  – Jakby tego było mało to okazało się, że pewna religijna grupa z Filadelfii w Stanach Zjednoczonych przewiduje, że tego właśnie dnia nastąpi koniec świata – dodał.

– I jak tu było nie odliczać, gdy takie znaki we śnie i na jawie? – zapytał zasadnie przyjaciel. Musze przyznać mu racje, że po takich widomych znakach sam zacząłbym odliczać. Znów wypiliśmy, a on wyznał, że takie odliczanie do tej chwili niewiadomej, te jego dni ostatnich, to wszystko zmieniło w nim perspektywę postrzegania świata. Dostał on – jak mówił – możliwość dostrzeżenia w doczesności, w każdym dniu, czegoś ważnego. Dało mu to nadnaturalny dystans do jego emocji i do kłopotów, które go osaczają. – Widocznie, gdy się już wie, że coś jest nieuniknione to można się bardziej skupić na tu i teraz. Doznaje dwóch sprzecznych uczuć, strachu przed życiem i zachwytu nad życiem, jak powiedział pewien klasyk  – zakończył. Piliśmy spokojnie, rozmawiając o pięknie, literaturze, sztuce, filmie, polityce lub w milczeniu cieszyliśmy się tym, co tu robimy w tak pięknych okolicznościach przyrody.