Mandat za spożywanie na odludziu

Obublikował pavvel dnia

Znów to samo. Ileż razy można? No nie, to już staje się nudne. Kolejny mandat za usiłowanie spożycia w miejscu publicznym. No i ponownie policjanci musieli się przedzierać przez zarośla by odszukać nas spożywających na świeżym powietrzu. Ja to nawet rozumiem tą determinacje mundurowych, którzy brnęli do nas przedzierając się przez gęste zarośla niczym wyprawa poszukująca źródeł Amazonki. Taka służba. Takie rozkazy. No i tym razem to jeszcze ktoś musiał nas wypatrzyć, choć sam nie wiem jak, i doniósł służbą. Naród taki u nas, że zawsze coś mu przeszkadza, więc zdążył się donosik.

Brnęli do nas funkcjonariusze przez gęsta roślinność, przez krzaczory stawiające czynny opór, przez gęstwiny, przez trawy wysokie, szukali nas dzielni przedstawiciele władzy by wyegzekwować prawo i wręczyć nam po mandacie. Jacy byliśmy naiwni chowając się w miejscu tak niedostępnym i tak odludnym. Jak nam wyjaśnił miły pan policjant, gdy weście do nas dotarł, to nie ważne że taka daleko od cywilizacji chcieliśmy spożyć swe napoje wyskokowe na świeżym powietrzu, bo można spożywać tylko w miejscach do tego przeznaczonych, a to nasze odludzie nie jest do tego przeznaczone. Na dodanie sobie autorytetu sypnął jak z rękawa kilkoma paragrafami. Nie jestem tak biegły w prawie, więc sprawdziłem w domu z jakiego to paragrafu dostałem mandat. Ukarana nas za usiłowanie spożycia z Art. 431. 1. Ust. 2. Zgodnie z zasadą „na władze nie poradzę” potulnie przyjęliśmy mandat.

Te wspomniany artykuł mówi, że „kto spożywa napoje alkoholowe wbrew zakazom określonym w art. 14 ust. 1 i 2a-6 albo nabywa lub spożywa napoje alkoholowe w miejscach nielegalnej sprzedaży, albo spożywa napoje alkoholowe przyniesione przez siebie lub inną osobę w miejscach wyznaczonych do ich sprzedaży lub podawania, podlega karze grzywny. 2. Usiłowanie wykroczenia określonego w ust. 1 jest karalne”.

W naszym przypadku było to „usiłowanie wykroczenia” za spożywanie „wbrew zakazom określonym w art. 14 ust. 1 i 2a-6”. Nie będę tu cytował ustawy, bo za dużo paragrafów. Dość powiedzieć, że nasze spożywanie czy usiłowanie spożywania nie odbyło się na terenie szkół oraz innych zakładów i placówek oświatowo-wychowawczych, opiekuńczych i domów studenckich, nie na terenie zakładów pracy oraz miejsc zbiorowego żywienia pracowników nawet nie na miejscach i w czasie masowych zgromadzeń czy w środkach i obiektach komunikacji publicznej. Nie w obiektach zajmowanych przez organy wojskowe i spraw wewnętrznych. Czyli nie bardzo ten paragraf pasuje, więc czytam dalej. Tam gdzie usiłowaliśmy spożywać to nie był ulica, plac czy w park o których to miejscach wspomina ustawa. Było to miejsce tak dalece odosobnione od wszystkich tych miejsc o których wspomina ustawa, że za nic nie można dopasować podstawy prawnej do wypisanego mandatu, a jednak mandat jest.

No i znów mnie oszukano. No niby wiem, że mógłbym pójść do sądu i może przy dużym szczęściu i rozsądnym składzie sędziowskim mógłbym nawet przedstawić swoje argumenty. Miły pan policjant wyjaśnił mi nawet, że mam do tego prawo. Ale przypomniałem sobie, że przed dwoma laty pewien delikwent nie przyjął mandatu za usiłowanie spożycia i stanął w tej sprawie przed sądem. Przedstawił sensowne argumenty na to, że jeśli nawet usiłował spożywać, a nie usiłował, to robił to w miejscu, o którym nie wspomina ustawa. Sąd uznał, że ten obywatel jednak pił piwo i to w miejscu niedozwolonym, a nie tylko usiłował. Wymierzył mu grzywnę w wysokości 50 zł, obciążył też kosztami procesu – 160 zł. W uzasadnieniu tłumaczył, że nie ma podstaw, żeby nie wierzyć funkcjonariuszom m.in. ze względu na ich dobrą znajomość prawa i pełnioną funkcję.

Ja to rozumiem policjantów, był donos, musiała być interwencja, dobrze żeby po niej został jakiś ślad, więc mandat wystawili. Ale błagam niech to będzie mandat, który przynajmniej jest zgodny z literą prawa. Przecież nie wszyscy płaca nawet nie sprawdzając ustawy, a jak sprawdzą to pozostaje niesmak, że zostało się ukaranym za coś, czego się nie zrobiło.