Dysocjacje 2. Proroctwa
Są takie dni, gdy szare, stalowe niebo wiszące tuż nad ziemią daje jednoznaczny znak jaki dzień cię czeka. Tak było i tym razem. Już o poranku wiedziałem, że w tym dniu nie czeka mnie nic dobrego. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że to będzie kolejny z tych zły dni. Czułem, że tak właśnie będzie.
Często mam takie antycypacje. A co najciekawsze zawsze przeczuwam zło. Nigdy nie wyczułem nadchodzącego szczęścia. Za to czekające mnie w najbliższym czasie kłopoty potrafię wyczuć z łatwością tuż po przebudzeniu. Żebym tak, choć raz w życiu, mógł moje nadprzyrodzone zdolności jasnowidzenia wykorzystać w zbożnym celu dla powiększenia majątku lub przyczynienie się do mej pełnej niezależności finansowej. Żebym, choć raz na tysiąc razy umiał przewidzieć coś, co przyniesie korzyści lub sprawi radość. Ale nie, tak nigdy nie było i nadal tak nie jest i pewnie tak nie będzie. Moje wizjonerskie zdolności ograniczają się jedynie do tego, że potrafię perfekcyjnie wyczuć nadchodzące zło nim jeszcze nadejdzie za kilka, kilkanaście godzin. I to wszystko.
Jak bardzo zmieniłoby się moje życie gdybym, choć raz mógł przepowiedzieć wygraną w grze liczbowej. Mógł ze stosownym wyprzedzeniem przewidzieć istnienie niszy na rynku tworząc na nią odpowiedz, która przyniesie sowity zysk finansowy. Ale to niemożliwe. Moje szczęście w nieszczęściu polega na tym, że potrafię tylko przewidywać nieszczęścia. I tu należy dodać, że poza wyczuciem nieszczęścia nijak mu nie mogę zapobiec, bo nawet, gdy staram się zapobiegać nadchodzącemu złu, ono i tak w dziwny sposób mnie dopadnie. Jak już mam przeczucie nieszczęścia, to mnie nic przed nim nie uratuje. Zło musi się wypełnić.
Teraz na starość stałem się zupełnie niewidoczny. Jedyni, którzy mnie jeszcze zauważają to instytucje państwowe. Dla nich statystycznie istnieje w jakiś peselach czy nipach, więc oczywiście jestem też bytem materialnym. No, i swym nieodpowiednim istnieniem przysparzam państwu samych kłopotów, z którymi władza zawzięcie stara się jak najszybciej uporać. Dlatego nie ma, więc w tym nic dziwnego, że władza śle do mnie list za listem, aby mnie poinformować, że nie jestem najlepszym z najlepszych obywateli, ba! nawet nie jestem przeciętnym obywatelem. Powiem wiecej, jestem bardzo, ale to bardzo zły dla ojczyzny opiekunki.
Instytucje informują mnie listownie z niesłychanym wręcz uporem o tym, że zalegam, że nie dopełniłem, i że nie rokuje na przyszłość. Starają się mnie usilnie przekonać, że powinienem, że koniecznie muszę, że jest coś konieczne i niecierpiące zwłoki. Dostaje listy z pogróżkami od wszelakich urzędów. Często są to takie urzędy, o których istnieniu nawet nie wiedziałem, ale to nie znaczy, że one o mnie nie wiedziały. Teraz podsyłają do mnie list za listem i oczekują ode mnie natychmiastowej poprawy strasząc pociągnięciem do odpowiedzialności. A ja skąd im wezmę i odpowiedzialność i pieniądze na zadośćuczynienie ich poczucia sprawiedliwości społecznej? – Cham się uprze i mu daj. No, skąd ja wezmę, jak nie mam! – że pozwolę sobie na cytat z klasyka, który idealnie opisujący moją sytuacje materialną.
Nie jestem stworzony do tego żeby siedzieć na dupie w biurze od ósmej do szesnastej lub stać w sklepie i sprzedawać marchewki ekologiczne po dwadzieścia złotych za kilogram. Byłem tego od zawsze w pełni świadom nawet bez własnych przepowiedni. To było dla mnie oczywiste jeszcze w szkole podstawowej. Nie pasuje do społeczeństwa. Do tego świata. Do mieszczańskiego stylu życia. Nie chce, i nie mogę tak żyć. Chce czegoś innego, choć do końca oczywiście nie wiem, czego chce. Ale jakie to ma znaczenie? Żadnego. Najważniejsze, że przynajmniej ustaliłem, czego nie chce. Może teraz będzie łatwiej zrozumieć, czego tak naprawdę chce od życia. No, przynajmniej teoretycznie będzie łatwiej. Bo praktycznie to pewnie będzie standardowo, czyli będę miał przejebane i nigdy, do końca moich dni nie będę w stanie ustalić, czego tak naprawdę chce od życia.
Dziś wyczułem nadchodzące wielkie zło. Takie, którego za nic nie będę mógł uniknąć. Już wiem, że tam gdzieś na mnie czeka i skąd nadejdzie. Już nawet zapowiedziało się z wizytą. Tylko data odwiedzin jeszcze nie została ustalona. Ale ja już wiem, że idzie do mnie. Wyczuwam, że nadchodzi i że jest ostateczne. A ja z tym pójdę w mrok.
