Złośliwości tego świata, czyli brak ciepłej wody w kranie

Obublikował pavvel dnia

Odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że ten świat istnieje tylko po to żeby mnie wyprowadzać z równowagi. I choć ze mnie niespotykanie spokojny człowiek, to przecież i ja mam granicę tolerancji na złośliwości tego świata.

Wstałem jak zawsze tylko z tego powodu, że kiedyś wstać trzeba, bo przecież, choć można cały dzień spędzić w łóżku to jednak czasem trzeba wstać choćby, dlatego, że skończyło się pieczywo i trzeba się udać do sklepu w celu jego nabycia. Jak już wspomniałem chleba nie było, ani niczego do chleba, więc to wykluczało zjedzenie śniadania. Czyli wszystko wskazywało na to, że właśnie teraz nadszedł właściwy moment, aby dokonać porannych ablucji.

Ustawiłem się pod prysznicem pielęgnując w sercu uczucie, jakiego zazwyczaj doznaje, gdy spływają po mnie strugi ciepłej, wręcz gorącej wody. Odkręciłem kran i wtedy zamiast ciepłego ukojenia dla sfatygowanej duszy i ciała słyszałem tylko: chryyy…wryyy…kkkk…bliiii itp. Nie ma ciepłej wody! Słowa nie potrafią oddać tego, co poczułem do całego świata. Do wodociągów miejskich, do spółki wodnokanalizacyjnej, do spółdzielni mieszkaniowej, do sąsiadów, czyli do wszystkich, którzy mogli prawdopodobnie przyczynić się do braku w ciepłej wody w moim kranie. Bo to już jest jakiś skandal! Jak kręciłem się jeszcze po moim metrażu to przecież była ta woda w kranie, bo myłem ręce, pozmywałem naczynia, no była woda ciepła jak zawsze, ale jak chciałem się umyć do oczywiście już jej nie było.

I tak jest zawsze. Zawsze biednemu wiatr w oczy. A w tym przypadku zimna woda na kark, a właściwie na całe ciało. Jak już tak stałe pod prysznicem to mimo wszystko postanowiłem się umyć, bo wymuszało to na mnie wrodzone zamiłowanie do higieny. Polały się więc na mnie strumienie zimnej wody a ust mych sinych wypłynął rwący potok słów potocznie uważanych za obraźliwe.  Obrażałem w tych lodowanych okolicznościach wszystkich, którzy narazili mnie na te katusze. Ale nie tylko wyżej wspomnianym prawdopodobnym sprawcom mojego nieszczęścia się oberwało. Dostało się wszystkich, którzy przyszli mi na myśl w tej ciężkiej dla mnie chwili. Urągałem więc i pani premier, i prezesowi, i poprzedniej władzy, i wszystkich rządzącym od przeszło dwudziestu lat. Oberwało się klerowi katolickiemu i ateistycznej części naszego społeczeństwa. Ogólnie rzecz ujmując obwiniałem za brak ciepłej wody wszystkich i wszystko, cały ten świat.

Po kilku minutach spędzonych pod lodowatą wodą, gdy już wycierałem się ręcznikiem, miałem czas na refleksje. I zrobiło mi się zwyczajnie tak głupio, że jak tak w mocnych słowach o wszystkich tych ludziach. A oni przecież bogu ducha winni. No i rozgrzeszyłem, a nawet przeprosiłem w myślach cały świat. I tych z rządu, bo cóż oni winni. I panią premier, i prezesa, poprzednie i obecne władze. Wybaczyłem wodociągom miejskim, bo przecież awarie się zdarzają. Przeprosiłem w duchu chrześcijańskiego wybaczenia tych co tą wodę wyłączyli, bo pewnie musieli i nie można ich za to winić. Jak już się ubrałem to byłem pełen miłości i zrozumienia dla wszystkich, bo przecież cierpiałem tak nie zwinny okrutnego świata, tylko, dlatego że tak po prostu czasem była.

Pokręciłem się trochę po moim pokoju z kuchnią. Poczytałem gazetę a że to gazeta codzienna to po czytaniu musiałem oczywiście umyć brudne ręce. To ciekawe, że dzienniki informujące o największych tragediach i brudach tego świata tak brudzą łapy, gdy się je przegląda, (ale to materiał na inną opowieść). Udałem się do łazienki, odkręciłem odruchowo tak kran, aby poleciała ciepła woda i co się okazało… po brrryy… pryyy….kryyygggg… poleciała ciepła woda! No i jak się tu nie wnerwić!

To ja tu z narażeniem zdrowia i życia kąpie się w zimnej wodzie a jak tylko kończę tą torturę to okazuje się, że wystarczyło poczekać trzydzieści minut! No rzesz… Pewnie jakbym poczekał, to bym tak czekał na tą ciepła wodę do teraz, albo nawet dłużej, ale jak o mało nie zamarzłem w zimnej wodzie to od razu ciepła powróciła do kranu, aby mnie, mnie osobiście wnerwić.