Tag Archives

3 Articles

dziennik pesymistyczny

Strajk prywatny plus ksiądz

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Niech będzie pochwalony! – rzekł głośno przyjaciel, a po tym oświadczeniu zwalił się całym swym ciężarem na krzesło. – Teraz i na zawsze! Na wieki wieków! – odpowiedzieliśmy chórem jak tam nas siedziało z pięciu czy sześciu. Zastanowiło mnie wtedy jak wielka jest siła przyzwyczajenia i presja środowiska. Nikt z towarzystwa, które akurat  siedziało ze mną przy stoliku w knajpie, nie był w kościele już pewnie z kilka lat. Każdego z nich nawet nie podejrzewałem o religijność. A tu proszę, taka pobożność, że klękajcie narody.

– Jak tam strajk? – spytałem już tradycyjnie. – A dyć jakoś to idzie, wielmożny panie. Niech was Najświętsza Panienka wynagrodzi za ludzkie słowo. Jeśli premier nie spotka się z nimi w ciągu sześciu dni, zorganizujemy „marsz gwiaździsty” na Warszawę lub zablokujemy tory i drogi – wyrecytował przyjaciel. – Jeszcze dzisiaj wystosujemy odezwę do mieszkańców Warszawy w której wyjaśnimy, że prawdziwym organizatorem tej akcji będzie premier i polski rząd. Jeżeli nie potrafią rządzić, to dokonamy utylizacji rządu, jak Boga kocham – zakończył, po czym plasnął dłonią w blat stołu.  Postanowiłem polać przyjacielowi, bo miałem wrażenie, że on jest po prostu za trzeźwy i przez to nielogiczny.

– Nie dziękuje, nie pije – odpowiedział przyjaciel, a po tych jego słowach przy stoliku zrobiło się absolutnie cicho. Odniosłem wrażenie, że nie tylko przy stoliku, ale w całym lokalu zapanowała grobowa cisza. Nawet wyjąca dotąd jak opętana pani z telewizora jakby na chwile zamilkła. – Chory jesteś? – zapytał z niepokojem ktoś z naszego towarzystwa. – Nie, ślubowałem księdzu, że ani kropli aż do zakończenia strajku nie wezmę do ust – zakomunikował uroczyście przyjaciel. Po czym wyjaśnił, że ksiądz zjawił się u niego przypadkiem. Chodził po kolędzie i wszedł katabas w jego prywatny strajk całkiem jak filmowy partyzant w kocioł przygotowany przez filmowe gestapo. – Jak już wszedł to postanowiliśmy z komitetem strajkowym, że poświeci nam lokal. Nie było czasu zaprosić elit, mediów czy choćby przedstawicieli władz miasta  – opowiadał przyjaciel z zapałem. – Ale szybko się zorganizowałem i już po chwili w podniosłej atmosferze przecinałem wraz z osobą duchowną biało-czerwoną wstęgę zawieszoną przed drzwiami.  Następnie pozwoliliśmy działać wyposażonemu w kropidło księdzu, który nadał ceremonii jeszcze większy rozmach i lokal poświęcił – zakończył opowieść.

– I tam, na tym poświęceniu, Ci się tak stało, że już nie pijesz przyjacielu – zapytałem z troską. – Tak, tam. Ksiądz wymógł na mnie takie przyrzeczenie w zamian za to właśnie poświecił naszą siedzibę – wyznał. – Odbiło Ci, prawda? – zapytał ktoś ze zgromadzonych. – Ależ nie, ja tylko idę za ogólnym trendem – powiedział przyjaciel, po czym opowiedział jak to w meinstrymowych media wyczytał, że pewien Urząd Miejski pochwalił się na swoim fanpejdżu oddaną niedawno do użytku nowoczesną windą. Wśród lokalnych notabli zaproszonych na ceremonię przecięcia wstęgi był również ksiądz, który windę poświęcił. W innym zakątku Polski inny ksiądz uczestniczył czynnie w uroczystym otwarciu nowego McDonalds’a. Poświęcił budynek, pracowników, klientów oraz maszyny do przyrządzania bułek z kotletem. Potem dobił nas jeszcze informacją, że w Urzędzie Miejskim z innej części naszej ukochanej ojczyzny podczas sesji rady miasta w obecności radnych oraz przedstawicieli Komitetu Organizacyjnego Intronizacji Chrystusa Króla burmistrz „uroczyście powiesił obraz Chrystusa Króla wraz z Aktem Intronizacji Chrystusa Króla” w sali konferencyjnej tegoż urzędu.

– Wiadomo, bez księdza z kropidłem nie może nie odbyć w kraju nadwiślańskim żadna uroczystość państwowa czy samorządowa. A ja co gorszy jestem? A że nie miałem pieniędzy to musiałem coś księdzu obiecać – zakończył opowieść i zwiesił smutno głowę. – I co nie będziesz już pił? – zapytałem szczerze zaniepokojony – przecież twój strajk może trwać latami.  Przyjaciel myślał dłuższą chwile, po czym zamaszystym ruchem chwycił kieliszek w dłoń i wypił jego zawartość aż do dna, tak po Bożemu. – Postanowiłem… postanowiłem… zawiesić… strajk do jutra, do pierwszych oznak kaca – rzekł sięgając po zagrychę. – Wtedy zacznę strajkować na nowo, jutro nie będę pił jak obiecałem i dodatkowo będę cierpiał, a cierpienie uszlachetnia – oznajmił zebranym, a następnie nalał sobie oraz innym zgromadzonym „po następnym” żeby się marnować zawieszonej akcji strajkowej.

cdn.

dziennik pesymistyczny

Hello Kity niszczy dziecięcą psychikę

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

W moim prowincjonalnym mieście odbyła się konferencja, na której rozmawiano o wartościach, o wychowaniu oraz o niebezpieczeństwach kryjących się w demonicznych zabawkach. Jak zapewne większość czytelników już się domyśliła – po tematyce spotkania – organizatorom chodziło o wartości katolickie, wychowanie młodzieży i dzieci w tym właśnie duchu oraz o demoniczność zabawek w podobnym odniesieniu.  Organizatorem sympozjum był wydział edukacji Urzędu Miejskiego oraz lokalny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli.

Po głośnej poznańskiej osłoaferze nikogo nie zdziwi chyba, że konferencje o demonicznych zabawkach sponsorował wydział magistratu, w którym rządy sprawuje partia sprawach i sprawiedliwych. Oni kochają takie abstrakcyjne tematy.

Jednym z prelegentów na konferencji był pewien ksiądz autor prezentacji pod niejednoznacznym dla mnie tytułem „Odebrać dzieciom niewinność”. Według duchownego kościoła katolickiego zagrożeniem dla niewinności dzieci są zabawki m.in. z logo Monster High, Hello Kity, serial telewizyjny „Włatcy móch”, filmy z sagi „Zmierzch” oraz tradycyjnie książki z serii Harrego Pottera.

– Symbol trupiej czaszki do tej pory był oznaką zagrożenia. Obecnie symbole okultyzmu, zniewolenia, śmierci czy diabła stały się rozrywką. Demoniczne zabawki odbierają dzieciom niewinność i wprowadzają w doświadczenie zła i grzechu – stwierdził ksiądz, który omówił szczegółowo serię zabawek, która „niszczy dziecięcą psychikę”. – Wiele gier komputerowych przywołuje satanistyczne zwyczaje, przejścia na następne poziomy wtajemniczenia, inicjacje czy podpisywanie paktów. Dotychczasowe miejsca świętości i szacunku stają się miejscem zabaw. Tak jest w serialu „Włatcy móch”. W bajkach i książkach drwi się z rodziców, nauczycieli, a wielu publikacjach także z wizerunku Jezusa. Dzieci są bombardowane przez demoniczne i makabryczne obrazy. Moda na diabły i śmierć niszczy ich niewinność – podsumował duszpasterz.

Oczywiście nie mogło zabraknąć narzekania na halloween. – Sprzeciw środowisk katolickich jest wyśmiewany, choć te zabawy przywołują pogańskie obrzędy celtyckie. Symbole śmierci mogą wywoływać w dzieciach lek i niepokój – grzmiał z mównicy jak z ambony duchowny.

Mogę nawet zrozumieć zamiłowanie duchownych do teorii spiskowych w końcu chodzi tu o wielowiekową tradycje tej instytucji. Ale sponsorowanie indoktrynacyjnej konferencji przez urząd miejski to już zdecydowana przesada. Nie wiem, dlaczego tak duża jest różnica miedzy zapisaną w prawach świeckością państwa i instytucji samorządowych a praktyką, w której jedna ideologia jest w zasadzie wykładnią rządzenia i nauczania.

Co do zagrożenia płynącego z demonicznych zabawek to uważam, że jest to zwyczajowy temat, który uwielbiają różni nadwrażliwi przedstawiciele kościoła katolickiego, którzy we wszystkim widzą działania sił nadprzyrodzonych. Tak się zastanawiałem jakbym to ja nagle zaczął pouczać moich sąsiadów o szkodliwości płynącej z kontaktów dzieci z pluszowymi owieczkami to jak szybko znalazłbym się w odosobnieniu pod lekarskim nadzorem? Jak nagle zauważyłbym i to ogłosił światu, że na przykład lizaki to słodycze, które „niszczą dziecięcą psychikę” to ciupasem wylądowałbym w pokoju bez klamek. A tu proszę, ktoś głosi na konferencji sponsorowanej przez magistrat, że zabawki z serii Hello Kity „odbierają dzieciom niewinność i wprowadzają w doświadczenie zła i grzechu” i nic się nie dzieje. Pewnie w urzędzie stosują zasadę z komedii „Miś”: sprawdzić czy nie ksiądz.

dziennik pesymistyczny

Sprawdzić czy nie ksiądz

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Ja lubię i szanuję arcybiskupa (…). Uważam, że ten styl, taki trochę wojskowy, powinniśmy uszanować. To jest bardzo sympatyczna postać – oświadczył w telewizji TVN24 obecnie urzędujący państwowy minister spraw zagranicznych, odnosząc się w ten sposób do informacji tygodnika „Wprost”, że ten gdański hierarcha nadużywa alkoholu i poniża swoich kolegów księży.  Czy ta wypowiedź wysokiego rangą urzędnika mnie zaskoczyła? Nie! Ależ skąd! Jestem przecież przyzwyczajony. W Polsce nawet dziecko wie, że „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie”. Dlatego, nie zdziwiłem się nawet, słysząc jak pan minister w telewizji broni jego ekscelencję. Przecież już św. Paweł naucza, iż wszelka ustanowiona władza pochodzi od Boga i każdej władzy winniśmy posłuszeństwo.  Pewnie dlatego ministrowi nie wydało się dziwne, że biskup ma taki „trochę wojskowy” styl sprawowania władzy.  Wiadomo, władza zawsze zasługuje na szacunek i zrozumienie.

W gazecie można przeczytać, że „ (…) ksiądz służył u arcybiskupa. Był kapelanem. Przybocznym arcybiskupa. Kimś na każde zawołanie. Arcybiskup budził go w nocy, pijany, i kazał grać na akordeonie do tańca. Podczas pijackich biesiad wysyłał go do miasta na poszukiwania odpowiedniego gatunku kiełbasy, kazał nalewać alkohol, krzycząc: „Co ty, k…, nawet nalać nie potrafisz!”. Rano na kacu wzywał go, żądając „actimelka” i krzycząc: „Bądź moim actimelkiem!”.  A pan minister spokojnie i z uśmiechem na to, że on ekscelencję „lubi i szanuje”. I zapewne za jego przykładem społeczeństwo też powinno ten styl sprawowania władzy uszanować, albo może nawet polubić.  Bo to nie tylko przecież arcybiskup rzymskokatolicki, ale też generał dywizji, były biskup polowy Wojska Polskiego!

– Ale nadużywanie alkoholu też należy uszanować? – spytała zdziwiona dziennikarka pana ministra od spraw zagranicznych, podczas wspomnianego już przeze mnie wywiadu w telewizji. – No w wojsku są pewne tradycje… Ale ja uważam, że z takimi insynuacjami powinniśmy uważać – odparł ten wysoki urzędnik państwowy. Tak „w wojsku są pewne tradycje”, ale czy wysyłanie podwładnego, po nocy, na poszukiwanie odpowiedniego gatunku kiełbasy, rozkazywanie mu, aby ten nalewał wódkę i ocenianie go słowami, „Co ty, k…, nawet nalać nie potrafisz!” to tradycja naszej armii? Jeśli tak, to… no, cóż można powiedzieć, jaki minister, taki generał, jaki władza świecka, taka kościelna, taka tradycja widocznie. Wstyd trochę za takie tradycje, ale przecież ze mnie żaden arcybiskup, ani minister, więc u mnie tradycje też inne. Co innego lubię, i co innego szanuję.

Każdego dnia gazety pewne są doniesień o tym jak to my, naród, pijemy nadmiernie wódeczkę (czy inny alkohol) a potem pod jego wpływem za bardzo rozrabiamy. „Podczas libacji alkoholowej w jednym z (…) mieszkań doszło do awantury między trzema mężczyznami”, to znów gdzie indziej „nadużywał alkoholu a jej mieszkanie stanowiło miejsce libacji” lub znowu „ubliżał i szarpał partnerkę a następnie oddalił się z mieszkania”. Pełno jest takich opisów pijaństwa w gazetach, co chwila słyszy się o tym w radio lub w telewizji. I takie zachowania przeważnie są postrzegane negatywnie przez „zdrową tkankę narodu polskiego”. Ale gdy arcybiskup podczas libacji alkoholowej poniży podwładnego to już nie jest to takie jednoznaczne. W przypadku ekscelencji, libacja zamienia się w „pewne tradycje”.

Mam wrażenie, że niektórzy z nas tak mają, że jak słyszą o skutkach „libacji alkoholowych” to przed wydaniem opinii na ten temat szukają przy informacji dopisku „sprawdzić czy nie ksiądz” by przypadkiem nie wydać opinii niepochlebnej.