Cykle życia
– Konieczne muszę zacząć nowy cykl – powiedział. W zasadzie to myślał i mówił o tym już od lat, że tak to ujmę. Ale tak się jakoś dziwnie nigdy nie złożyło, żeby się to mogło stać. Trwał w tym czasie już zdecydowanie za długo. Nic już go tu nie trzymało. Próbował trzy razy szczęścia znalezienia szczęścia i trzy razy poniósł klęskę. Tamte dwie były już dla niego dalekim wspomnieniem, choć wciąż przecież bardzo bolesnym. Ta ostatnia jest nadal bardzo żywym echem dawnego szczęścia, ale też już tylko wspomnieniem. – Zdecydowania muszę zacząć nowy cykl – powiedział z większą pewnością. Może w tym życiu doszedłem już do końca? Naprawdę musiał to zrobić.
Jednak to nie było takie proste. Trzeba mieć naprawdę silne nerwy, aby przełamać w sobie instynkt samozachowawczy i uwolnić się z powłoki. To nie jest takie łatwe zostawić to wszystko, co tu jest tobą i z tobą, nawet jak jest tego tak niewiele. Poza tym jest jeszcze przecież przywiązanie, miłość i wiele innych uczuć, które kotwiczą go w tym świecie i czasie. Ale czym dłużej tu przebywał tym bardziej przekonywał się, że to już nie możliwe i kompletnie bezcelowe. Tu i teraz nic się nowego nie wydarzy. – Obłędem jest powtarzać w kółko tą samą czynność oczekując innych rezultatów – mawiał Albert Einstein. Tu już nic nie dało się zmienić. Mimo kilku prób rezultat, który go spotykał, wciąż był ten sam. Wciąż przegrywał. Zapewne wina było po jego stronie. – Może to niezbyt atrakcyjna powłoka? – myślał. Może czas jest niespecjalny? Może zwyczajnie wszystko jest nie tak jak trzeba? Przecież to już się zdążało. Był coraz bardziej pewny, że nadszedł właściwy moment na to żeby przeskoczyć w inną powłokę i zacząć nowy cykl.
Czas to tylko gigantyczny balonik który niczym koralik przesuwa się ku przyszłości na wiązce światłowodowej. Przeszłość jest za koralikiem. Przyszłość przed nim. My wszyscy, nasze byty, znajdują się i świecą wewnątrz koralikowej bańki. To nasza świadomość istnienia tu i teraz. Każda nić w wiązce to osobny żywot jednostki. Zapala się i gaśnie. Narodziny to początek zespolenia się dwóch nicy w kolejną nową nitkę. Śmierć to koniec nitki, jej zerwanie i wygaśniecie. Nasze jaźnie są stałe, wieczne, niezniszczalne. Jest ich skończona liczba, choć w wielkiej ilości. Między śmiercią a narodzinami przenosimy się, nasza jaźń przeskakując ze starej nitki do nowej nie pamiętając poprzedniego życia. Na tym polega cykl. Można samemu zerwać cykl i przeskoczyć tam gdzie właśnie powstało nowe życie lub czekać na naturalne wygaśniecie i przejść spokojniej w nowe życie.
Jestem tu i teraz. Moja nić świeci w niewyobrażalnie wielkiej wiązce innych sieci na osi czasu. Trwamy w naszej rzeczywistości, naszym czasie jak w wielkiej bańce. To nasza historia od najstarszego wspomnienia najstarszej żyjącej jaźni to narodzin nowej jaźni w tej nanosekundzie. Po przerwaniu naszego cyklu przeskoczymy w nowy, czyli narodzimy się na nowo i żyć będziemy aż do samodzielnego lub naturalnego przerwania cyklu. Nie pamiętamy ani poprzedniego czasu ani naszych poprzednich jaźni. No dobrze, nie wszyscy nie pamiętają. Do niektórych wracają wspomnienia, których nie potrafią zinterpretować, dla innych to tylko religijne doświadczenie. Dla niego to niestety obciążenie. On pamiętał, miał świadomość, że podróżuje miedzy jaźniami. Przy zerwaniu cyklu nie resetował się jak inni. Przy narodzinach już wiedział świadomie, że zaczyna nowy cykl życia i pamiętał swoje poprzednie zamknięte już cykle.
Dla niego życie w cyklach było proste. Jak coś nie wychodziło, a już nie chciało mu się mieszkać w tej powłoce, to samodzielnie wywoływał zerwanie cyklu i po chwili nicości był już w innej powłoce w innym życiu, w innym miejscu i zaczynał swój czas od nowa.
Trochę nurzące było powtarzające się oczekiwanie na dorosłość, ale można się było przyzwyczaić. Potem był czas na poszukiwanie ideału. W jego przypadku idealnej jaźni, w idealnym miejscu i czasie, w idealnej powłoce, z która można by było stworzyć wspólny splot. I następnie przenosić się już razem przez wieczność, po zakończeniu ich naturalnych cyklów.
Teraz próbował już kilka razy stworzyć związek idealny, ale tu kończyły się już możliwości. Jego powłoka, choć ciekawa i dopasowana do niego jak rękawiczka do dłoni to jednak wciąż się starzejąca nie dawała już gwarancji zespolenia się z inną jaźnią. Nie było szansy na nowy obiecujący związek. Musiał jak najszybciej zerwać cykl i zacząć od nowa.
