To idzie nowe, nowe, nowe…

Obublikował pavvel dnia

– Co tam Szanowny u Ciebie?  – spytałem, gdy tylko przysiadł na stołku barowym obok mojego miejsca. Uśmiechnął się w odpowiedzi. Wygładził niewidoczne zagniecenia na modnym garniturze. Poprawił krawat, pomachał kelnerce, popatrzył na sale i rzekł: Bardzo dobrze. Teraz gdy postanowiłem być prawym i sprawiedliwym, jest i będzie ze mną bardzo dobrze.

Nawet się ucieszyłem, choć ta droga polityczna jest mi mówiąc najładniej obca. Wyglądał lepiej, a to przecież dobrze. Prezentował się wspaniale. Nowy garnitur z czystej wełny, zegarek dobrej firmy, modny krawat, biała koszula dobrej jakości, spinki do niej też niczego sobie. Płaszcz, buty, ba, nawet parasol, wszystko nowe i świadczące o nowo nabytej zamożności. Cały był taki rozpromieniony i władczy. Zamówił wódeczkę jak zawsze, to prawda, ale za to najdroższą jaka była w lokalu. Zakąski też wybierał ze znawstwem. Dopytywał kelnerkę o szczegóły, grymasił, zastanawiał się, namyślał. No, panisko jednym słowem.

– Poprawiło się – zapytałem, gdy już zaprzestał epatowania dobrobytem na prawo i lewo.  – Ano, poprawiło – odparł. – Teraz służę, i należę, kolega kolegi mnie wciągnął. Doradzam. Teraz za mną prawo, to i sprawiedliwie muszę przyznać, mam się teraz lepiej – wyznał. – No to chwalić Pana – skwitowałem i zasugerowałem gestem żebyśmy wypili, na co przystał z wyższością wielmoży. Zaczęliśmy się gościć, choć raczej ja tu byłem w gościnie, on był fundatorem i dobrodziejem moim o czym nie dawał mi zapomnieć.

– A co tam z twoim mandatem za „usiłowanie spożycia alkoholu w miejscu objętym zakazem” – wypaliłem w połowie naszej biesiady, po czym zrozumiałem, że zbłądziłem i chyba przesadziłem. Nie powinienem pytać a tym samym przywoływać mroczne czasy jego opozycyjnego życia w niedostatku. – Zastanowimy się i przyjrzymy wszystkim szczegółom tego mandatu. Po za tym to nie żaden mandat lecz tylko opinia – powiedział spokojnie, całkiem jak taki pan, co to objaśnia narodowi co prezydent miał na myśli, gdy naród ma trudności z właściwym zrozumieniem.

– Ten mandat ma przede wszystkim walor historyczny, odnosi się bowiem do sytuacji, która w ostatnich dniach uległa zasadniczej zmianie – ocenił strzepując z rękawa marynarki niewidoczny pyłki. Zasugerował także, że cała ta „przygoda”, która skończyła się mandatem to wynik uzależnienia organów i ich przedstawicieli od wpływów politycznych.

Potem pijąc i zakąszając ocenił, że tamte zaprzeszłe wydarzenia wskazują, że nadszedł czas na głęboką refleksję nad modelem funkcjonowania pewnych instytucji. Według niego konieczne będą szeroko idące zmiany, które powinny zmierzać w kierunku stworzenia mechanizmów gwarantujących swobodę pewnych postępowań w sytuacjach skrajnych. – Apeluję do wszystkich sił politycznych o współpracę i wsparcie inicjatyw realizujących powyższe założenia – oświadczył patrząc na mnie, choć ze mnie żadna siła polityczna.

– Ten mandat wywołuje niesmak i zniechęcenie do tej szanowanej instytucji, przypuszczam, że tak jak u większości Polaków – to rzekłszy zapadł w milczenie, jak to miał w zwyczaju. A wiatr historii wionął od Warszawy, niosąc zmiany, zmiany, zmiany.