Myśli niemal prawdziwe
Próbowałem przez wiele lat przynależeć. Próbowałem się wpasować. Zaistnieć czy może współistnieć w społeczeństwie. I teraz, po wielu latach prób i przeważnie błędów, przestałem już chcieć. Teraz w zasadzie jest mi to w najwyższym stopniu obojętne. Faktycznie, nie powiem, czasami mnie najdzie i chciałbym ściślejszych relacji z ogółem, ale tak, na co dzień to powraca we mnie stara i jak najbardziej dla mnie dobra obojętność.
Ktoś ostatnio powiedział o mnie, że jestem inny. Tak, przyznaje jestem. Sam to u siebie zdiagnozowałem. Jestem inny. Ale jak tu nie być innym, gdy prawdę powiedziawszy przecież wszyscy się od siebie różnimy. Tak jest z natury rzeczy, choć trzeba zauważyć, ze nad wyraz wielu spośród nas silnie stara się upodobnić do obowiązującego w danej chwili wzorca modowego, politycznego, kulturalnego, społecznego czy religijnego. Tak jakby dożyli do unifikacji.
Tak, jestem inny. I jak wszystko co inne wcześniej czy później ta właśnie inność zacznie przerażać ludzi. Dlatego z takim uporem trzymam się z daleka. Zachowuje dystans. Ukrywam swoje prawdziwe ja. Maskuje je nieporadnością lub czasem zwyczajną obojętnością. Dbam o to żeby postrzegano mnie, jako osobnika pozbawionego ambicji. Bezwartościową jednostkę, która wcześniej czy później – z naciskiem na wcześniej – źle skończy. Staram się być niezauważalny, choć z moją skłonnością do dziwności w ubiorze i wyglądzie zewnętrznym jest to dość trudne.
Najważniejsze to nigdy nie pokazać innym, jakim się jest naprawdę. Jakie jest się wewnętrznie. Należy wszystko zawsze ukrywać. Nigdy nie mówić całej prawdy. A przynajmniej nie mówić prawdy prosto w oczy. Maskować rzeczywiste poglądy nadmiernym radykalizmem lub po prostu zwykłą głupotą, naiwnością. W tym nie jestem jeszcze mistrzem, ale bardzo się staram.
Trzeba zawsze być z boku wydarzeń. Nigdy nie być w centrum. Zawsze w cieniu. Nigdy w światłach reflektorów na środku sceny. Zawsze gdzieś z boku, schowany w mroku. Być obserwatorem, inspiratorem co najwyżej a nie uczestnikiem życia społecznego. Czy tak jest łatwiej? Nie. Ale przynajmniej masz tą świadomość, że za to wszystko co cię otacza nie odpowiadasz, a przynajmniej, jeśli już odpowiadasz, to w sposób minimalny, który jest jak najbardziej wytłumaczalny.
