Pierwsza taka niedziela
– Może bym tak pospacerował po parku? – pomyślałem. Ale ile można spacerować w kółko jak na więziennym spacerniaku. Kiedyś to miałem jakiś cel. Poszło się na zakupy, pooglądało to, co tam w sklepach ciekawego, choć niedostępnego. A tak to, co? Co tu robić? Dać tu odpowiedź nie tak łatwo. Pozostaje tylko łażenie po mieście bez wyraźnego celu. Może do muzeum? Już byłem dwa razy. Może do kina? Ale nic ciekawego w repertuarze? To do teatru? W południe to raczej się nie da. – W co się bawić? W co się bawić, gdy możliwości wszystkie wyczerpiemy ciurkiem? – że pojadę klasykiem.
Tak, to pierwsza taka niedziela. Taka rodzinna w założeniu, a nie pracująca. Jestem samotny, więc dla mnie to raczej samotna niedziela. Z zamkniętymi na głucho sklepami. Cóż było robić? Niewiele, może wybrać się, więc do kościoła, bo przecież moje ulubione miejsce niedzielnych spacerów, czyli sklepy w centrum handlowe zostały zamknięte z powodu tego, że nikt nie spędzał niedzieli rodzinnie.
Może do kawiarni? Tak, i siedzę teraz samotnie przy stoliku i gapie się w okno. Jeden człowiek przeszedł, dwa czlowieki przeszły. Pani z dzieckiem. Pani bez dziecka. Facecik ze szlugą. Facet bez szlugi. Pani z dzieckiem. Pan bez dziecka. Ksiądz. O! Ksiądz! A ten nie w pracy? Panienki dwie. Staruszka. Jezusie Nazareński królu żydowski, jaka nuda! Może poczytam jak tak tu siedzę sam przy tym stoliku. Nie kupiłem gazety. Ale coś tam leży w koszyku. Tak, kobiece czasopisma z datą z przed miesiąca. Wypiłem. Nawet ciastko zjadłem. Jaka nuda. A to właściwie już nawet nie chodzi o to, że ja tak uwielbiam niedzielne zakupy. Chodzi tu o to, że jak wiem, że czegoś nie mogę to mnie bardziej do tego ciągnie. Taka ludzka natura przekorna.
– Jak masz na imię – spytałem kelnerkę, bo mi się przypomniał mój druh, co opanował ten rodzaj, w żaden sposób nieskutecznego, podrywu do perfekcji. Magda – bo tak miała na imię – nie była szczęśliwa, a wręcz przeciwnie. Była wkurzona na cały świat ze mną włącznie, bo choć to wolna niedziela to ona w pracy. To dziwne, że katoliccy fundamentaliści nie zastosowali od razu zasady niepracowania w dzień święty w sposób konstytutywny. Jak nie przymierzając wierzący żydzi w szabat, którzy generalnie unikają każdej pracy.
Według moich rodaków wyznania katolickiego zamknięcie na głucho większości placówek handlowych w niedzielę dało nowe możliwości dla obszaru kultury. Takie osobniki wyznania konsumenckiego od razu przechrzczą się ich zdaniem na takich, co to pasjami zaczną spacerować po parkach, zaczną uczęszczać do wszelakich lokali gastronomicznych, zaludnią też przestrzeń miejską oddając się długim odprężającym spacerom. Jak tak się rozglądam, to nie koniecznie.
To może jednak do tego kościoła? Cóż poświęcę się dla sprawy. Dzień święty trzeba świętować. Tak mówią. – „Ja jestem człowiek, który kocha i potrzebuje pięknych rzeczy. Jak ja się narobię cały tydzień, to potem w szabas czy w niedzielę potrzebuję odpocząć, potrzebuję iść do ładnej sali, gdzie bym miał ładne obrazy, ładne rzeźby, ładną architekturę, ładne ceremonie i ładny kawałek koncertu. Ja bardzo lubię te ceremonie wasze, w nich jest i piękny kolor, i ładny zapach, i dzwonienie, i światła, i śpiewy. A przy tym jak ja już muszę słuchać kazania, to niech ono będzie nienudne, niech ja słucham delikatnego mówienia o wyższych rzeczach, to jest bardzo nobl i to dodaje człowiekowi humoru i ochoty do życia!” – cytując „Ziemię obiecaną” Władysława Reymonta. Ja, co prawda nie doświadczyłem tego, co bohater książki, ale może dla obsługi był to zły dzień. Było ładnie, miło nawet, ale to chyba nie dla mnie. Brakowało mi w tym miejscu obecności głównego lokatora.
I tak się włóczę po tym mieście bez wyraźnego celu. Może na stacje benzynową pójdę, bo tam otwarte? Tam wolno. Albo do kwiaciarni? Politycy, różni działacze, hierarchowie kościoła, fanatycy religijni czy katoliccy związkowcy wcale nie kryją ideologii, która za nim stoi. Mówią, wprost, że podstawowe znaczenie dla ustanowienia niedzieli dniem wolnym od handlu mała doktryna Kościoła katolickiego. Radykalizm związkowy zabarwiony katolicyzmem posunął się jeszcze dalej. I to, co było niemożliwe, teraz przecież może stać się faktem, bo kto zmotywowanemu fundamentalizmem szaleńcowi zabroni?
Niedziele bez komunikacji miejskiej, radia i telewizji oraz z ograniczonym ruchem pociągów? A i owszem. To plany szefa „Solidarności”. Piotr Duda na zebraniu zapowiedział kolejne inicjatywy legislacyjne zmierzające do zmiany prawa pracy tak, by poza policją i strażą pożarną absolutnie wszyscy w niedziele mieli wolne. Aż dziwne, że nie wspomniał o księżach i o tych, co pracują w domu. Idą czasy, kiedy nie będzie niczego – jak mawiał klasyk. A przynajmniej nikt nie będzie w niedziele pracował. Tylko, kto wtedy wyłączy światło przed snem, albo ściszy telewizor?
