Strajk prywatny plus ksiądz
– Niech będzie pochwalony! – rzekł głośno przyjaciel, a po tym oświadczeniu zwalił się całym swym ciężarem na krzesło. – Teraz i na zawsze! Na wieki wieków! – odpowiedzieliśmy chórem jak tam nas siedziało z pięciu czy sześciu. Zastanowiło mnie wtedy jak wielka jest siła przyzwyczajenia i presja środowiska. Nikt z towarzystwa, które akurat siedziało ze mną przy stoliku w knajpie, nie był w kościele już pewnie z kilka lat. Każdego z nich nawet nie podejrzewałem o religijność. A tu proszę, taka pobożność, że klękajcie narody.
– Jak tam strajk? – spytałem już tradycyjnie. – A dyć jakoś to idzie, wielmożny panie. Niech was Najświętsza Panienka wynagrodzi za ludzkie słowo. Jeśli premier nie spotka się z nimi w ciągu sześciu dni, zorganizujemy „marsz gwiaździsty” na Warszawę lub zablokujemy tory i drogi – wyrecytował przyjaciel. – Jeszcze dzisiaj wystosujemy odezwę do mieszkańców Warszawy w której wyjaśnimy, że prawdziwym organizatorem tej akcji będzie premier i polski rząd. Jeżeli nie potrafią rządzić, to dokonamy utylizacji rządu, jak Boga kocham – zakończył, po czym plasnął dłonią w blat stołu. Postanowiłem polać przyjacielowi, bo miałem wrażenie, że on jest po prostu za trzeźwy i przez to nielogiczny.
– Nie dziękuje, nie pije – odpowiedział przyjaciel, a po tych jego słowach przy stoliku zrobiło się absolutnie cicho. Odniosłem wrażenie, że nie tylko przy stoliku, ale w całym lokalu zapanowała grobowa cisza. Nawet wyjąca dotąd jak opętana pani z telewizora jakby na chwile zamilkła. – Chory jesteś? – zapytał z niepokojem ktoś z naszego towarzystwa. – Nie, ślubowałem księdzu, że ani kropli aż do zakończenia strajku nie wezmę do ust – zakomunikował uroczyście przyjaciel. Po czym wyjaśnił, że ksiądz zjawił się u niego przypadkiem. Chodził po kolędzie i wszedł katabas w jego prywatny strajk całkiem jak filmowy partyzant w kocioł przygotowany przez filmowe gestapo. – Jak już wszedł to postanowiliśmy z komitetem strajkowym, że poświeci nam lokal. Nie było czasu zaprosić elit, mediów czy choćby przedstawicieli władz miasta – opowiadał przyjaciel z zapałem. – Ale szybko się zorganizowałem i już po chwili w podniosłej atmosferze przecinałem wraz z osobą duchowną biało-czerwoną wstęgę zawieszoną przed drzwiami. Następnie pozwoliliśmy działać wyposażonemu w kropidło księdzu, który nadał ceremonii jeszcze większy rozmach i lokal poświęcił – zakończył opowieść.
– I tam, na tym poświęceniu, Ci się tak stało, że już nie pijesz przyjacielu – zapytałem z troską. – Tak, tam. Ksiądz wymógł na mnie takie przyrzeczenie w zamian za to właśnie poświecił naszą siedzibę – wyznał. – Odbiło Ci, prawda? – zapytał ktoś ze zgromadzonych. – Ależ nie, ja tylko idę za ogólnym trendem – powiedział przyjaciel, po czym opowiedział jak to w meinstrymowych media wyczytał, że pewien Urząd Miejski pochwalił się na swoim fanpejdżu oddaną niedawno do użytku nowoczesną windą. Wśród lokalnych notabli zaproszonych na ceremonię przecięcia wstęgi był również ksiądz, który windę poświęcił. W innym zakątku Polski inny ksiądz uczestniczył czynnie w uroczystym otwarciu nowego McDonalds’a. Poświęcił budynek, pracowników, klientów oraz maszyny do przyrządzania bułek z kotletem. Potem dobił nas jeszcze informacją, że w Urzędzie Miejskim z innej części naszej ukochanej ojczyzny podczas sesji rady miasta w obecności radnych oraz przedstawicieli Komitetu Organizacyjnego Intronizacji Chrystusa Króla burmistrz „uroczyście powiesił obraz Chrystusa Króla wraz z Aktem Intronizacji Chrystusa Króla” w sali konferencyjnej tegoż urzędu.
– Wiadomo, bez księdza z kropidłem nie może nie odbyć w kraju nadwiślańskim żadna uroczystość państwowa czy samorządowa. A ja co gorszy jestem? A że nie miałem pieniędzy to musiałem coś księdzu obiecać – zakończył opowieść i zwiesił smutno głowę. – I co nie będziesz już pił? – zapytałem szczerze zaniepokojony – przecież twój strajk może trwać latami. Przyjaciel myślał dłuższą chwile, po czym zamaszystym ruchem chwycił kieliszek w dłoń i wypił jego zawartość aż do dna, tak po Bożemu. – Postanowiłem… postanowiłem… zawiesić… strajk do jutra, do pierwszych oznak kaca – rzekł sięgając po zagrychę. – Wtedy zacznę strajkować na nowo, jutro nie będę pił jak obiecałem i dodatkowo będę cierpiał, a cierpienie uszlachetnia – oznajmił zebranym, a następnie nalał sobie oraz innym zgromadzonym „po następnym” żeby się marnować zawieszonej akcji strajkowej.
cdn.
