Category Archives

914 Articles

dziennik pesymistyczny

Domniemania posiadania

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Nie mam w już domu telewizora – powiedziała moja koleżanka z dumą w głosie. A oznajmiła to w taki sposób jakby mi oświadczała, że zdjęto jej z nóg kajdany albo zwolniono ja z więzienia, gdzie miała odsiadywać dożywocie.

Pomyślałem o sobie. Ja zdecydowanie jestem z „telewizyjnego pokolenia” – słyszałem to określenie … No tak zgadliście… Usłyszałem to w telewizji, bo najwyraźniej jestem klasycznym przedstawicielem tej generacji.  Czyli wynika z tego, że ja jednak jestem skazany na dożywocie z telewizorem. – A ja właśnie zastanawiam się nad wymiana telewizora na nowy, na lepszy, większy – powiedziałem. – Jesteś niereformowalny – fuknęła na mnie koleżanka z wyższością. Mam takie szczęście, że od kilku lat spotykam coraz więcej takich ludzi, którzy z wyraźna dumą w głosie informują mnie, że pozbyli się ze swojego domu odbiornika telewizyjnego.

Ci telewizyjni wyzwoleńcy informują mnie, i każdego, kto chce ich słuchać, że się uwolnili – wyzwolili od zła. – Teraz mam znacznie więcej czasu – wyznała koleżanka, która radykalnie odcięła się od kontaktu z telewizyjnym ekranem.  – Sprzedałam tego złodzieja czasu i teraz czuje się taka wolna. Mam czas na książki, na spacery… – ciągnęła w uniesieniu. Ileż ja razy to już słyszałem. Iluż to ja spotkałem takich wyzwolonych od telewizji. Choć ostatnio pojawili się też tacy, co nie posiadają telewizora, ale nie gardzą telewizją, bo wybrane programy oglądają na ekranie komputera.

Całkowicie ich rozumiem. Ja też coraz częściej uzupełniam to, czego nie dostaje w programie telewizyjnym o pozycje dostępne w internecie. – I nie będę musiała płacić abonamentu – rzekła koleżanka używając tej wypowiedzi, jako argumentu, który ostatecznie miał przekonać nieprzekonanego, czyli mnie. Wiadomo, kryzys, oszczędność… tędy mnie chciała zajść. Ale się nie dałem. Przypomniałem sobie, że czytałem gdzieś, że przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji ma nową pomysł jak doprowadzić do pełnej ściągalności abonamentu.  Nowa koncepcja ma być oparta na założeniu, że każde gospodarstwo, do którego jest doprowadzona elektryczność, ma możliwość odbioru programów radiowych i telewizyjnych.

Nie wiem, może się mylę, ale wygląda na to, że urzędnicy przyjęli zasadę domniemania posiadania odbiorników. Czyli masz prąd… to jak nic posiadasz też telewizor, a już w ostateczności radio albo komputer, przez który coś oglądasz. Czyli sprawiedliwie będą płacić tacy, co posiadają wielkie ekrany i ci, co nie posiadają telewizji. Bo jak tu siedzieć przy świecach, tak bez prądu, z którego zrezygnowaliśmy, aby udowodnić ostatecznie, że telewizji nie posiadamy.

– Wyłącz też prąd, wtedy urzędnicy przyjmą założenie, że nie masz też telewizora, bo teraz, choć nie masz odbiornika TV, to mogą domniemywać, że jednak go posiadasz, choć nie posiadasz- poradziłem.  Można przyjąć założenie, że trudno będzie udowodnić urzędnikom, że się go nie ma, jeśli nie zrezygnuje się też z prądu.  Teraz żeby uwolnić się od telewizji trzeba będzie przyzwyczaić się do życia bez elektryczności. Tego to ja nawet w telewizji nie widziałem.

 

dziennik pesymistyczny

Mądrzejszy od papieża

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 3

– A ja tam jestem za karą śmierci – rzekła dumnie pani siedząca naprzeciwko mnie przy stoliku. Tak jakoś jest między nami Polakami, że wraz ze zwiększaniem się naszego stanu po spożyciu – jak mawiają nasi stróże prawa –rozwija się w nas potrzeba dyskusji o polityce.

Jedna setka wódki, jeden drink i już jesteśmy gotowi do snucia teorii i opowiadania jak to praktycznie byśmy je wcielali w życie gdyby nam się tylko chciało, a przecież nam się najczęściej nie chce. I to pewnie, dlatego, z tego naszego lenistwa, jest w naszym kraju tak źle. Teraz też uczestniczyłem w takim spotkaniu, w którym nie zabrakło rozmów o polityce. Mam też wrażenie, że do tradycyjnego polskiego politykowania dołączyły rozmowy o religii. Nie, nie są to spory o dogmaty wiary, to raczej takie nasze polskie narzekanie.  Teraz moje towarzystwo tyle przyswoiło alkoholu, że nawet się zdziwiłem, że tak długo wytrzymali z unikaniem tematów religijnych i politycznych.

– A ja tam jestem za karą śmierci – powtórzyła pani, bo za pierwszym razem chyba tylko ja zwróciłem na nią uwagę a ona najwyraźniej potrzebowała większego audytorium. – czyli szanowna pani jest podobnego zdania, co prezes prawych i sprawiedliwych – powiedziałem odruchowo i od razu sobie przypomniałem, że przecież miałem unikać rozmów o polityce. Ale to, co we mnie pływało i miało procenty zdecydowanie obniżyło moją czujność.  To panine stwierdzenie dotarło, do kogo trzeba, bo od razu wytworzyły się dwa stronnictwa wśród dyskutantów. Jedni podzielali pogląd pani siedzącej naprzeciw mnie przy stoliku, że kara śmierci jest konieczna, ale dla równowagi pojawili się też tacy, którzy byli jej przeciwnikami.

– Ja jestem za karą śmierci – rzekł pan pijący wino w ograniczonych ilościach. Kilka osób zgodziło się z nim, w różny sposób wyrażając poparcie dla jego oraz pani z mojego naprzeciwka. Padło wiele przykładów jak to zabijanie w świetle prawa jest naszemu narodowi bezwzględnie potrzebne. Stronnictwo przeciwników wyraźnie słabło. – Ale wy pewnie wszyscy katolicy? – zapytał znad kufla piwa mój kolega. Nic nie mówił a wiedziałem, że chce coś powiedzieć, no i powiedział. Po chwili ciszy prawie wszyscy zwolennicy kary śmierci szczerze przyznali, ze są Polakami i katolikami.

– A słyszeliście kiedyś o takim przykazaniu: nie zabijaj? – padło ponowne pytanie.  Słyszeli, ale odniosłem wrażenie, że każdy z nich ma własną interpretację tego, co jak mi się wydaje się jedną z podstaw chrześcijaństwa i także katolickiej wiary. Wszyscy deklarowali, że są katolitami, wiedzą, co to dziesięć przykazań, ale… ale prawie każdy miał dobre wytłumaczenie, że zabijać to jednak można, choć w zasadzie nie można.

–Ja tam się zgadzam z abp. Józefem M. przewodniczącym episkopatu – powiedział jeden z katolików – mówił on ostatnio, że kara śmierci jest dopuszczalna, gdy społeczeństwo nie może sobie poradzić z agresorem. Nie zdziwiłem się, przecież to hierarcha kościoła. – A słyszałeś o papieżu – spytał kolega. – Ledwo, co Benedykt XVI powiedział o karze śmierci, że łamie godność ludzką, jeśli dobrze pamiętam. Teraz znów to oznajmiał. Mówi to najwyższa władza waszego kościoła. Sprawa jest definitywnie rozstrzygnięta. Kara śmierci jest zła – dodał. Nie przekonał polskich katolików, oni wiedzieli lepiej. Lepiej niż papież.

– Jestem wierzącymi praktykującym katolikiem, ale w tej sprawie mam inne zdanie niż Benedykt XVI -stwierdził pewien prezes prawy i sprawiedliwy. Jak widać nie tylko on ma takie zdanie. Zastanawiam się, jeśli w tej sprawie można mieć inne zdanie niż papież, to może każdy katolik może dowolnie interpretować wiarę. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną – a ja tam uważam, co innego- mógłby powiedzieć taki polski katolik. A mnie się zawsze wydawało, że trzeba dosłownie przestrzegać bożych nakazów jak chce się być chrześcijaninem. A tu taka niespodzianka.

 

dziennik pesymistyczny

Wiele dzieci matki emetytki

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 34

Rozmawialiśmy z przyjaciółmi o emeryturach. To ciekawa rozmowa, bo zdecydowanie teoretyczna. Mamy nadzieję, że kiedyś dojdziemy do wieku emerytalnego, ale tak naprawdę nikt nie może zagwarantować jakie będą obowiązywać wtedy przepisy. Nikt nie wie ile wtedy dostaniemy pieniędzy. Nikt nie wie czy doczekamy. Dlatego też rozmowa taka jest zwykłym gdybaniem. Ale że my Polacy uwielbiamy dyskusje o problemach, na które mamy niewielki wpływ, to i dla mnie i moich znajomych taka dyskusja była bardzo zajmująca. Zapowiedź stopniowego zrównywania i podwyższania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, docelowo do sześćdziesiątego siódmego roku życia, znalazła się w expose premiera. Czyli jak tam na górze mogą o tym debatować, to i nam maluczkim, choć nie mamy na to najmniejszego wpływu, też można. – Słyszeliście, że pan wicepremier z partii ludowej uważa, że warto rozważyć wsparcie dla kobiet wychowujących dzieci. Mówił, że takie kobiety, powinny móc wcześniej odchodzić na emeryturę w zależności od liczby dzieci – rzekła jedna z koleżanek dyskutantek. Wszyscy wiedzieliśmy, że jest ona młodą mamą więc już propozycja uzależniająca przechodzeniem na emeryturę w zależności od liczby posiadanego potomstwa bardzo ją zainteresowała.  Ja, oraz cała opcja bezdzietnych byliśmy sceptyczni, ale co my tam wiemy. Przecież nie doświadczyliśmy szczęścia, jakie daje posiadanie pociech w stosownej liczbie.  – Mnie to wydaje się bardzo dziwne i zdecydowanie niesprawiedliwe  –powiedział mój kolega, o którym wszyscy wiedzieliśmy, że jest ojcem dwójki dzieci. – Dlaczego, tylko kobiety mają przechodzić wcześniej na emeryturę,  przecież ja też wychowuję dzieci, a propozycja dotyczy tylko kobiet – dodał. – A co z samotnymi ojcami? – spytałem. – Ale to kobiety rodzą dzieci! – powiedziały chórem kobiety i co ciekawsze podobne zdanie miały, i te co miały dzieci, i te co do których wiedziałem, że nie planują potomstwa.  – Jeżeli kobiety potrafią w tych wielce komercyjnych czasach znaleźć siłę i zaangażowanie do wychowania dzieci, to w systemie emerytalnym też powinno być to odzwierciedlone. Ich wysiłek powinien być doceniony – wygłosiła swą opinię jedna z koleżanek, a ja miałem wrażenie, że cytowała słowa wicepremiera.  Wszyscy docenialiśmy trud wychowawczy. Dzieliło nas tylko podejście do równouprawnienia. Chyba po raz pierwszy słyszałem, żeby mój kolega przeciwnik parytetów, teraz zdecydowanie optował za wyrównywaniem szans między kobietami i mężczyznami. A wszystko to w kontekście uzależnienia przechodzenia na emeryturę, przy posiadaniu potomstwa jakie proponował wicepremier. – A ja się zastanawiam nad tym, czy jakbym miała dwunastkę dzieciarni, to jak szybko znalazłabym się na emeryturze? – zastanawiała się głośno koleżanka, której nigdy nie podejrzewałem o chęć posiadania potomstwa. Fakt, projekt wicepremiera zakłada, że każde urodzone i wychowane dziecko powodowałoby wcześniejszą emeryturę kobiet o  trzy lata. Czyli razy trzy lata razy dwanaście? Jeśli tak, to otwiera to nowe możliwości. Teraz byłabym już na emeryturze, ale musiałabym zacząć posiać dzieci bardzo wcześnie – rzekła koleżanka, najwyraźniej urzeczona myślą o wielodzietnej rodzinie i wcześniejszej emeryturze.

dziennik pesymistyczny

Podejrzany taniec z wdowcem po Hance

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 10

– Pewnie wygrał dlatego, że ludzie mu współczuli, bo przecież Hanka nie żyje… no wiesz,  jak to jest współczuli mu pewnie – usłyszałem fragment rozmowy. Na początku pomyślałem, że się przesłyszałem. Bo przecież,brzmiało to tak abstrakcyjnie. Nie powinienem podsłuchiwać, ale stojąc w autobusie komunikacji miejskiej, przez panujący tam tłok,  zawisałem prawie nad tymi paniami. Nie sposób było nie słyszeć tego co kobiety mówiły. A tu do tego trwała między paniami fascynująca dyskusja o programie telewizyjnym, w którym znani i mniej znani ludzie tańczą sobie przed kamerami, a miliony telewidzów to oglądają. – Który to ten gość co wygrał ? –Starałem się przypomnieć  twarz zwycięzcy. Przecież oglądałem program w telewizji. Przełączałem kanały pilotem w moim ulubionym wieczornym rytuale.Zatrzymałem się na chwilę, aby zobaczyć- z ciekawości-  kto wygrał ten przecież kompletnie nieinteresujący mnie program gdzie ludzie tańczą. – Z twarzy podobny jest dokładnie do nikogo – powiedziałem wtedy, bo przecież mimo tego, że w audycji telewizyjnej z założenia występują tak zwane gwiazdy, czyli osoby ogólnie znane, ale ja i wielu moich znajomych za nic w świecie nie rozpoznaję. -Naprawdę nie wiedziałem kto to jest – pomyślałem. A tu proszę! Niespodziewane dowiedziałem się w autobusie komunikacji miejskiej, że ten zwycięzca to osoba która powiązana jest polskim serialem ,o którym moja babcia mówi, że jest „taki życiowy”.  Przecież żyjąc w Polsce,czytając gazety, oglądając telewizję, słuchając radia, korzystając z Internetu,nie mogłem przecież nie wiedzieć o najsmutniejszym zdarzeniu, jakim było zejście z tego łez padołu pewnej postaci z serialu. – No tak, przecież to Marek,ten aktor z serialu, co był mężem Hanki, wygrał bo tak na uczuciach grali, że to niby ta Hanka nie żyje…  – powiedziała pani do swej koleżanki.  – Podejrzane –przyznała ta druga.  A ja dzięki temu skojarzyłem „ gwiazdę” podobną zupełnie do nikogo z postacią z serialu, o której dowiedziałem się z internetowego szaleństwa po tym, jak już grać w tym serialu przestała. Panie rozmawiały o tym dziwnym dla nich zjawisku wiążąc los Hanki Mostowiak , jej męża i wygranej aktora w tanecznym programie telewizyjnym. Dojechałem do mojego przystanku, przepychając się do wyjścia i zacząłem się zastanawiać nad skłonnością moich rodaków do snucia teorii spiskowych. Ja rozumiem polityków z tą obsesją, ale takie panie? Widać wszędzie można wyśledzić spisek i nieczyste intencje.

 

dziennik pesymistyczny

Trzecia trzydzieści osiem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Obudził się w nocy. Nie musiał nawet otwierać oczu by wiedzieć, że w pokoju panuje mrok, że to jeszcze ciemna noc. Zawsze tak się budził. Doskonale wiedział, która jest godzina, choć tego nie sprawdzał. Wiedział, że od teraz będzie leżał i myślał. A w zasadzie obmyślał, jakie ma podjąć decyzje, gdy nadejdzie świt i zacznie się dzień.

– Ponownie, no pewnie, to już stało się tradycją – powiedział bezgłośnie.  Nie da się od tego uciec. Nadal z zamkniętymi oczami sięgnął w bok i lekko za siebie, po czym wymacał na szafce stojącej przy łóżku telefon. Trzymając go w ręce przed zamkniętymi oczami nacisnął guzik na obudowie wywołujący ekran, który natychmiast rozbłysnął mocnym światłem.  Wiedział o tym mimo zamkniętych oczu. Otworzył oczy. Zamrugał, bo poraziło go światło. -Trzecia trzydzieści osiem – przeczytał godzinę z ekranu.

Odłożył telefon na szafkę, ekran urządzenia jaśniał jeszcze przez chwilę a następnie zgasł i na nowo nastała ciemność. Leżał i myślał, tak jak zawsze. Wiedział, że mimo wysiłków i tak już nie zaśnie. Do głowy zaczynały napływać obrazy.  Zaczął analizować, zastanawiać się, snuć plany… zawsze tak było. Każdej nocy. Budził się o tej samej porze. Zastanawiał się, dlaczego się tak dzieje, że choć tego nie chce, to jednak zawsze powtarza się ten nocny rytuał. Budzi się i zaczyna myśleć o sprawach, które go dopadną w dzień.

I tak do rana. Do szóstej trzydzieści. Bo o tej porze wstawał z łóżka by po dokonaniu porannych czynności zdążyć do biura na ósmą.  Zawsze go to dziwiło. To powtarzanie się tej nocnej sceny o trzeciej trzydzieści osiem. Zawsze tak samo i zawsze o tej samej porze. Bez względu na godzinę, o której zasypiał, zawsze budził się o trzeciej trzydzieści osiem.

Pamiętał, że dawniej tak nie było i bardzo tęsknił za tymi spokojnymi, stabilnymi  czasami. Ale wiedział, że tak już nie będzie. Przynajmniej w najbliższym czasie. Przecież o tym właśnie myślał, co noc, od trzeciej trzydzieści osiem.

dziennik pesymistyczny

Czy doczekam emerytury?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 8

– Wyobrażasz sobie żebym ja w wieku sześćdziesięciu siedmiu lat pracował w moim zawodzie? – spytał mnie Adam. Popatrzyłem na pytającego. Faktycznie, mój kolega będący dziś w wieku trzydziestu siedmiu lat nie wyglądał na takiego, co to za kilkanaście lat zdolny będzie to takiej pracy fizycznej jaką wykonuje dziś. Adam pracuje bardzo ciężko niosąc pomoc potrzebującym. Dźwiga ciężary, podnosi, zanosi, przenosi…jednym słowem bardzo ciężko pracuje fizycznie. Tak, nie wyobrażam sobie żeby rok czy nawet dwa lata przed przejściem na emeryturę był nadal zdolny i na tyle sprawny aby wykonywać swój zawód. Zawód, który kocha. A tu proszę… Adam pracuje i ma pracować jeszcze przez wiele, wiele lat. – Wiesz, zawsze w wieku sześćdziesięciu lat możesz się przebranżowić, jak radziła mi pewna miła pani od promocji zatrudnienia – poradziłem Adamowi, bo mi się akurat przypomniała rozmowa ze specjalistką od zatrudnienia jaką odbyłem kilka miesięcy temu.  – Fakt, ja też słyszałem że jak nie dajesz rady w jednym zawodzie, to zawsze możesz go zmienić – powiedział Adam. Miałem wizję jak to w podeszłym wieku postanowiłem rozpocząć nowe życie zawodowe i chyba mój kolega miał podobną. Znam kilka osób które w to uwierzyły i jakoś trudno im zmienić zawód po pięćdziesiątce. Nie mówię, że to całkowicie niemożliwe. Znam pojedyncze przypadki ludzi którym się to udało. Ale to wyjątki potwierdzające regułę, że nie jest to łatwe. Żeby było jasne, my naprawdę się nie użalamy nad tym, że się starzejemy, że będziemy mieć coraz mniej sił i że będzie nam coraz ciężej zmienić zawód. Po prostu się dostosować. Chyba tak zwyczajnie w panujących w naszym kraju warunkach zwyczajnie nie wierzymy, że do emerytury dożyjemy. Niestety miałem kolegę, miałem bo już opuścił tej nasz świat. Kolega przez ostatnie dwa lata życia planował bardzo dokładnie co też będzie robił jak tylko przejdzie na emeryturę. Leczył się tak jak się da leczyć w warunkach permanentnego kryzysu służby zdrowia i trwającej ponad dwadzieścia lat reformy. Czyli ostatnie lata życia spędził w wiecznym niedoleczeniu i oczekiwaniu na wizytę lekarską. Mój kolega opuścił ten nasz „padół łez” dwa miesiące przed emeryturą. Dlaczego o tym piszę? Bo wydaje mi się, że sytuacja,w której kulejący system opieki zdrowotnej powoduje to, że wielu z nas nie doczeka emerytury. Wiem, może moje założenie nie jest słuszne, może nawet dla kogoś krzywdzące ale zasadne jest pytanie czy wydłużenie wieku emerytalnego nie jest spowodowane oszczędnością państwa? Czy przy takim poziomie opieki medycznej zrównanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn nie da państwu zwyczajnie oszczędności, bo wielu emerytury nie doczeka? I czy ja płacąc tak wielkie składki a już wiedząc, że niewiele w zamian za to dostanę postępuje mądrze? – Dziwna sprawa z tą emeryturą… nie wiem kiedy na nią przejdę, nie wie mile i jakie będę płacił składki i nie wiem ile dostanę emerytury – stwierdził Adam. – No i nie wiesz czy doczekasz, a płacić musisz – podsumowałem. Pozostaje więc świadomość, że moje pieniądze wspierają państwo… ale co to za pociecha.

 

dziennik pesymistyczny

Łatwiej zabierać niż dawać

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 9

Wysłuchałem  exposé premiera, które był on łaskaw wygłosić do posłów w parlamencie a dzięki technologii, mógł się ze słowami premiera zapoznać naród cały, no i ja w swej skromnej osobie.  I zaraz po wysłuchaniu poczęła mnie męczyć pewna natrętna myśl.  Na początku powróciły we wspomnieniach słowa, które cztery lata temu szef rządu,  czyli ta sama osoba co i teraz będzie nam królować z woli wyborców przez cztery kolejne lata, wypowiedział  podczas swego ówczesnego przemówienia. Wtedy obiecywał nam bardzo wiele. Roztoczył podczas swego exposé prawdziwą wizję nowego lepszego świata który czekał nas za jego rządów. Premier mówił wtedy przez trzy godziny,  więc nie chciałbym tu wyliczać co wtedy naobiecywał, bo trwało by to długo. W skrócie można napisać tylko,  że miała nam tu, na polskiej ziemi,  wyrosnąć i zazielenić się dobrobytem i dostatkiem obywateli nowa Irlandia.  Jak jest  po tych czterech latach każdy widzi. Chciał premier dobrze… a wyszło jak zwykle czyli nie najlepiej.  Podczas wyborów jednak  naród ponownie mu zaufał i znów mamy nowy rząd i nowego, choć tego samego, premiera. Tym razem premier w krótszym, bo tylko godzinnym przemówieniu, zapowiedział między innymi stopniowe –począwszy  od roku dwa tysiące trzynastego  – zrównywanie i podwyższanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Teraz docelowo to będziemy wszyscy przechodzić na emeryturę w sześćdziesiątym siódmym roku życia .  Szef rządu zapowiedział likwidację ulgi prorodzinnej dla rodzin z jednym dzieckiem,o dochodzie powyżej osiemdziesięciu pięciu tysięcy złotych rocznie. Ponadto becikowe będzie dotyczyło tylko rodzin, których dochody nie przekraczają tej samej sumy rocznych dochodów. Premier zapowiedział likwidację ulgi na internet i podniesienie składki rentowej o dwa punkty procentowe  po stronie pracodawców. Od lutego dwa tysiące dwunastego roku mają zajść zmiany w składkach zdrowotnych dla rolników oraz zmiany w waloryzacji rent i emerytur. Według premiera, duchowni powinni uczestniczyć w powszechnym systemie ubezpieczeń społecznych,  co jest akurat dobrym rozwiązaniem. Dodatkowo pięćdziesięcioprocentowe  koszty uzyskania przychodu dla umów autorskich mają obowiązywać w przypadku zarabiających do osiemdziesięciu pięciu tysięcy złotych rocznie. (Swoją drogą ciekawe dlaczego to zawsze jest osiemdziesięciu pięciu tysięcy złotych rocznie a nie o tysiąc mniej lub o tysiąc złotych więcej?)  Premier tym razem w swym przemówieniu więcej straszył kryzysem mniej mamił przyszłym dobrobytem.  Obiecał, że będzie zabierał a nie dawał, bo czas nastał trudny (oczywiście nie z winy jego rządów). Jak tak tego słuchałem,tego expose  to naszła mnie pewna refleksja. Cztery lata temu premier obiecał nam dobrobyt a wyszło jak zawsze…czyli nic z tego nie wyszło. Teraz nas premier straszy i obiecuje, że rząd sporo nam zabierze. Nowością dla mnie jest narastająca we mnie pewność, że tym razem premierowi się uda.  Cztery lata temu obiecał nam dobrobyt i nic z tego nie wyszło. Teraz obiecuje nam,  cztery lata biedy i wyrzeczeń a może i utraty tego co tam jeszcze zostało. I teraz to ja mam pewność,  że rząd wypełni swoje zobowiązania.Skrupulatnie i do końca. Bo zawsze łatwiej jest zabierać niż dawać. 

dziennik pesymistyczny

To urząd nie informacja!

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 14

Pewien  mój znajomy zapragnął  w urzędzie skarbowym dowiedzieć jaki ma wybrać sposób opodatkowania swojej działalności gospodarczej. Pchany nadzieją ,którą wmawia się Polakom od dwudziestu lat postanowił chwycić swój los we własne ręce i zostać biznesmenem.  Mój znajomy wiedział że podatki trzeba płacić, bo państwo i urzędnicy w jego służbie potrafią być bezwzględni w ich egzekwowaniu. Ustawodawcy w swej bezgranicznej dobroci zostawili nam jednak wybór,według jakiego  schematu mamy te daninę wielkiemu bratu płacić. Jak wspomniałem mój znajomy jest początkującym przedsiębiorcą, więc założył mylnie że zasada: kto pyta nie błądzi obowiązuje także w urzędach.  Jest on nowym jednoosobowym podmiotem gospodarczym więc, tak zwyczajnie zgubił się w gąszczu przepisów. – Czy może mi pani powiedzieć jaki system rozliczeń podatkowych będzie dla mnie bardziej korzystny – zapytał kolega. – To nie jest informacja! Jakby tak każdy chciał się czegoś dowiedzieć to co by tu było! To nie informacja! Nie jestem firmą doradczą! Niech pan idzie do księgowego, zapłaci mu i się od niego dowie –usłyszał w odpowiedzi. I tak oto mój znajomy dostał pierwszą i pewnie nie ostatnią lekcję z zakresu zależności. Przekonał się kto tu jest dla kogo. Przekonał się, że państwo wraz ze swą armią urzędników nie jest dla niego, nie posłuży mu pomocą czy informacją, ono jest by egzekwować, karać i wymagać. Jest po to to, żeby ścigać za błędy, za nieznajomość prawa, za zapominalstwo terminów. No i po to żeby ściągać podatki. Ale na pewno nie jest po to żeby go o czymś informować.  No i poszedł mój znajomy do firmy zajmującej się księgowością i zapłacił. Bo przecież urząd nie jest od tego, żeby o czymkolwiek informować. On jest od tego żeby pilnować, żeby pieniądze z podatków wpływały na czas i zgodnie z przepisami. – Czyli płacimy daninę na tych co ci w niczym nie pomogą a tylko czyhają na mój błąd – zapiał znajomy.  Nic mu nie mogłem na to odpowiedzieć, bo tak przecież już jest i pewnie nie szybko się zmieni ,żeby państwu bardzo dużo, a ono nam w zamian coraz mniej i mniej. Czy wręcz czasem nic…nawet informacji.

 

dziennik pesymistyczny

Dobrze wykonana robota

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

No tak, Niemcy znów zaatakowali naszą stolicę! Ponownie teutońscy najeźdźcy pojawili się na warszawskich ulicach siejąc popłoch i przerażenie wśród mieszkańców. Ich perfidia była  tym większa, że swój atak zaplanowali dokładnie w dniu naszego święta niepodległości. Zapewne dlatego tak uczynili, aby jeszcze dotkliwiej pognębić prawdziwych Polaków chcących w radości i dumie przemaszerować ulicami polskiej stolicy pod sztandarami narodowych organizacji o przedwojennych jeszcze nazwach i korzeniach. Panowie i panie, chłopcy i dziewczęta, matki z dziećmi i szanowani panowie, ojcowie rodzin oraz kibice sportowi chcieli maszerować… a tu na ich drodze stanęli Germanowie. Na czarno ubrani – a to przecież nawet dziecko wie z czym ten kolor się kojarzy w Polsce!Niemcy zaatakowali znienacka, śmiałym atakiem, przejechawszy pod dozorem polskiej policji od granicy aż do Warszawy.  I tamta awangarda niemczyzny zaatakowała pobożny, narodowy, wszechpolski,młodzieżowy, radykalny,  ale przecież i po tak po katolicku radykalny i miłosierny, spokojny marsz niewinnych prawdziwych Polaków. – Sądzę, że podobny typ ludzi tworzył kiedyś aparat, który pozwolił Adolfowi Hitlerowi dokonać ogromnych zbrodni – rzekł nasz narodowy klasyk myśli politycznej, wielki wódz prawych i sprawiedliwych. Mnie do tej pory wydawało się,  że anarchiści to raczej tak nie bardzo pasują „typem ludzi” do tworzenia „ aparatu” władzy,  który wyniósł do władzy nazistowskich brunatnych zbrodniarzy. Ale co ja się znam, co ja  tam wiem, mamy tu przecież specjalistę co to ma prawdziwy talent do tropienia Niemców i ich popleczników w mediach i w kulisach polskiej polityki. Jak on mówi, że to ten sam typ ludzi,  to jest tak a nie inaczej i nikt mu nie wmówi,że czarne jest czarne a białe jest białe. – Mówię tutaj o typie psychologicznym- bili Polaków, tylko dlatego, że nosili jakieś odznaki narodowe – oświadczył wódz największej, choć ostatnio coraz mniej licznej, partii opozycyjnej.  Czyli było jak zawsze – zły Niemiec bije dobrego,  dumnie stawiającego mu czoło pod narodowym sztandarem prawdziwego Polaka. Gdy się o tym dowiedziałem, zastanawiałem się gdzie podziali się kolaboranci i zdrajcy. Bo przecież wiadomo, że jak jest dobry Polak to i dla równowagi powinien być i ten zły Polak.  – W dniu święta niepodległości Niemcy, oczywiście nie mówię tu o wszystkich Niemcach,bili Polaków przy w gruncie rzeczy bierności policji za to, że noszą jakieś odznaki.To jest sytuacja,  można powiedzieć symboliczna. Kto za nią odpowiada? Donald Tusk – mówił szef prawych i sprawiedliwych. No i doczekałem się. Znów specjalista o podziałów mnie nie zawiódł. Znów wskazał z „siłą precyzji” kto gdzie stoi. Wśród zatrzymanych w trakcie manifestacji z okazji Święta Niepodległości byli też lewacy z innych krajów.   Dziewięćdziesięciu dwóch  było obywatelami  Niemiec, ale był też jeden  obywatel Hiszpanii, jeden obywatel Węgier i jeden obywatel Danii. No proszę, wydało się, aż dziw że prezes nie wspomniał o tym zatrważającym fakcie – nie tylko nieprawdziwi Polacy, czy Niemcy, ale i Węgrzy,  i Hiszpanie tłukli niemiłosiernie narodowy i radykalny obóz oraz „bierną”  policję! A przecież wiadomo z kim Węgrzy i Hiszpanie trzymali podczas wielkiej wojny! To mi wygląda na międzynarodowy,dobrze przeprowadzony spisek mający na celu niedopuszczenie do przemarszu prawdziwych Polaków ulicami ich własnej stolicy. Nawet jeśli wśród spiskowców byli jacyś Polacy to zapewne… nieprawdziwi. – Nordycki typ. Zdecydowanie nordycki typ. Z niewątpliwą domieszką krwi niemieckiej – mówił Sturmführer Stedtke postać z serialu o pewnym Polaku,sowieckim agencie chadzającym w niemieckim mundurze.  I miał człowiek ów racje, przecież to niemożliwe, żeby prawdziwy, wszechpolski, narodowo – radykalny Polak i katolik był zdolny do zakrywania twarzy i walki z policją, palenia samochodów i rzucania kamieniami w policję! To musieli być Niemcy! – To była dobrze wykonana robota. Słowianie nie są do tego zdolni – jak mówił Sturmführer Stedtke.


dziennik pesymistyczny

Idziemy w mrok

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Idziemy w mrok, cały czas wymachując flagami. Staramy się rozjaśnić mrok  przy pomocy trzymanych w dłoniach pochodni,  ale na niewiele się to zdaje. Co chwila złowróżbny mrok rozświetlają płomienie wzniecone przez to, co nazwano na cześć pana Mołotowa. Idziemy smagani batami tych co wydają rozkazy,oraz tych co szepczą nam do ucha podpowiedzi jak i gdzie iść. Gdzie będzie nam lepiej, czyli tak jak to sobie oni wyobrażają.  Idziemy spychani tarczami ciężkozbrojnych najemników z pałkami w rękach. Oczy bolą od dymu i gazu. Chłód listopadowej nocy przenika mokre od wody ubranie. Idziemy pod narodowymi flagami w noc nieznanego, ale chyba już przewidywalnego nowego ładu. W mrok nowego tytana,  idziemy pod pomniki nowego boga pieniądza składać mu hołdy.  I choć nie wszyscy tam byli, to mam wrażenie, że zbiorowo zmierzamy do nowego zamordyzmu. A będzie jak w starych legendach, bo na świecie mimo tego, że historia ma nas uczyć to się też powtarza. Może się mylę, – Boże spraw żeby tak było –  a może tak jest,  że ktoś tym pogrobowcom dawnych ideałów wmówił,że dobrze jest  coś podpalić i coś zniszczyć i kogoś pobić w imię nowego ładu i narodowych ideałów. Mam wrażenie,że ktoś skryty w mroku z dobrze w swym mniemaniu pojętego państwowego obowiązku chciał walk na ulicach. Chciał tego co się stało aby móc powiedzieć: patrzcie co narobili gdy my w swej dobroci dajemy im tyle wolności.  I po co to wszystko było?  Dlatego, żeby mieć pretekst do wprowadzenia praw, które w przyszłości nie pozwolą wyjść na ulice tym, którzy upominać się będą o swoje prawa?  Bo czas jest taki,  że tym co u władzy zaczyna się ta ich władza wymykać z rąk i póki  ona jeszcze jest przy nich, chcą przy zachowaniu prawa wprowadzić zmiany w tymże prawie takie,które dadzą im moc powstrzymania rozruchów i fali niezadowolenia. System który miał być rajem na ziemi teraz chwieje się w posadach i ci którzy posiadają obawiają się tych, co nic nie mają. Państwowa demokracja obawia się zarazy, która przywędrowała  ze stron, gdzie przed wiekami prawdziwa demokracja powstała. Obawiają się, bo dobrze wiedzą, że ich demokracja to tylko fasada, za którą jest władza i bogactwo dla niewielu, a nędza i cierpienia dla wielu. Dlatego jak w bajkach, jest tu ten Zły, co podszeptuje wiejskiemu głupkowi aby podokazywał.  I jest ten dobry i prawy król, co przywraca ład i porządek i choć ten, co podszeptuje głupkowi jest na pańskim wikcie, to wszyscy udają że on nie istnieje. Że go nie ma i że nigdy gonie było. Pan nad nami, chwilę dosłownie po zamieszkach  w swej stolicy zlecił swym sługom prace nad znalezieniem rozwiązań, które – bez zmiany konstytucji  co jest znamienne – nowelizowałyby prawo o zgromadzeniach.  Pomniejsi panowie u władzy opracowali w tempie nadzwyczajnym i godnym lepszej sprawy propozycje zmian w przepisach o zgromadzeniach; wieczorem rozwiązania te przekazano panującemu. – Służby postępowały zgodnie z prawem, które w moim odczuciu jest zbyt liberalne. Dwadzieścia dwa  lata temu została uchwalona taka ustawa, po reakcji na system komunistyczny, kiedy manifestacje były zakazane i nielegalne. Jest to chyba najbardziej liberalna ustawa w Europie – powiedziała pani panująca w stolicy królestwa.  Widać ktoś chciał zmian i potrzebował dobrego pretekstu. Idziemy więc w mrok.