Bombiarz – anarchista nade in Poland

Obublikował pavvel dnia

Sceny jak z sensacyjnego filmu rozegrały się w jednej z podwarszawskich miejscowości. Jak donoszą publikatory trzech strasznych anarchistów wpadło w zasadzkę, gdy ukradkiem podkładali ładunki wybuchowe pod radiowozy parkujące przy komisariacie policji państwowej. Blady strach padł na miasta i wsie naszej ukochanej ojczyzny.

U nas turbanowych terrorystów jak wiadomo nie uświadczysz, bo „dobra zmiana” w swej łaskawości nie dopuściła i zatrzymała na granicach Najjaśniejszej. A tu masz, jak raz ustawa wprowadzająca zamordyzm napisana. Wszystko przygotowane, a tu zagrożenia żadnego suweren nie czuje i marudzi coś ze nowe prawo niedobre. No to trzeba było dla suwerena znaleźć takiego terrorystę, aby się suweren posrał ze strachu.  Wtedy taki zestrachany suweren przyjmie z wdzięcznością ustawę antyterrorystyczną i jeszcze władzuchnę po rękach całować będzie, że tak dba o jego, suwerena znaczy, bezpieczeństwo.

Potrzeba zastraszenia narodu zaistniała, więc trzeba było się zabrać do roboty, pomyśleć, pokombinować i wyprodukować własnych podkładaczy bomb, bo zagranicznych na podorędziu nie było. Czas naglił, zlecenie od najwyższych władz politycznych i państwowych przyszło, więc co było robić? Czas na bombiarzy krajowej produkcji.

Jak postanowili tak zrobili. Publikatory chyżo i ochoczo roztrąbiły, że zamachowcy chcieli dokonać zniszczenia mienia policyjnego. Dzielni funkcjonariusze siłą dedukcji oraz w wyniku licznych czynności operacyjnych wykryli niecne knowania anarchistów i zastawili na bombiarzy pułapkę. Mundurowi zaczaili się w krzakach i dyskretnie obserwowali teren. Gdy tylko (zgodnie ze scenariuszem?) potencjalni sprawcy pojawili się w środku nocy na miejscu przestępstwa i podrzucili pakunki z domowo wytworzonymi bombami, dzielni policjanci ruszyli do akcji i nie bacząc na grożące im śmiertelne niebezpieczeństwo zatrzymali zamachowców.

Trójka prawdopodobnych sprawców – z których dwóch podkładało ładunki, a zadaniem trzeciego była obserwacja terenu – została aresztowana na wniosek prokuratury przez wyjątkowo jak na polskie warunki błyskawicznie działający sąd.

Jak donosi publikator, ci bomberzy made in Poland, swe ładunki wybuchowe skonstruowali sami, co tylko udowadnia po raz kolejny tezę, że jak Polak chce, to potrafi.   – W butelki wlali łatwopalną substancje. Następnie te butelki połączyli specjalnym mechanizmem, dodali lont – buduje stosowne napięcie rzecznik prokuratury okręgowej, a naród ogarnia groza oraz pragnienie jak najszybszego uchwalenia specustawy antyterrorystycznej.

Niestety żaden ze sprawców nie przyznał się do winy i nie składa wyjaśnień, a przecież mogło być tak pięknie. Jakże wzmocniłoby takie przyznanie się do winy przekaz medialny. A tak trzeba będzie śledztwo utajnić, i tak tajnie je prowadzić z rok czy ze dwa, a może nawet trzy? A i tak na koniec w tajnym procesie skaże się sprawców na podstawie tajnych dowodów. A mogli przecież przyznać się po dobroci, wystąpić przed kamerami, opowiedzieć o lewackim spisku. Ile to pracy można ludziskom zaoszczędzić? Przecież wynik śledztwa i tak już przesądzony, wyrok wydany, po co się upierać.

Scenariusz został pomyślenie zrealizowany, statyści świetnie zagrali swoje role, reżyser z tajnej służby zadowolony, zleceniodawca szczęśliwy, media się zainteresowały, premią pewnie będzie, medale będą, awanse.

Jest takie powiedzenie przypisywane pewnemu agentowi Ochrany, czyli tajnej carskiej policji, że na siedmiu spiskowców zamachowców, dwóch to zwykli niegroźni zapaleńcy, czterech to agenci tajnych służb, a tylko jeden spiskowiec to ten potencjalnie niebezpieczny. Jak widać nadal najlepsze są stare, sprawdzone metody.