To poranne bicie dzwonów…
Obudziłem się dziś, a właściwie zostałem brutalnie obudzony o świecie biciem dzwonów kościelnych… Ich bummm, bummm, bummm… zwielokrotnione moją wyobraźnią rozsadzało mi głowę. Jakby w połowie jeszcze we śnie, a tylko w połowie na jawie widziałem siebie skulonego pod wielkim dzwonem na kościelnej dzwonnicy, ale jednocześnie świadomością szukałem potwierdzenia gdzie to się znajduję i dlaczego u licha nie w domu, w którym dzwony nie są takie donośne. Chwilę mi zajęło nim zrozumiałem i przypomniałem sobie, że postanowiłem zostać na noc u znajomych, którzy za sąsiadów przez ulicę mają katolicki kościół z dzwonnicą.
To wycie syren i ranne bicie dzwonów, to najpiękniejsze odgłosy tego domu…zacytowałem za Bohdanem Smoleniem, gdy siadaliśmy do śniadania i tym samym wywołałem teologiczno- społeczno – obyczajową dyskusję nad sensem kościelnego dzwonienia o szóstej rano. Grono moich przyjaciół szybko podzieliło się na dwa przeciwstawne obozy, przy czym ja starałem się zachować neutralność obracając spór o poranne dzwony w żart. Jednak nic to nie dało, bo dla dyskutantów z obu obozów było już za późno. Pochłonął ich odwieczny spór o poranne koncerty na kościelne dzwony.
Ja zgodnie z logiką zawartą w piosence Smolenia, że: Przez osiem godzin wylegiwania się w pierzynach już dość, Więc skąd ta poranna złość? Starałem się przywołać do dyskusji wiekową tradycję porannego bicia w dzwony. Bo to już przecież papież Sabinian w pierwszych latach VII wieku wprowadził je do kościołów, i tę głośną, poranną funkcję pełnią do dzisiaj – zapewniałem. Jednak moje słowa stały się tylko argumentem dla tych, którzy ukochali te poranne koncerty. Moja przyjaciółka w inkwizycyjnym tonie wygłosiła słowa o dźwięku dzwonów, które zrosły się z naszą polską kulturą i towarzyszą nie tylko nam Polakom, ale i całej chrześcijańskiej Europie od średniowiecza. Mówiła o tym, że dzwonem kościelnym wzywa się lud chrześcijański na nabożeństwa od wschodu aż po zachód słońca. Że to odwieczna tradycja. – Dzwon kościelny odzywa się też na trwogę, gdy trzeba ludzi zwołać do gaszenia pożarów czy ostrzec przed napadem nieprzyjacielskim – dodała. Ale gdy wniosła się na wyżyny mowy obronnej w intencji dzwonów porannych mówiąc, że: służył on też to rozpędzenia chmur gradowych – zrozumieliśmy my, a nawet ona, że trochę przesadziła.
I na to mój znajomy, co dziwniejsze nie ten, co to mu te dzwony towarzyszą po sąsiedzku wygłosił pogadankę o tym, jaką to codzienną pobudkę funduje mu kościół o szóstej rano nie zwracając uwagi czy jest to poniedziałek, wtorek, ( …), sobota czy niedziela. Wspomniał też o tym, że nawet wieczorem niedane mu jest wypocząć, bo po dwudziestej pierwszej też ma wymuszoną możliwość wysłuchania koncertu na kościelne dzwony. Widać, że mój znajomy zbadał dogłębnie problem, bo wiedział na przykład to, że granica dopuszczalnej głośności między innymi dzwonów kościelnych, w czasie dnia, w miastach powyżej stu tysięcy mieszkańców wynosi 55 dB. Na koniec zadał ogółowi pytanie, do kogo ma się zgłosić, aby złożyć skargę na poczynania kościoła tyle, że dyskretnie, bo nie chciałby wyjść na satanistę, ateistę, czy innego odmieńca nieszanującego odwiecznych uświęconych wiekową tradycją praw wiary przodków.
Przypomniałem sobie wtedy artykuł, który czytałem jakiś rok temu z włoskiego dziennik La Repubblica o kilkuset tysięcznym odszkodowaniu za zbyt głośne i częste bicie kościelnych dzwonów, które musiała zapłacić parafia z okolic Genui na północy Włoch pewnej nauczycielce. Może sąd to jest wyjście dla mojego przyjaciela, choć raczej nie jest to ciche rozwiązanie jego problemów. Taki sądowy proces w Polsce na pewno skazałby mojego znajomego na ciągłe występy w rządnych sensacji mediach i już po dyskrecji i prywatności. Jednocześnie przypomniałem sobie, że tej włoszce z artykułu walka z jej parafią w sprawie dzwonów zajęła dwadzieścia trzy lata, więc znając nasz polski wymiar sprawiedliwości u nas trwałoby to dosłownie wieczorność.
Ale chyba właśnie na cierpliwość trzeba liczyć w sporach z kościołem o rzeczy wydawałoby się nam oczywiste. Pamiętać należy, że w 1965 roku kościół rzymskokatolicki unieważnił potępienie Galileusza i dla katolików do tego czasu ziemia stała płaska. A na samo przekonanie się kościoła do tego, że nasza planeta krąży wokół słońca oraz na rehabilitację Galileusza katolicy potrzebowali trzystu pięćdziesięciu dziewięciu lat. Więc w sprawie porannych dzwonów jeszcze nie wszystko stracone… Trzeba po prostu poczekać.
