Starość dla mnie nie istnieje
Nie wiem, co będzie ze mną na starość. Stary Ja? Raczej nie. Nie widzę tego. To zdecydowanie nie możliwe. Bez raczej. Kompletnie tego nie widzę. Nie doczekam. Na pewno coś się stanie. Coś musi się stać. Przecież taki już jestem. Taki mój los. Takie jest moje przeznaczenie. Nie zmienię tego. Nie chce i nie mogę. Nie dla mnie emerytura. Nie widzę siebie starego. To znaczy o wiele, wiele starszego niż jestem teraz. Już jestem przecież stary. No, przynajmniej nie najmłodszy. Choćby z daty w dowodzie to wynika. Bo fizycznie ani tym bardziej psychicznie nie czuje się staro. Mam bardzo niskie zużycie biologiczne. I to jedyne co mam dobrego.
Jestem jak Piotruś Pan. Nigdy tak do końca nie dorosłem. Jestem wiecznym chłopcem, który nie chce i boi się dorosnąć. Czasami wydaje mi się, że dorastam właśnie w tej chwili. Poznaje to po tym, że teraz podejmuje znacznie dojrzalszą decyzje niż ta, którą podjąłbym przed rokiem. Możliwe, że jestem bardziej dorosły niż przed rokiem. Czyli starszy. A może po prostu, tak zwyczajnie, znudziła mnie moja dotychczasowa spontaniczność i chciałem spróbować czegoś nowego i przemyślanego? Tak dla odmiany. I stąd bierze się ta moja dorosłość w decyzjach. Z ciekawość, co wyniknie z nietypowego dla mnie zachowania.
Zawsze wszystkim powtarzam, że nie dożyje późnej starości. Nie widzę siebie w bujanym fotelu przykrytego ciepłym pledem w otoczeniu dzieci, wnuków i prawnuków. To coś tak nierealnego, że nie miewam nawet takich wizji. Zwyczajnie nie potrafię sobie tego wyobrazić a wyobraźnie mam przecież bardzo bujną. Nie staram się o emeryturę, choć coś tam się przecież samo z siebie zbiera na koncie w instytucji. Ale to raczej działanie z państwowego przymusu niż z mojej własnego wyboru czy z potrzeby. A nawet jak coś tam na emeryturę uzbieram to sądząc po opiekuńczości mojego państwa już ono się postara żebym nie za wiele dostał i jak najmniej wydał.
Czasem zastanawiałem się z moimi byłymi partnerkami, co będzie za trzydzieści czy czterdzieści lat. One coś tam też przeczuwały, bo żadna nie była skłonna stwierdzić, że zestarzejemy się razem. Coś tam bąkały niepewnie, pocieszająco, wymijająco, ale pewności nie miały i to się sprawdziło. Ja po prostu nie mam przyszłości. Tu i teraz wystarcza mi w zupełności. Znając złośliwość losu pewnie żyć będę jeszcze przez dziesięciolecia i jak już się przyzwyczaję i jak już zapragnę pożyć sobie jeszcze z dekadę to wtedy nastąpi mój definitywny koniec. Bo przecież wiadomo że cały ten świat zbudowany jest tylko w jednym celu: w tym żeby mnie nękać, żeby mnie osobiście wkurzać.
Nie posiadam wizji starości może dlatego, że żyje dniem dzisiejszym. Każdego dnia budzę się ze zdziwieniem, że nadal żyje i zasypiam z nadzieja, że nie będzie następnego dnia. Przecież istnieje ogromna szansa na to, że kiedyś ktoś lub coś wysłucha moich modlitw i koniec w końcu nastąpi. Nie chce wiedzieć, kiedy to będzie, ale coraz częściej mam nadzieje, że nie będę już musiał na to długo czekać. Jestem zmęczony. Bardzo zmęczony codziennością.
