Lodołamacz i ja

Obublikował pavvel dnia

Zazdroszczę niektórym kobietom takiej ponadprzeciętnej pewności siebie. Tego unikatowego połączenia urody i poczucia wyższości. Tego czegoś, co daje im przeświadczenie o swojej wyjątkowości. Przekonania o tym, że wszyscy inni z podziwem i rezerwą powinni im schodzić z drogi. Ja tak nie potrafię i stąd pewnie zazdrość we mnie. Za dużo mam w sobie fobii, żeby tak przede mną rozstępował się tłum na ulicy, jak morze Czerwone przed Mojżeszem.

Przy okazji zahaczyłem dziś o targ miejski. To nie był mój najlepszy pomysł, bo z moją fobią społeczną nie mogłem się ogarnąć w nieprzebranym ludzkim tłumie. Setki ludzików przemieszczało się w różnych kierunkach w tą i nazad i odnosiłem wrażenie graniczące z pewnością, że wszyscy idą w innym kierunku niż ja i koniecznie muszą znaleźć się na mojej drodze. Nie wytrzymałem. Zrezygnował z zakupów i postanowiłem najszybciej się  stamtąd ewakuować.

Popłynąłem z ludzką falą w kierunku wyjścia meandrując przy tym i uważając żeby na nikogo nie wpaść i nie zbliżyć się do nikogo za bardzo. Jednak po drodze wpadłem w zwężenie, które mnie zatrzymało. Oczywiście ja, jak to ja, nie potrafiłem się przepchnąć. Przystanąłem i spokojnie czekałem na swoją kolej, bo ruch przynajmniej z założenia, miał być w zwężeniu wahadłowy. Jednak ludzka rzeka płynęła nieprzerwanie naprzeciw mnie korzystając z tego, że ja wolałem się nie wdawać w bliski kontakt z innymi przedstawicielami ludzkości. Stałem tam długo. Dosłownie kilka minut. I nikt mnie nie przepuścił, choć było sporo takich, którzy mnie omijali i parli do przodu odbijając się od innych jak kręgle.

Nagle mnie olśniło. Przypomniałem sobie, że jest taki specjalny typ kobiet, które nie patrzą tylko idą jak lodołamacz Lenin przez zamarznięte morza północy. Głowa do góry. Pierś do przodu. I naprzód. A inni tylko odstukują na boki. Postałem w oczekiwaniu na taki damski taran i jak tylko nadpłynął zabrałem się z nim a właściwie za nim, za nią. Widok miałem ładny, a najważniejsze, że już po chwili byłem na swobodnych przestrzeniach chodnika. Coś jest w tym kobiecej połączeniu urody i pewności siebie. Zazdroszczę i podziwiam, bo gdyby nie ta pani, istna domina, stałbym tam pewnie do wieczora uwieziony w ludzkim morzu.