Dwa tragiczne zdarzenia, dwie tragiczne pomyłki.
Dziś media doniosły, że sąd okręgowy w Poznaniu uniewinnił czterech policjantów, oskarżonych o udział w strzelaninie, w której w kwietniu 2004 roku zginął dziewiętnastoletni chłopak, a jego rówieśnik został ciężko ranny. Sąd uznał, że funkcjonariusze użyli broni zgodnie z przepisami. Następnie dowiedziałem się z prasy, że w pewnym mieście na wschodzie polski aż dziesięć miesięcy wymiarowi sprawiedliwości zajęło ustalenie, kto był odpowiedzialny za decyzję pomyłkowego wtargnięcia policji do mieszkania pewnego pana. Mężczyzna podczas interwencji policji doznał urazu kręgosłupa. Po czym okazało się, że to była tragiczna pomyłka, anty-terroryści wjechali z drzwiami nie do tego mieszkanie i tylko przez pomyłkę pobili ciężko niewinnego człowieka podczas interwencji.
Dwa tragiczne zdarzenia, dwie tragiczne pomyłki. Jedno je łączy policja oraz kompletny brak skruchy ludzi, którzy popełnili błędy. Każdy popełnia błędy, każdy może się pomylić, ale każdy, kto nosi broń, każdy, komu nadano prawo użycia tej broni musi być po dziesięciokrotność bardziej odpowiedzialny. Nie może dochodzić do sytuacji, w której ktoś ginie z ręki policjanta czy zostaje kaleką a tak naprawdę to nikt nie jest za to odpowiedzialny.
Mam wrażenie, że często jest tak, że policjant na początku strzela sam nie wiem czy ze strachu czy z niewiedzy czy z tego, bo sobie coś wyobraził. A gdy odkrywa pomyłkę zaczyna się tłumaczenie, że ktoś nie zobaczył w ciemnościach jego odznaki policyjnej, że ktoś przy pomocy motocykla chciał zaatakować jego i trzech uzbrojonych policjantów. Słyszę tłumaczenie, że nie można było zobaczyć czy w samochodzie jest groźny przestępca czy go nie na. Tłumaczenia, że nie można było sprawdzić czy w mieszkaniu na pewno ukrywa się przestępca czy może już tam mieszka ktoś inny. Tłumaczenie, że oni na całe gardło krzyczeli, że są z policji, ale pewnie nikt nie słyszał. Nie zawsze policjanci wiedzą jak jest, nie maja właściwego rozpoznania, ale często na wszelki wypadek samochód zostaje ostrzelany albo do mieszkania się wpadają anty-terroryści tratując przy okazji niewinne osoby.
Ja wiem, że czasem tak jest, że nie wszystko jest wiadome a dla ochrony swojej i obywateli trzeba zrobić coś niż nic nie robić. Ale może by tak więcej pieniędzy wydawać na sprzęt do rozpoznania niż na nowe strzelby? A gdy już się popełni błąd, który skutkuje śmiercią niewinnej osoby czy kalectwem niewinnego człowieka z winy policjantów to cała policja powinna być skłonna do przeprosin. I ten, co strzelał i ten, co dowodził i ten, co w ministerstwie. A ja mam wrażenie, że jest często odwrotnie, jak tylko wyjdzie na jaw tragiczna w skutkach pomyłka to wszyscy działają tylko w jednym celu. Najpierw żeby to ukryć, potem żeby chronić mundurowych. I nikt nie pamięta o bólu tych, co stracili bliskich. Wszyscy chronią tych, co do pomyłki dopuścili a nikt nie chroni rodzin ofiar.
To są jakieś dziwnie zachwiane proporcje. Gdy ofiara strzelaniny z Poznania, która do końca życia będzie kaleka mówi, że nikt jej za pomyłkę nie przeprosił. A człowiek, do którego o szóstej rano wpadli anty-terroryści w kominiarkach i potraktowali go jak groźnego przestępcę. Uderzyli, powalili na podłogę, zakuli w kajdanki też nie doczekał się przeprosin a co ciekawsze jego pobicie było przez funkcjonariuszy bagatelizowane i wyśmiewane.
Ostatnio jak widzę patrol policji to, choć nie mam nic na sumieniu to jakoś mi tak dziwnie. Bo nie mam gwarancji, że coś tam się panom w kominiarkach może przywidzieć i stanę się w ich oczach podobny do znanego przestępcy i już do domu nie wrócę. Jest strach a powinno być zaufanie.
