Fizys na bruku

Obublikował pavvel dnia

Upadem dziś na twarz. Mój fizys sięgnął bruku. Padłem jak długi potknąwszy się o wystający kawałek bruku. Runąłem na chodnik i tylko cudem zdążyłem jeszcze wyciągać ręce z kieszeni, aby ich użyć do amortyzacji mojego upadku. Gdyby nie to rypnąłbym pewnie jeszcze bardziej ryjkiem o chodnik niż do zrobiłem. Gdybym tak upadł na kolana to jeszcze rozumiem, bo mógłbym wzorem całego narodu podnieść się z kolan. Ale ja rozciągnąłem się po całości i jeszcze przyklasnąłem twarzą w trotuar.

Tylko ja tak potrafię upaść, żeby wszyscy wokół aż zamarli w oczekiwaniu na to czy przeżyłem upadek i czy się jeszcze z niego podniosę.  A winny tego mojego upadku wcale nie byłem ja sam we własnej siebie jak wielu teraz sądzi. Byłem trzeźwy jak ryba. Żadnego tam zamroczenie ani pomroczności. Świeżutki byłem i wypoczęty. Udawałem się do instytucji kultury z potrzeby obcowania ze sztuką. I napotkałem na swojej drodze nierówny chodnik i przez tą pewnie w pierwszej kolejności nierówność chodnika wyryłem twarzą rysę na miejskim trotuarze.

Przyznam, że ja niezbyt często podróżuje za tą bliższą i za tą dalszą granicę. Ale gdzieś tam jednak byłem i coś tam widziałem. Jak już znajdę się w obcym kraju to od razu takie niepolskie wydaje się to, że tam są równe chodniki.  Ja nie wiem jak to jest, że nasza tutejsza swojska cywilizacja nie potrafiła na przestrzeni wieków wytworzyć równych chodników. Przecież tyle mamy spraw i rzeczy równiejszych nich inne narody, a chodniki u nas takie, że przejść po nich nie można bezpiecznie.

Chodnik u nas to istny tor przeszkód. Tu kamyk wystaje, tak korzonek. Tu wyrwa, tam wgłębienie, tu wybrzuszenie. Tam nie mam płyty chodnikowej, bo jej tam nie ma i już. Tam za to jest jakaś inna płyta chodnikowa niż wszystkie w okolicy i przez to wystająca ponad sąsiednie. Zwróćcie na to uwagę. To jest jakiś nierozwiązywalny problem. Lata mijają. Upadają systemy polityczne, ale stan chodników jest zawsze dziurawy.

Teraz taki okres przedwyborczych obiecanek, więc w ramach tych cacanek niech może kandydaci na najwyższy urząd obiecają coś, co wyniesie nasz kraj na wyższy poziom cywilizacyjny. Takie zamierzenie i takie obiecanie wydaje się przynajmniej teoretycznie łatwiejsze w realizacji już standardowe obiecywania.

Upałem i tam wtedy znacznie ucierpiało moje ego. Bo to człowiek idzie sobie z kobietą i wśród kobiet i nagle zwala się z nóg i rozciąga na chodniku. Doznałem moralnych strat. To tak dalej być nie może. Ja rozumiem, że czasem mam tak, że jestem jakby splątany i potykam się o własne nogi. Ale tu, w tym konkretnym przypadku, to nic takiego nie miało miejsca. To już jest wyraźna i jednolita wina miejskiej infrastruktury.

Dlatego wzywam wszystkich kandydatów na prezydenta, aby odnieście się do sprawy równych chodników w Polsce, bo jest to sprawa najpilniejsza z najpilniejszych. Jeśli kandydat na najwyższy urząd pochyli się nam moim upadłym losem, nad losem miejskich trotuarów, to jestem gotów na rozważenie głosowania na takiego kandydata w najbliższych wyborach. Jeśli chętny na objęcie steru rządów w Polsce z troską i pisemnie zobowiąże się do wyprostowania sprawy chodników, to jestem, skłonny na takiego kandydata oddać głos. Ostrzegam jednocześnie, że jeśli się taki kandydat zobowiąże a nie dotrzyma danego słowa do pójdę do pałacu i wywalę osobnika na nierówny bruk. Do cholery, coś trzeba zrobić z tymi nierównościami na chodnikach.