Monthly Archives

16 Articles

dziennik pesymistyczny

Barwy manipulacji

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Co pewien czas słyszę kolejne narzekania, że ten nasz rodzimy, za przeproszeniem „ szołbiznes”, jest taki zaściankowy, zapleśniały, zacofany… i tak takie tam podobne epitety. Podobno nasze gwiazdy, to raczej gwiazdeczki li tylko, a takie prawdziwe i wielkiego formatu to tylko innych krajach.  Afery z celebrytami też raczej nie takie jak na zachodzie Europy. Ogólnie rzecz ujmując słyszę wciąż, prawie każdego dnia narzekania, że daleko nam jeszcze do tego, co za granicami naszego pięknego kraju. Oczywiście można od razu zapytać czy, dla przykładu, biznes związany z rozrywką na Węgrzech czy w Holandii jest mniej prowincjonalny? Moim zdaniem wcale nie, ale przecież narzekanie na to, że w naszym polskim świecie filmu, muzyki czy telewizji jest źle to taki nasz narodowy sport, któremu – przyznam się od razu – czasami sam ulegam. Ale po tym, co wyczytałem w gazecie Rzeczpospolita uważam, że nie mamy się, czego wstydzić. Mamy prawdziwe gwiazdy i prawdziwych fanów gotowych na wszystko dla swoich ulubieńców. Teraz to my jesteśmy w czołówce afer związanych, z ·„ szołbiznesem”. Jak donosi gazeta, pewna zorganizowana grupa wsparcia uknuła, i co więcej zrealizowała swój niecny plan wpłynięcia na wynik głosowania w plebiscycie Telekamery “Tele Tygodnia” 2011. Przez kilka tygodni tajemniczy wielbiciele wysyłali głosy na serial “Barwy szczęścia” i na grającą w nim Katarzynę Zielińską. Na akcję poszło podobno ponad dwieście tysięcy złotych!  Ja osobiście nie wyobrażam sobie takiej kasy nawet w banku, a już zupełnie moja wyobraźnia siada przy tym, że miałbym wydać te pieniądze na głosy w konkursie na ulubiony serial telewizyjny. Ale ja jestem biedny szarak a jak widać trafiło na grupę fanów bardziej zamożnych ode mnie i bardziej zdeterminowanych.  Grupa wsparcia serialu “Barwy szczęścia” liczyła podobno kilkanaście osób.  Mieli oni masowo wycinać z gazety kupony konkursowe, wypełniać je i po naklejeniu na karty pocztowe wysyłać, jako głos w konkursie.  Regulamin, bowiem, tylko w tym przypadku pozwalał na nieograniczone oddawanie głosów w plebiscycie. Bo sms-a z konkretnego numeru telefonu można było wysłać tylko raz, a w internecie z jednego komputera jeden raz głosować. Z gazety można się poza tym dowiedzieć, jaki był cennik tego niecnego przedsięwzięcia. Za każdy oddany głos osoby zajmujące się tym procederem dostawały po trzydzieści groszy. Wszystko było dobrze zorganizowane. Organizatorzy, akcji wspierania serialu w konkursie, przekazywali osobom głosującym pieniądze na znaczki i kartki pocztowe oraz dostarczali egzemplarze gazety, w których znajdowały się kupony do wypełnienia i wysłania.  Jak podaje informator dziennika Rzeczpospolitej, za cały proceder miała odpowiadać osoba związana z serialem “Barwy szczęścia”, nadawanym w TVP 2. Firma produkująca temu zaprzecza.  Czyli nadal nie wiadomo czy to nie jakaś społeczna akcja wsparcia serialu. Na szczęście organizatorzy konkursu Telekamery “Tele Tygodnia” 2011 wykazali się czujnością i afera została w porę wykryta. Na kilka dni przed ogłoszeniem wyników plebiscytu poinformowano o unieważnieniu dużej liczby głosów, które mogły wpłynąć na wyniki głosowania. No i co? Gdzie na świecie jeszcze ktoś tak kocha seriale tasiemcowe, że skłonny jest do wydania sporej kasy, aby pomóc mu w konkursie? To jest prawdziwe uwielbienie. Prawdziwa miłość. Prawdziwe poświęcenie.  I mamy to tylko w Polsce.

 

dziennik pesymistyczny

Jeszcze nie teraz… będzie normalnie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Na portalu społecznościom, pewienmój kolega umieścił link do pewnej piosenki sprzed lat. Ja tak specjalnie ztymi „pewien” i „pewnie”, bo to właściwie wszystko, co można uznać za pewnik. Wszystkoinne to marzenia i obiecywanie ich spełnienia. Chciałbym dziś opowiedzieć o tym, co miało się zdarzyć, co powinno sięzdarzyć i było nader często zapowiadane, ale się jeszcze nie zdarzyło, choćwiara w ludziach nie gaśnie, że jednak kiedyś to nastąpi. Oczywiście wprzyszłości to nastąpi, bo to, co teraz jest nieszczególnie zadowalające. Wszystko,co dobre nie dzieje się tu i teraz, ale ma nastąpić w właśnie przyszłości. Pamiętacietakie słowa piosenki, której refren brzmi: Jeszcze będzie przepięknie, Jeszczebędzie normalnie… To właśnie link do tego utworu umieścił mój znajomy winternecie. Oczywiście, że pamiętacie. Przecież kilka lat temu przypomnieli namo tej piosence politycy. Miała ona zagrzewać nas do czynu, jakim było głosowaniew wyborach na tych właściwych, czyli na tych, którzy stając przy sterach rządudoprowadzą do tego, że Polska osiągnie stan normalności i będzie wokół nas znówprzepięknie.  Minęło kilka lat a mniepozostaje znów tylko głęboka wiara, że tak się właśnie stanie. Czyli, że jeszczebędzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie. Słowem kluczem w tym wszystkim jestoczywiście „ jeszcze”. Według słownika języka polskiego wyraz „ jeszcze” topartykuła komunikująca, że dany stan rzeczy trwał lub trwa dłużej, niż mówiącysię tego spodziewał. To idealny utwór dla każdego polityka. Bo przez niegokomunikuje on swoim wyborcom, że stan obecny może i jest niedoskonały, ale za to,jeśli trochę jeszcze poczekają to normalność i szczęście wiekuiste nastąpiniebawem, choć jeszcze nie w tej najbliższej chwili, lecz w przyszłości bliżejnieokreślonej. Choć w zasadzie powinno się śpiewać: jeszcze jest jak jest, alejeszcze będzie normalnie. Ale wróćmy do „jeszcze” z piosenki. – Partykuła uwydatniającaodległość w czasie lub przestrzeni między danym miejscem bądź momentem apoczątkiem lub końcem zdarzenia, o którym jest mowa, – że pozwolę sobie nakolejny cytat ze słownikowych definicji. I znów można odnieść wrażenie, żeczytamy z politycznej deklaracji. Bo przecież ileż to razy przez te ostatniedwadzieścia lat słyszałem, że jeśli tylko będę cierpliwy to w przyszłościjeszcze doczekam czasów szczęśliwych. I nawet teraz słyszę z ust polityków, żejest jeszcze za wcześnie, że normalność nadejdzie a tylko ta odległość w czasiecoraz bardzie się uwydatnia. Ogólnie mówiąc polityczne obietnice mają jednąwspólną cechę – nie wyznaczają dokładnych dat dla ich spełnienia. Wszystko, codziś się obiecuje ziści się w przyszłości. Jeszcze teraz nie doświadczamy normalności w naszym kraju, ale już zakilka lat jeszcze będzie normalnie. Zobaczycie drodzy wyborcy jeszcze będzie normalnie!Wszystko opiera się też na naszej wierze, że ten, który nam obiecuje dotrzymasłowa. I że choć teraz jest odwieczny kryzys to jeszcze będzie przepięknie. Ztym „jeszcze” jest dokładnie tak jak z wiarą w życie pozagrobowe. Jesteśmyskazani na trwanie na tym łez padole, ale możemy oczekiwać raju… oczywiście pośmierci. To genialne. Że jeszcze na to nie wpadli politycy. A może już wpadli? –My to już nie doczekamy, ale nasze dzieci czy wnuki to już na pewno będą żyć wnormalnym kraju – powiedział mi pewien lokalny polityk, gdy go spytałem, kiedyto będzie w końcu przepięknie i normalnie. Czyli zdecydowanie można przenieśćnasze oczekiwania szczęśliwości ponad czas nam doczesny.  A ja coraz bardziej tracę nadzieję, żedoczekam czasów w których jeszcze będzie normalnie i jeszcze będzieprzepięknie.     


dziennik pesymistyczny

Świat w opakowaniu zastępczym

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Kilka dni temu pojawiła się w internecie inicjatywa „dnia bez Smoleńska”. Pomyślałem wtedy: brawo! Nareszcie ktoś głośno powiedział to, o czym wielu do tej pory tylko myślało lub mówiło w ścisłym gronie znajomych.  Od razu poparłem pomysł ustanowienia tego choćby jednego dnia bez ciągłego mielenia smoleńskiego tematu i jak widziałem nie byłem w tym osamotniony. Zmartwiłem się, gdy dotarła do mnie wiadomość, że pomysł został przez inicjatorów porzucony. Od czasu do czasu słyszę z ust polityków, że jakiś temat jest tematem zastępczym. Nagłaśnianym i lansowanym przez ich konkurentów po to tylko, aby przykryć ważniejsze sprawy, o których ktoś nie chciałby mówić. Idąc śladem tego rozumowania dochodzę do wniosków, że takich politycznych motywów zastępczych jest u nas sporo. Tak jakby łatwiej było w sejmie czy w studiu telewizyjnym kłócić się o odpowiedzialność ministra obrony narodowej w sprawie katastrofy rządowego samolotu, niż rozmawiać o powodach rosnących cen żywności. Czasem mam wrażenie, że żyję w całkiem innej rzeczywistości niż ci, których oglądam w telewizji i o których czytam w gazetach. Oni tam o odwołaniu ministra dyskutują po kilkanaście godzin, a ja zastanawiam się nad tym, jak przeżyć za to, co mi zostało z pensji do końca miesiąca. Żyjemy w dwóch osobnych światach, w których Ci, co u władzy urządzają dla mnie teatralne dyskusje nad tematem, który może jest i ważny, ale dla mnie maluczkiego nie najważniejszy. Przeczytałem dziś wyniki badań, z których wynika, że Polaków najbardziej niepokoją: bezrobocie, opieka zdrowotna oraz bieda i nierówności społeczne. A ja mam wrażenie, że nie słyszałem w sejmie od dawna ożywionej wielogodzinnej dyskusji na te tematy. Nie słyszałem doniesień o zwołaniu specjalnej komisji celem wyjaśnienia, dlaczego bezrobocie nie spada a rośnie.  Postawa patriotycznego zgorszenia i wiecznego żalu jest bezpieczniejsza, bo niczego nie obiecuje.Można latami dociekać czy to Rosjanie są odpowiedzialni za katastrofę pod Smoleńskiem. W przypadku bezrobocia trzeba by obiecać, że coś się z tym zrobi. A tu można dyskutować i dyskutować bez końca. Można bez końca walić w smoleński bęben, żeby wszystko inne zagłuszyć. 

dziennik pesymistyczny

Niektórzy są równiejsi

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 18

– Tłumaczyłem temu strażnikowi miejskiemu, jak komu dobremu, że nie wiedziałem, że tu nie można parkować – opowiadał jeden pan, drugiemu panu o swych przykrych dla niego kontaktach ze stróżami porządku.  Słyszałem opowieść,lecz nie podsłuchiwałem. Po prostu panowie stali w kolejce do kasy przede mną,a ja nie miałem nic innego do roboty. – Tłumaczę mu, że nie dalej jak kilka dni temu w tym samym miejscu stał ich radiowóz i wcale nie uczestniczył w żadnej akcji, więc myślałem, że można tu parkować – kontynuował opowieść mój sąsiad z kolejki. – I wiesz, co mi odpowiedział? Że komu wolno temu wolno, a mnie niewolno… i należy mi się mandat – dodał. Byłem ciekaw, co dalej się stało z tym parkowaniem w niedozwolonym miejscu. Ale niestety, kolejka do kasy się przesuwała i pani w kasie zaczęła obsługiwać tego pana, co opowiadał, więc nie dowiedziałem się jak ta przygoda ze strażnikami się zakończyła. Przypomniałem sobie o tej zasłyszanej opowieści wieczorem, gdy oglądałem wiadomości telewizyjne.  Dowiedziałem się z nich, że pewien sędzia z pomorza został zatrzymany przez policję, bo prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Jakby tego było mało, razem z sędzią,który był nietrzeźwy jechał jego przełożony, który po przyjeździe do sądu nie zabronił sędziemu uczestniczyć w rozprawach, w których wydawał wyroki.  Potem dowiedziałem się z innego materiału dziennikarskiego, że jeśli jest się komendantem powiatowym policji to można grzecznie poprosić swojego kolegę po fachu, żeby nie wlepiał mandatu i punktów karnych, i w ten sposób uniknąć grzywny i dostać tylko pouczenie.  Tak mi się to wszystko zestawiło w jedno. Ten sędzia, co to po pijaku wydawał wyroki za przyzwoleniem przełożonego i ten policjant,który nie dostał mandatu, bo poprosił grzecznie kolegę by mu go anulował, oraz ten pan z kolejki w kasie mi się przypomniał z tym: – komu wolno temu wolno –wypowiedzianym przez strażnika miejskiego. I doszło do mnie po raz kolejny wżyciu, to, co słyszałem za młodu: – co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie. W tamtych czasach, gdy mi to powtarzano to ja rzeczywiście nie byłem dopuszczony do pełni praw bom jeszcze był małoletni. Ale teraz, gdy jestem już dorosły i mam,jako obywatel tego kraju gwarantowane przez konstytucję prawa i obowiązki to coraz częściej dochodzę do smutnych wniosków, że w zasadzie to nic się nie zmieniło. Bo przecież to każdy ma inne prawa. Inne policjant czy sędzia a inne ja czy inny szarak pospolity.  I choć wszyscy są równi to niektórzy są równiejsi. Czy na pewno podlegam takim samym prawom jak urzędnik państwowy? Nie mam wątpliwości, że nie. Czasem znów słyszę ten głos z czasów dzieciństwa: – co wolno wojewodzie to nie tobie…

dziennik pesymistyczny

Niewytłumaczalna nagość

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 61

Życie potrafi jednak zaskakiwać. Jako wielki fan telewizji, która jak już to wielokrotnie w tym miejscu podkreślałem stanowi moje okno na świat, zmuszony jestem do oglądania reklam. Poza tym, co lubię oglądać. Nie da się od reklam uciec, więc trzeba się do nich przyzwyczaić.  Są przecież nierozerwalną częścią telewizyjnego biznesu. Są reklamy lepsze i są te gorsze.Osobną kategorie stanowią te reklamy, które zawierają goliznę. Goła baba w telewizyjnej reklamie to jeszcze u nas przejdzie, ale jak pojawi się na ekranie goły facet … to dopiero wielkie zgorszenie. Jako mężczyzna bezdzietny, nie mam, na co dzień możliwości obserwacji małoletnich przed ekranem. Ale znam bardzo wiele osób, które dzieci posiadają i wiem od nich, że należy pilnować, aby pociechy nie oglądały telewizji w nadmiarze. A gdy już zasiądą przed telewizorem to trzeba przypilnować,aby oglądały raczej takie programy czy kanały, które są dla najmłodszych przeznaczone. Ja to wiem i moi znajomi, którzy są rodzicami, też o tym wiedzą.Ale najgorsze jest wtedy, gdy któraś mama o tym nie wie i dopuści do tego, że jej małoletnia córka zobaczy w telewizji reklamę z gołym panem. To już jest zdecydowanie najgorsza możliwość, że wszystkich. W niczym nie można tego porównać do obrazów wojen czy relacji z klęsk żywiołowych, które mogłoby zobaczyć dziecko. Goły mężczyzna na ekranie jest gorszym złem niż kilkuminutowa relacja z obszarów objętych wojną z trupami w tle. Bo golizna na ekranie to zło największe. Komisja Etyki Reklamy oddaliła skargę na spot telewizyjny Radia ZET– przeczytałem dziś na jednym z portali internetowych. W proteście zarzucono pewnej reklamie tego radia, że pokazany w niej nagi mężczyzna to nieodpowiedni widok dla dzieci. Znam ten spot bardzo dobrze i raczej nie zauważyłem, aby pokazany tam facet machał swymi klejnotami do dzieci zgromadzonych przed ekranem. A tu proszę,jakie życie jest zaskakujące. Ten nagus z reklamy, co to zakrywa dłońmi skrzętnie to, co tam ma między swymi nogami zgorszył pewną trzyletnią dziewczynkę zgodnie z relacją jej mamy. A w zasadzie nie tyle ją, co jej mamusię. Matka owa poczuła się tak wielce zniesmaczona tym przejawem permanentnej pornografii, bonie mogła w żaden sposób wytłumaczyć dziecku obrazu gołego mężczyzny na ekranie. Fakt to straszliwe! Jak dziecku wytłumaczyć, że panowie pod ubraniem są nadzy? Akcja reklamy, o której tu mowa dzieje się w szpitalu, gdzie na łóżku czekając, pewnie na jakiś zabieg, spoczywa golas. To tak zbulwersowało matkę trzyletniej dziewczynki, że musiała się jej skargą zająć aż komisja etyki.Twórcy spotu pokazali, że czasami lekarzowi musimy pokazać się nago. Ot i całe wytłumaczenie,które polecam niezaradnej mamusi trzyletniej dziewczynki. Proste, ale nie dla wszystkich jak się okazuje. Tego nie mogła matka wytłumaczyć dziecku, ale skargę to już napisać umiała. Faktycznie to przecież niewytłumaczalne żeby goły facet leżał na łóżku.  A ja myślałem, że to taka niewinna reklama, żartobliwa, zadziorna… a tu się okazało, że podstępnie byłem epatowany pornografią. Cóż ja dorosły, a ile dzieci zostało uświadomionych o tym, że mężczyzna zdejmując ubranie stanie się goły.  Skandaliczny skandal.  Proponuję tez zakazać bajki o królu, co to był nagi. Przecież to istna pornografia niewytłumaczalna dla trzyletnich dziewczynek. 

dziennik pesymistyczny

Gdzie jest moja gwarantowana wygrana?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 3

– W końcu się udało! Wygrywasz gwarantowaną nagrodę w grze o 100.000 zł! Po odbiór odeślij darmowego sms na numer (…) Wow! Gratulujemy – taka wiadomość tekstowa przyszła na mój telefon dziś rano. Każdy, kto dostał takiego smsa pierwszy raz jest pewnie mile zaskoczony tym, że mimo tego, że nie wykazał żadnej inicjatywy, aby pomóc szczęściu to jednak wygrał i to okrągłe sto tysięcy. Ja jestem już przyzwyczajony. Wygrywam tak teoretycznie przynajmniej raz na dwa dni. To nic szczególnego dla mnie. Takie smsy są dla mnie czymś naturalnym jak to, że muszę mój telefon komórkowy podładowywać, co pewien czas. Kiedyś próbowałem walczyć z tym, aby takich esemesów nie dostawać. Wydzwaniałem do operatora, denerwowałem się… niepotrzebnie. Teraz już wiem, że tak jak nie mam wpływu na pogodę tak nie mam wpływu na wyłudzaczy. Bo ja po prostu jestem szarakiem bez dostatecznej ilości pieniędzy na walkę, a za tymi firmami, które planują mnie zmusić do wysłania płatnego smsa obietnicą wygranej stoją wielkie pieniądze. – Pilny komunikat! Ten nr został wskazany do odbioru 20.000 zł! Zgarnij wygraną!20.000zł czeka na przelew! Odpowiedz TAK!  na nr… – to kolejna próbka radosnej twórczości mającej mnie przekonać do wysłania płatnej odpowiedzi. Jakby tak zliczyć to z tą dzisiejszą „wygraną” i tą wczorajszą mam już teoretycznie 120.000 zł – Gratulujemy! Ten nr telefonu został wybrany z puli! Decyzja o przekazaniu 20.000 zł zapadła! Odpowiedz TAK na nr (…) i usiądź, odpowiedź będzie zaskakująca – przeczytałam kolejnego esemesa. Czyli już sto czterdzieści tysięcy złotych.  Kiedyś w ramach badań mojej naiwności wysłałem wiadomość zwrotną i odpowiedź rzeczywiście mnie zaskoczyła. Okazało się,że mam szanse na kolejną wygraną, jeśli znów coś wyślę. I tak w kółko. A przecież decyzja zapadła, więc gdzie są moje pieniądze?!  Czyli jestem teoretycznie bogaty. –Zablokowane wiadomości! Twój numer otrzymał 4 wiadomości MMS. By je zobaczyć odpisz odbieram na numer … – to kolejny sms z mojej kolekcji dziwnych smsów. Czyli jak nie kusi mnie kasa to może połaszczę się na MMSy, które z jakiegoś powodu nie przyszły do mnie na telefon tylko do nich i tam się zablokowały. –Apelujemy do właściciela tego telefonu! Odbierz nagrodę! Odpisz TAK! na… – to kolejna wiadomość. Ciekawe, kiedy będą mnie błagać?  – Przecież piszemy! Komisja ds. nagród przyznaje Ci nagrodę gwarantowaną w grze o 100.000! Po odbiór pisz.. – to kolejna próbka. Tym razem autor wiadomości ma do mnie chyba pretensje, że jestem głuchy na jego starania. Na koniec zostawiłem prawdziwą perełkę: – Dla Ciebie Noworoczny bon o wartości aż 50 zł do wykorzystania w Aptece na leki lub kosmetyki! Wyślij sms na … dalej jest standardowo. Czy to normalne żebym w kilka tygodni wygrał tyle pieniędzy plus nagrody i bon do apteki? Nie przekonam się, bo raz już się raz nabrałem. Czy oni muszą mnie denerwować tymi wiadomościami? – Pytam retorycznie sam siebie. I sam sobie odpowiadam. Pewnie,bo zawsze jest szansa, że się w końcu złamię i oni na mnie zarobią.