Tag Archives

6 Articles

dziennik pesymistyczny

Miedzy prawem a sprawiedliwością

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Prawo prawem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie – mawiała niezapomniana Leonia Pawlak. Okazuje się, że jej prosta, chłopska filozofia nie tylko przetrwała zmiany systemów politycznych, ale ponadto stała się teraz symbolem „dobrej zmiany” w Rzeczpospolitej.

Zawsze to dostrzegałem, a teraz jest do chyba aż nadto widoczne, że podstawą filozofii, każdej władzy a już w szczególności tej nowej władzy, jest głębokie przekonanie że prawo stanowi tylko środek do osiągnięcia celów politycznych. Gdy okazuje się że prawo staje się przeszkodą w „dobrej zmianie” to zawsze można się powołać na sprawiedliwość, bo jak powszechnie wiadomo sprawiedliwość jest tylko przy ludziach prezesa.

Prezydent ułaskawił byłego szefa CBA i obecnego ministra koordynatora służb specjalnych w jednej osobie oraz byłych funkcjonariuszy biura skazanych za działania w tzw. „aferze gruntowej” nie czekając na uprawomocnienie się wyroków sądowych.

Przepisy kodeksu postępowania karnego są jasne, ale jak wiadomo nie od dziś, prawo prawem, ale sprawiedliwość musi być po właściwej stronie. Przecież prawo nie ma żadnego znaczenia, gdy jest wola polityczna wprowadzania „dobrej zmiany”. Prawo, jak widać, nie może stanąć na przeszkodzie przekonaniu pojedynczego polityka, że coś jest sprawiedliwe. Bo sprawiedliwość musi być po właściwej stronie.

Prezydent ułaskawił byłego szefa CBA i obecnego ministra koordynatora służb specjalnych  in blanco, nie czekając na ciąg dalszy procesu czwórki z CBA przed sądem. Ułaskawił ich, bo widocznie był przekonany, że tak będzie sprawiedliwie. A że nie zgodnie z prawem, jak twierdzą fachowcy? No cóż, zawsze można przecież znaleźć odpowiednich specjalistów, co takie naginanie prawa odpowiednio uzasadnią i odpowiednio zinterpretują w imię doraźnych interesów rządzących.

Jeszcze nigdy nie został ułaskawiony ktoś, kto nie został prawomocnie skazany. Ale prezydent, choć wielokrotnie deklarował równość wobec prawa wszystkich obywateli, to wzniósł ponad prawo grupę swych partyjnych kolegów. Żaden inny szary zjadacz chleba w tym kraju nie ma najmniejszych szans na ułaskawienie w takim trybie.  Ale też nie każdy obywatel ma za kumpla prezydenta.

Jak widać rządy drużyny prezesa rozpoczynają się od pokazania kto tu ma teraz monopol na interpretacje prawa. Nowa państwowa władza zademonstrowała dobitnie powyższym przykładem jak można dziś i jak będzie się w przyszłości usprawiedliwić organy władzy, których swym postępowaniem balansują na granicy prawa. Znów mamy falandyzacje prawa, tym razem w imię „dobrej zmiany”. A jeśli ktoś miał wątpliwości, że będzie inaczej to babcia Pawlak wyjaśnia:  Ot, i nastał koniec na samym początku. Jak Ty mógł, dobry Panie Boże, tak się pomylić?

dziennik pesymistyczny

Jestem rybą w mętnej wodzie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ile to się to człowiek może dowiedzieć z przemówienia polityka o sobie samym. Ileż to prawd objawionych można usłyszysz z ust państwowego przywódcy o własnym narodzie, o jego prawdziwej historii, a także o własnym życiu. Niby człowiek wie najlepiej gdzie żył i jak żył, ale okazuje się, że są to tylko mrzonki, bo zawsze znajdą się tacy co zawsze wiedzą lepiej jak było naprawdę. Egzystowałem sobie w błogiej nieświadomości od dziesięcioleci, aż tu nagle i zupełnie niespodziewanie zostałem uwolniony z mroków własnego nieuświadomienia. Przyszedł ten właściwy i wymodlony prezydent, przemówił i ujrzałem prawdę, a z oczu mych opadły łuski niewiedzy. I ujrzałem światłość prawdziwej dobrej zmiany. Teraz już wiem, żyłem przez długie lata bez prawdziwej niepodległości i w braku tej prawdziwej suwerenności nie zdając sobie zupełnie z tego sprawy. Za to teraz będzie znacznie lepiej, bo on, nasz przywódca, oraz jemu podobni postarają się o to żebym nie miał co do tego żadnych wątpliwości.

Urodziłem się w Polsce. Zostałem ochrzczony w katolickim kościele.  Uczęszczałem do polskiej szkoły, gdzie na ścianie wisiało polskie godło państwowe a przed budynkiem powiewała polska flaga. Uczęszczałem też całkiem legalnie na lekcje religii. Co niedziela rodzice prowadzili mnie całkiem otwarcie do kościoła.  W szkole podstawowej nauczyłem się polskiego hymnu i wielu innych patriotycznych pieśni.  Gdy tylko uzyskałem minimum samoświadomości, wiedziałem już o tym, że jestem Polak mały, a mój znak to orzeł biały. Przez chwile nawet nie wątpiłem, że mieszkam w polskiej ziemi, miedzy swymi, ale o jednym nie wiedziałem, że przyszło mi żyć kilkanaście lat w „braku prawdziwej niepodległości i suwerenności”. Fakt, nie wszystko wtedy było dobre. Więcej było złego niż dobrego. Ale twierdzenie, że Polsce na prawie pięćdziesiąt lat, bez jej woli i świadomości jej obywateli, zrobiono przerwę we własnym istnieniu jest –  mówiąc najłagodniej – nieporozumieniem.

– Urodziłem się w państwie bezprawia, urodziłem się w państwie, gdzie wygodnie i dobrze mogło żyć się tylko takim, którzy lubią łowić ryby w mętnej wodzie; ja marzyłem o państwie silnego prawa, którego obywatel może być pewny, bo nie zależy od niczyjego kaprysu czy widzimisię – powiedział prezydent przywołując słowa marszałka Piłsudskiego. Nie wiem, jak prezydent, ale ja od zawsze miałem wrażenie, że żyje w państwie bezprawia „gdzie wygodnie i dobrze mogło żyć się tylko takim, którzy lubią łowić ryby w mętnej wodzie”. Zmieniał się system prawny, polityczny i gospodarczy. Zmieniały się rządy. Ale państwo trwało i się nie zmieniało. Zawsze był przywódca. Zawsze był rząd i jego prawa. Zawsze byli nadzorcy w mundurach i ci działający skrycie bez mundurów.  Zawsze byli obywatele i ich obowiązki. Zawsze byli politycy. Zawsze byli urzędnicy. Zawsze była elity władzy. To że się od czasu do czasu zmieni ten czy inny na stanowisku czy we władzach, to nie znaczy, że wszystko się zmienia. Nadal jest ta sama mętna woda gdzie żyje się dobrze „tylko takim, którzy lubią łowić ryby w mętnej wodzie”. Słowa marszałka są wiecznie żywe i to jest smutne. A ja nadal czyje się jak ryba w mętnej wodzie, którą ktoś próbuje złowić.  Usilnie dręczy świadomość, że „polityka historyczna” odłowi mnie i  uświadomi, że słowa Piłsudskiego odnoszą się do czasów minionych, a nie do czasów dobrej zmiany. A będzie tak, bo taki jest kogoś kaprys czy widzimisię.

dziennik pesymistyczny

Misja na Malcie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Premier nie chce jechać na nieformalny szczyt Unii na Malcie. Prezydentowi też się nie chce. Wiceminister spraw zagranicznych wystosował list do państw członkowskich unii europejskiej z prośbą o zaprezentowanie polskiego stanowiska na szczycie. Zgodził się prezydent Czech. Ale może nie ma co Czechowi zawracać głowy. Jeśli nikt z rządzących Polską nie chce jechać na Maltę, to ja się zgłaszam na ochotnika. Ja pojadę na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Europejskiej w Valletcie, ku chwale ojczyzny oczywiście.

Bo jeśli nikt z władzy nie chce lub nie może… no to trudno, poświecę się dla dobra państwa. Przecież to nie pierwszy raz i nie ostatni. Ja tam nie znam motywów które kierowały prezydentem gdy wyznaczał posiedzenie inauguracyjne nowego Sejmu na 12 listopada. Coś tam słyszałem, że mu nie powiedzieli, że tego dnia będzie szczyt na Malcie i przez to zrobił jak zrobił. Jedno jest pewne, pan prezydent musi byś straszliwie zajętą osobą, bo nie ma czasu na czytanie gazet, słuchanie radia, przeglądanie gazet lub wiadomości w internecie. Jakby choć trochę interesował się polityką to zapewne wiedziałby, że 12 listopada jest posiedzenie Rady Europejskiej.  Ja wiedziałem już chyba od kwietnia, ale ja nie jestem prezydentem i nikt nie musiał mi o tym przypominać.

Prezydent podobno nie będzie mógł uczestniczyć w szczycie Unii, bo musi tego dnia otworzyć pierwsze posiedzenie Senatu. No więc, jak nie może, to nie może, nie można mieć żalu. Przecież pierwsze posiedzenie Senatu musi się odbyć w dniu spotkania przywódców Unii na Malcie, bo jak prezydent tak postanowił to nie będzie teraz zmieniał.

Premier nie może jechać na posiedzeniu Rady Europejskiej, bo musi zgodnie z przepisami konstytucyjnymi złożyć dymisje rządu 12 listopada. Co prawda, mogłoby złożyć dymisję natychmiast, albo złożyć dymisję pisemnie, i pojechać na szczyt unijny za zgodą prezydenta. Ale nie może. No, nie może i już.

– Wystosujemy list do jednego z państw członkowskich UE z prośbą o zaprezentowanie polskiego stanowiska na nieformalnym szczycie Unii na Malcie – poinformował wiceminister spraw zagranicznych. I całe szczęście, że prezydent Czech łaskawie się zgodził reprezentować Polskę na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Europejskiej w Valletcie.

Ale może lepiej nie fatygować pana Czecha. Może jak prezydent nie może, premier nie może, to ja chętnie. Ja mogę. Ba, ja nawet chce! Przecież, jak widać na powyżej opisanym przykładzie, polityka to taka zabawa dziecięca. Ja też pamiętam czasy dzieciństwa i potrafię się tak bawić. Potrafię się uprzeć i powiedzieć, że czegoś nie zrobię, bo nie zrobię. A jeśli nie umiem, to potrenuje dziecinne zachowania i na pewno szybko dorównam politykom, którym się nie chce. Może i ja będę potrafił obrazić się i nie przyznać się do błędu. Ja też mogę twierdzić, że zrobiłem, co zrobiłem, bo nie wiedział i dlatego że mi koledzy nie powiedzieli. Ja też potrafię zachowywać się jak naburmuszony trzyletni bachor, więc świetnie się nadaje, jako kandydat do państwowej misji na Malcie.

dziennik pesymistyczny

Habemus praesidentem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Uznaję jego wybór, bo uznaję reguły demokracji. Wygrał wybory, a nie mam żadnych podstaw by sądzić, że zostały one sfałszowane. Natomiast w żadnym razie nie podam mu ręki – powiedział pewien bardzo znany polityk pięć lat temu. Jak myślisz drogi czytelniku kto jest autor tych słów? Tak, zgadza się to wódz prawych i sprawiedliwych niejaki Jarosław. Teraz ja też mogę być tak wspaniałomyślny jak kiedyś pan prezes i też stwierdziłam, że nie podważam wyboru nowego prezydenta, ale „w żadnym razie nie podam mu ręki”.

A tak, zgada się, jestem małostkowy. Stać mnie na to. Przez pięć długich lat słuchałem nawiedzonych oszołomów wmawiających mi, że żyje w niemiecko – rosyjskim kondominium. Przez długi, bardzo długi czas męczono mnie i wmawiano, że Jarosław tylko może zbawić okupowaną Polskę w ruinie, ale teraz doczekałem się i zemsta jest moja – jak mówi Pan. Co prawda mogłem sobie odpuścić, ale z drugiej strony dlaczego miałbym to zrobić?  Nade mną też nikt się nie litował, więc w sposób iście biblijny ja też nie będę miał litości.

Już podczas przysięgi nowego prezydenta w Sejmie zrodziły się we mnie pierwsze wątpliwości. Oto bowiem ten niezłomny, wykształcony i kompetentny mąż stanu (o czym mnie wielokrotnie przekonywano) podtrzymując obietnice dane podczas kampanii wyborczej zakończył ślubowanie prośbą o pomoc do Wszechmogącego.  Czyżby nie wierzył biedaczysko, że można dokonać „naprawy” Rzeczpospolitej bez boskiej interwencji? Czyżby bez wsparcia tego, co w niebiesiech nie można by było zmienić tego łez padołu w raj? No, ja dotychczas byłem sceptyczny co do obietnic nowego prezydenta, ale gdy teraz wiem, że mają się one dokonać z boską pomocą, to jestem już zupełnie spokojny. Przecież od dzieciństwa słyszę zapewnienie, że cuda się zdążają.

Ja już dawno straciłem wszelką nadzieje, że ta parodia demokracji, jaką obserwuje w polskiej polityce da jakieś zdrowe owoce. Ale trzeba przyznać, że po latach rządów pospolitych obłudników teraz będę miał ciekawszy teatrzyk. Teraz zaczną się rządy nawiedzonych obłudników, oszołomów pierwszej wody i choć władza w ich rękach może być straszna to i na pewno też śmieszna – parafrazując stare rosyjskie porzekadło.

– Jest poczucie czegoś odradzającego, oczyszczającego, jak przy wizycie Jana Pawła II – popadła w ekstazę pewna pani poseł obserwując wielogodzinne uroczystości z okazji ślubowania nowego prezydenta.  Inny uczestnik akademii ku czci wspominał coś o „pierwszym kroku w odbijaniu polski”.   „Prezydentura wraca w godne ręce dokładnie 1944 dni po śmierci Lecha Kaczyńskiego” – takim wpisem tuż przed zaprzysiężeniem Andrzeja Dudy podzielił się na Twitterze pewien były prawy i sprawiedliwy polityk, który teraz wrócił do łask prezesa. Jak widać i słychać już się zaczyna a jak prawi i sprawiedliwi wygrają wybory parlamentarne – a wygrają – zacznie się jazda na całego.

Nowy prezydent mówił, że będzie walczył z podziałem w społeczeństwie.  Niby wszystko dobrze, ale ja mam wrażenie, poparte obserwacją, że on i jego zaplecze polityczne pojmuje walkę z podziałami w ten sposób, że jednym sposobem na jedność jest to żebym myślał tak jak oni a jeśli nie, to przynajmniej się nie odzywał.

Dlatego, z nieukrywaną radością i pewną dozą ironii powtórzę za prezesem: uznaję jego wybór. Wygrał wybory, a nie mam żadnych podstaw by sądzić, że zostały one sfałszowane. Natomiast w żadnym razie nie podam mu ręki.

Ps. Mam nadzieje, że moje słowa nie obrażają nowego prezydenta, bo „kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech”. Ale na szczęście w swoich subiektywnych ocenach podpierałem się słowami prezesa, wiec może nie posiedzę „do lat trzech”.

dziennik pesymistyczny

Smerf Maruda, który ciągle marudzi

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Jest taki smerf Maruda, który ciągle marudzi, ciągle mówi, że coś jest nie tak, że coś jest najgorsze, coś jest najsłabsze, coś w Polsce idzie nie tak – powiedział prezydent i jednocześnie kandydat na prezydenta. – Kogo miał na myśl? – zastanawiają się dziennikarze i politycy. Żeby ukrócić wszelkie spekulacje, przyznaje się. To ja jestem tym poszukiwanym smerfem Marudą. Można już zakończyć tropienie. Tak, to ja jestem marudą i jestem z tego dumny.

To ja ciągle marudzę, o czym można się łatwo przekonać czytając wszystko co zamieściłem na tym blogu przez wszystkie te lata. To ja ciągle mówię, że „coś jest nie tak, że coś jest najgorsze, coś jest najsłabsze”. We mnie nie tkwi głębokie przekonanie, że właśnie jest „naj”. Raczej uważam, że wszystko jest „fuj”. A już zdecydowanie z niczego nie jest dumny. No taki już jestem i nic na to nie poradzę.

Na przykład teraz, gdy pisze te słowa kompania policjantów pięćdziesiąt metrów od mojego mieszkania urządziła sobie próbne strzelanie. Walą chłopaki równo salwami w powietrze ze swoich kałachów lub z tego, co tam aktualnie maja na wyposarzeniu, i nic sobie nie robą z tego, że ja za każdym razem, po takie serii, podskakuje pod sufit. To są przecież panowie Władza, im wolno. Przecież sami sobie nie wystawią mandatów. Mają – co prawda – poligon gdzieś na zabitej dechami wsi pod miastem, ale kto by się tam fatygował tyle kilometrów żeby pierdolnąć kilkadziesiąt serii z kałacha. Lepiej, no i łatwiej a także przyjemniej postrzelać w centrum miasta. Przecież im wolno, oni są policją państwową więc kto im zabroni postrzelać jak im przyjdzie na to ochota. O że huku narobią, przestraszą wiele osób, że to kilkadziesiąt metrów od bloków? A w dupie to mają, przecież to jak wspominałem policja państwowa nie obywatelska.

Tak, ja ciągle słyszę, że wszytko jest rozwiązane, wszystko jest super, znakomicie, że jest „naj”, że coś się udało, i z czegoś warto być dumnym.  Wiem, że prezydent nie ma wpływu na tą policyjną kanonadę za oknem. Ale też wiem, że prezydent jest nam potrzebny… nie właśnie, do czego jest nam potrzebny prezydent? Nie tak teoretycznie, tylko praktycznie. Nikt pewnie nie wiem, i nie trzeba się obawiać, że ktoś zapyta. Pobawmy się więc w kapanie wyborczą, zabawmy się w wybory, koci łapci, koci łapci. Do wyboru znakomici kandydaci: leśny dziadek – gajowy Marucha, mało znany pan czyli nowa wersja starego prezesa, piękny Ken i małomówna Barbi, idiota i komediant plus kilku oszołomów. Bawmy się!

Ma prezydent i kandydat na prezydenta w jednej osobie racje, nie można Polski oddać we władanie smerfa Marudy, który będzie wszędzie podkreślał, że jest źle. Lepiej jest tak jak jest. Policja postrzela sobie, bo może a my zajmijmy się wyborami tak dla zabawy.  A ja sobie pomarudzę, w końcu jestem smerf Maruda, który ciągle marudzi.

dziennik pesymistyczny

Prawda to destabilizacja

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Państwo jest najbardziej jaskrawym, najbardziej cynicznym i najbardziej pełnym zaprzeczeniem tego, co ludzkie – napisał kiedyś Michał Bakunin. Odkąd wiem, co naprawdę myślą politycy jeszcze bardziej niż kiedyś zgadzam się z klasykiem.  Dla mnie najbardziej jaskrawym przykładem cynizmu naszej władzy jest usiłowanie odwrócenia uwagi społeczeństwa od istoty problemu. Nie ważne są prawdziwe oblicza polityków ukazane dzięki nagranym rozmową. Najważniejsze dla państwa jest to, że ktoś odważył się pokazać jak jest naprawdę. Szczera prawda zagraża interesom państwa. Narusza jego stabilność, wprowadza zamęt i obniża poziom bezpieczeństwa.

– Intencją osób czy zorganizowanej grupy przestępczej, która założyła podsłuchy (…), i systematycznie podsłuchiwała ludzi polityki i biznesu, nie jest interes publiczny. Wręcz przeciwnie, dziś widać, że jedynym efektem zorganizowanych podsłuchów, a następnie ich publikacji, jest destabilizacja państwa polskiego i to w sytuacji dość istotnej – powiedział premier. No tak, usłyszeć, co myśli o państwie konstytucyjny minister sprawiedliwości nie leży w „interesie publicznym”. Może czas przyznać, że nie leży to tylko w interesie klasy politycznej i urzędniczej dyktatury. Ujawnienie prawdziwej twarzy polityki nie leży tylko w interesie państwa, jako organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym. Bo przecież sam minister idąc w poprzek rządowej propagandy przyznał, że: „Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje dlatego, że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, a w zasadzie jest to „niestety chuj, dupa i kamieni kupa”. Jeśli państwo nie istnieje to, czym jest ten twór jak nie organizacją przestępczą właśnie?  -Przykra sprawa – jak przesądził ostatnio premier i trudno się z nim nie zgodzić.

– Nie mamy dzisiaj wystarczającej wiedzy o tym, kto i jakim celu dokonywał i upowszechniał nielegalne nagrania. Możemy się jedynie domyślać złych intencji i złych celów, które temu zjawisku towarzyszyły (…) efektem tych działań jest zagrożenie realną destabilizacją państwa – powiedział prezydent na konferencji prasowej. Zgadzam się, ujawniona  prawda o politycznej klasie jest zagrożeniem dla państwa, bo pokazuje dobitnie,  jakimi ludźmi są ci, którzy od dwudziestu pięciu lat wmawiają nam, że pracują tylko dla dobra narodu.

– Kto ma choć krótką pamięć, to pamięta identyczne zachowania albo bardzo podobne w wydaniu przedstawicieli różnych partii politycznych – mówił prezydent. I co to znaczy? Tyle tylko, że mimo przetasowań na scenie politycznej, mimo pozornych zmian, u władzy nadal pozostają cynicy nazywani u nas klasą polityczną. I nie ważne kto aktualnie jest u koryta.

– Po pierwsze, wyjaśnienie, kto i w jakim celu dokonywał nielegalnych podsłuchów. Po drugie, wyjaśnienie, dlaczego operacja na tak dużą skalę była możliwa i została ujawniona w zasadzie przez samych sprawców tak późno. Innymi słowy konieczna jest odpowiedź dotycząca poziomu bezpieczeństwa dzisiaj i w przyszłości – oznajmił prezydent.  No oczywiście, państwo nie może sobie pozwolić, aby jakieś łachmyty podsłuchiwały jego funkcjonariuszy i ujawniały, kim są oni naprawdę. Państwo musi takich podsłuchiwaczy znaleźć i przykładnie ukarać, aby nikomu niż nigdy nie przyszło go głowy ujawnianie prawdy o politykach. Bo „efektem (takich) działań jest zagrożenie realną destabilizacją państwa – że znów zacytuje prezydenta.

Teraz to nie pozostaje urzędnikom, politykom i całej tej państwowej klice nic innego jak tylko „minimalizować straty, które w wyniku afery podsłuchowej ponosi polskie państwo”. Te straty – są zdaniem prezydenta  – ” jednak ewidentne”.  Dlatego, choć mnie to denerwuje całkowicie rozumień to ogólnopaństwowe odwracanie kota ogonem. Przecież nie może być tak, że niewolnik tak łatwo może podsłuchać rozmowy nadzorców! Oraz nabrać przez to pewności co do swojego niewolniczego stanu. Co do swej murzyńskości. Przecież może się zbuntować! Jakby tak zrozumiał, że państwo istnieje tylko teoretycznie i przestał płacić podatki? Z czego oni wszyscy by żyli?

Nic w tym, więc dziwnego, że dla prezydenta ujawniona prawda o politykach jest „źródłem poważnego smutku i przykrości”. Bo przecież „fakt tak łatwego, nielegalne podsłuchiwania istotnych osób w państwie, jak i również treść rozmów” to prawdziwy skandal, bo przecież nikt nie powinien wiedzieć, co politycy i państwowcy myślą naprawdę.

I co tu jeszcze można zrobić? Cóż, można się na chwile wymienić z „opozycją” na posady. Tak dla przetrwania systemu. Żeby obywatel miał wrażenie zmian. Niech więc „ (…) przyjdą te oszołomy, kurwa i zrobią tu, kurwa, kocioł taki, że wszyscy będą mieli… wiesz – jak prorokował prezes Orlenu w jednej z podsłuchanych rozmów. Zróbmy wybory i zamieńmy cyników i kłamców na oszołomów i wariatów.

– Dobrze zorganizowaną grupę przestępczą nazywamy mafią, najlepiej zorganizowaną mafię, nazywamy państwem – powiedział ktoś mądry. A ty obywatelu nie podsłuchuj! Nie słuchaj prawdy o politykach i urzędnikach państwowych. Płać uczciwie podatki. Słuchaj propagandy i nauk kościoła. Siedź cicho i pracuj.  Bo znając prawdę państwie destabilizujesz państwo!