Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Wojny nie będzie, więc schrony do likwidacji

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

  

 

W moim prowincjonalnym mieście już nikt nie spodziewa się wojny. A nawet jakby w przyszłości nad miastem pojawiły się wrogie bombowce to i tak nie starczyłoby już miejsca w schronach dla ludności cywilnej. Nie ma w ludziach strachu i poczucia zagrożenia wojną. I niech pokój trwa wiecznie. Bo w wypadku wojny czy ataku terrorystycznego nie ma, co liczyć na ratunek w schronach. Bo te nieliczne, co jeszcze zostały właśnie są zgodnie z prawem likwidowane. Czego ewidentnym przekładem jest wyburzenie, przez jedną ze wspólnot mieszkaniowych mojego miasta, betonowej budki z czerpnią powietrza do schronu przeciwlotniczego. Znajdowała się ona do niedawna na trawniku obok bloku, w którym usytuowany jest tenże schron. A teraz pozostał tam tylko gruz i kawały betonu.

 

W piwnicach wielu budynków mieszkalnych w moim mieście znajdują się schrony powstałe głównie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Są to pomieszczenia przystosowane tylko do używania, jako schrony na wypadek wojny. Obecnie są one wykorzystywane głównie do celów cywilnych. Niekiedy schrony przeznacza się nieformalnie na dodatkowe piwnice, pralnie, przechowalnie, suszarnie, miejsce na wózki i tym podobne.

 

Nie są to bunkry, które znamy z filmów wojennych. Nie ma tam wind ani wielkich pancernych drzwi. Nie ma betonowych przypór z otworami strzelniczymi. Były one budowane, jako miejsca schronienia dla ludności cywilnej. Najczęściej są to pomieszczenia napowietrzane wentylatorem napędzanym zarówno silnikiem elektrycznym jak i korbą. Tylko w nielicznych jednak przypadkach do naszych czasów pozostały tam silniki elektryczne. W schronie znajduje się węzeł sanitarny i magazynek. Oraz oczywiści główne pomieszczenie o powierzchni około 30 metrów kwadratowych. Do tego schronu usytuowanego w piwnicy bloku prowadziły ciężkie drzwi ze zbrojonego betonu. Na wypadek uszkodzenie tego wyjścia zawsze było zapasowe wyjście kanałem z czerpnią powietrza, która zawsze stała w pewnej odległości od bloku, pod którym znajdował się schron. To te charakterystyczne budki na trawnikach starszych osiedli, których nie można już spotkać w nowszych dzielnicach miast. (foto.)

 

I właśnie taką betonową wiatę z kanałem ewakuacyjno – wentylacyjnym prowadzącym do schronu wyburzono na jednym z osiedli mojego miasta. Dzielni chłopcy młotami pneumatycznymi w kilka dni usunęli to, co miało przetrwać wrogie bombardowanie. I jak przepuszczam wykonano to zgodnie z prawem, bo jak poinformował mnie urzędnik, któremu chciałem donieść o tym incydencie spodziewając się nielegalności takich działań taką betonową osłonę kanału wentylacyjnego można rozebrać w pełni legalnie.

 

W wydziale zarządzania kryzysowego, ochrony ludności i spraw obronnych Urzędu Miejskiego mojego prowincjonalnego miasta urzędnik poinformował mnie mylnie biorąc mnie za kogoś ze wspólnoty mieszkaniowej, że wystarczy do nich napisać pismo, następnie oni przyjdą stwierdzą pełna dewastacje schronu oraz wietrzni. Następnie wykreślą schron z ewidencji i już mogę sobie wyburzać. Jakie to proste.  Co prawda powinienem dla przyzwoitości pozostawić kratkę nad tym kanałem wentylacyjnym, ale chyba każdy rozumie, że ktoś projektował te betonowe osłony w jakimś konkretnym celu i ta kratka, co to ja powinienem ją zostawić nie spełni wymagań wietrzni schronu przeciwlotniczego. A ja głupi myślałem, że komuś naprawdę zależy na utrzymaniu tych schronów w stanie należytym na wypadek wojny. Jak widać srodze się myliłem.

 

W odpowiedzi podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji na interpelację poselską nr 7606 w sprawie stanu technicznego schronów i innych instalacji oraz urządzeń mających służyć obronie cywilnej możemy przeczytać, że: (…) w Polsce w latach 2002-2003. (…) na terenie kraju znajdowało się 14 360 budowli ochronnych, których pojemność wynosiła 1 609 550 miejsc ochronnych. Z ogólnej liczby budowli 6908 stanowiły schrony. Otóż informuje uprzejmie pana podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Antoniego Podolskiego, który jest autorem tej odpowiedzi, że może sobie spokojnie wykreślić z liczby schronów przynajmniej tej jeden, który był w moim prowincjonalnym mieście. Oraz odpowiednio pomniejszyć liczbę obywateli, którzy znaleźliby w nim schronienie w czasie działań wojennych.