Sen, życie i sny bez snów
Jakieś dziesięć, może jedenaście lat wstecz zaczął mnie prześladować pewien sen. Siedziałem tam w tym śnie w starym rozpadającym się fotelu na werandzie starego domu, w starej dzielnicy starego miasta i sam byłem już w wieku starczym. W takim co, do którego ma się już pewność, że jest zapewne tuż przed zejściowym. Czułem, że jestem już tak stary, że nie mogę się nawet samodzielnie poruszyć wtedy, gdy najdzie mnie na to ochota. I przychodziła tam do mnie panienka cud urody, która przy każdej kolejnej wizycie pytała mnie wciąż jak się czuje. A ja myślałem nie o tym, co mówiła, ale o tym, że chętnie bym się dobrał do jej piękna. Czytaj więcej
