Pączek ze słoninką i kieliszeczkiem wódeczki
Według statystyk przeciętny Polak w tłusty czwartek zjada dwa i pół pączka. Dzięki narodowemu dniu obżarstwa cukiernicy całkiem nieźle zarabiają na tej polskiej tradycji ludowej. Ja też nie mogłem tego uniknąć. Jak tylko zjawiłem się w biurze już na mnie czekały te lukrowane i z posypką, bomby kaloryczne. Piękne, napuchnięte, brązowo – złote, błyszczące od lukru, obficie udekorowane skórką pomarańczową. Ledwo usiadłem przy biurku, nie zdążyłem jeszcze otworzyć laptopa, a już wjechał mi pod nos pierwszy pączek dostarczony przez miłą koleżankę. – Ja już zjadłam – oświadczyła – Teraz ty. – Ale ja nie mogę – starałem się podjąć, skazaną z góry na przegraną, walkę o nie jedzenie tego dnia kalorycznej bomby z opóźnionym zapłonem. – Masz zjeść – padł rozkaz, dla każdego przewidziane są dwa – moja pączkowa dręczycielka uzyskała wsparcie z ust koleżanki. Wiedziałem już, że z tradycją nie wygram. Tak to trafił do moich trzewi pierwszy z licznych tego dnia pączkowych prześladowców mojej, i tak dość zaokrąglającej się tu i ówdzie sylwetki.
Ale co zrobić. Taka wiekowa tradycja. Ona zobowiązuje. Wiernych tradycji obżerania się jest w Polsce wielu. A i handlowcy robią wszystko żeby dostarczyć wszystkim spragnionym doznań tradycyjnego napychania się pączkami. Jedna z brytyjskich sieci handlowych działających w naszym kraju planuje, że ponad dwa miliony pączków w tłusty czwartek kupią ich klienci w całej Polsce. A to przecież tylko jedna z sieci marketów. A przecież inne nie chcą być gorsze od konkurenta. Więc może padną jakieś rekordy? A przecież to nie wszystko. Mniejsze cukiernie i sklepy też nie chcą pozostać w tyle w produkcji tych słodkości. Wszyscy faszerują nas tego dnia pączkami. W imię odwiecznej tradycji oczywiście. A przecież to nie pierwsi Słowianie, którzy u zarania naszej państwowości przeszli na chrześcijaństwo wymyślili paczki. Znawcy tematu dowodzą, że pochodzi on z kuchni arabskiej. Choć nie brakuje takich, co doszukują się pierwowzoru pączka w starożytnym Rzymie. Skłonny jestem nawet przyznać im rację, w końcu Rzymianie jak nikt inny potrafili się nieźle zabawić.
Ja tam za słodkim nie przepadam, więc jestem za powrotem do polskiej tradycji, jeśli chodzi o pączki. W wiekach dawnych, jak właśnie wyczytałem w internecie, lud nadwiślany zwał pączki blinami lub babałuchami. I choć w niewielkim tylko stopniu przypominały te dzisiejsze wyroby cukiernicze, jestem skłonny uznać je za pierwowzór narodowej tradycji tłustoczwartkowego obżarstwa. No i miały te starożytne polskie pączki jedną podstawową zaletę. Dla mnie bardzo ważną. Smażono je, bowiem na smalcu. A robione były z ciasta chlebowego nadziewanego obficie słoniną, boczkiem lub mięsem. A na koniec najważniejsze. Takie mięsno – tłuste frykasy zapijano tego dnia obficie wódeczką. I to bez przypisanej pijaństwu kary boskiej. Bo przecież tradycyjny tłusty czwartek anulował grzech. Czy nie warto, więc powrócić do tradycji przodków i przestać się faszerować tym słodkim substytutem? Niech żyją paczki ze boczkiem podawane z kieliszeczkiem wódeczki! I państwowy budżet by skorzystał, bo gorzałka przecież obłożona znaczną akcyzą. I wielu zadowolonych by przybyło tego dnia, bo jak wiadomo powszechnie: życie na trzeźwo jest nie do przyjęcia. I te mięsne pączki zgodne by były z linią programową. Jak wyczytałem w prasie lokalnej, dziś właśnie, ruszyła wielka ogólnopolska kampania wędliniarzy i masarzy. Z pomocą Unii Europejskiej będą oni nas Polaków namawiać abyśmy jedli więcej mięsa. Czyli ze swoim postulatem powrotu do tradycyjnego pączka wstrzeliłem się idealnie.
Takie mnie właśnie naszły przemyślenia, gdy znów wmuszano we mnie kolejnego biurowego pączka z lukrem, z przydziału. Ja tam jestem za tradycyjnym obchodzeniem tych świąt, a nie za jakimś nowym mieszczańskim zwyczajem lukrowanych ciastko-podobnych wyrobów. Czas najwyższy wrócić do korzeni. Niech to będzie mój postulat odnowy wiekowych tradycji narodu. Precz z słodkimi dziwactwami! Niech powrócą do łask nasze, stare ludowe zwyczaje. Niech znów na przednówku na polskich stołach króluje mięsiwo suto zakrapiane wódeczką. Dość słodzenia aż do niestrawności. Niech tłusty czwartek, ten ostatni czwartek przed wielkim postem, znów jak za dawnych lat będzie tradycyjnie dozwolonym dniem obżarstwa i opilstwa.
