Lokalna prasa mojego prowincjonalnego miasta opisała ostatnio przygodę pewnego obywatela, który został pouczony przez urzędnika państwowego, że podstawowe zasady przebywania w państwowym urzędzie są takie, że jak się staje przed urzędnikiem w jego gabinecie, to należy niezwłocznie zdjąć czapkę. Bo petent w czapce nie okazuje należytego szacunku organom państwowym. A to przecież nie obora, tylko ważny budynek użyteczności publicznej i trzeba umieć się tam zachować. A właściwym zachowaniem dla petenta jak widać w mniemaniu urzędników jest stanie przed nimi na baczność i miętoszenie czapki w rękach. Szacunek musi być! Ja bym jeszcze dorzucił pokłony, tak po staropolsku, czapką do ziemi. A może, dla podkreślenia ważności gabinetów, budynków i samych urzędników wprowadzony będzie jakiś regulamin zachowania się petenta podczas wizyt, w magistracie na przykład. Bo nie od dziś wiadomo, że lud u nas ciemny i bez wyraźnych instrukcji na salonach urzędniczych się gubi. Potem taki ciemniak z ulicy w czapce na głowie włazi do gabinetu i to Jaśnie Oświeconym Paniom i Panom na urzędach osadzonym nie licuje z powagą państwa i jego przedstawicieli.
Trzeba przyznać, że taka sytuacja jasno to pokazuje, kto tu jest, dla kogo. I gdzie, kogo jest miejsce w szeregu. Jest Pan urzędnik i jest stojący przed nim i miętoszący w rękach czapkę zatroskany, niepewny swego losu petent. To my żyjemy dla państwa. Dla niego istniejemy. I czas już zapomnieć, że jest czy nawet będzie kiedyś inaczej. A jak cham i prostak nie potrafi się zachować przed urzędniczym majestatem to urzędnik pouczył petenta odwiedzającego dostojne gabinety, że nie można i nie wypada tak ładować się do urzędu w czapce na głowie. Trzeba lud ciemny wychowywać w szacunku do władzy. Tym bardziej, że przecież tam w urzędniczych gabinetach na ścianach wisi godło państwowe i krzyż. Ten ostatni pewnie dla podkreślenia, że wszelka władza pochodzi od Boga. Więc teraz to już w pokłonach i z szacunkiem w urzędnicze progi. Czapki z głów ciemny narodzie przed majestatem państwowego urzędu!
Zima w pełni, więc i zimno pewnie człowiekowi było. Więc te papachę na głowie miał pan z tej opowieści jak się do urzędu wybrał. Wszedł on i jak zapewnia dziennikarzy z gazety, nie zdążył nic powiedzieć, a już usłyszał od Pana na urzędzie: proszę zdjąć czapkę! A gdy odpowiedział, że on, ten urzędnik, nie od tego jest, aby mu zwracać uwagę, usłyszał, że nie zostanie obsłużony, gdy czapki nie zdejmie z głowy. Zapewne, dlatego że petent w czapce naciągniętej na uszy szacunku nie okazuje właściwego. Gdy się odwołał nasz obywatel do wyższej instancji, to też zrozumienia tam nie znalazł. Okazało się, że przełożony urzędnika i nauczyciel właściwych zachowań w jednej osobie, też głębokie ma przekonanie, że w nakryciu głowy człowiek w urzędzie przebywać nie może. Bo to budynek publiczny gdzie wisi godło, krzyż i obowiązuje kultura.
Czytałem nie tak dawno, już sam nie pamiętam gdzie, historię o tym jak pewien funkcjonariusz policji z kraju wyspiarskiego i europejskiego zarazem, który jest sikhem, w czasie służby nie chciał zrezygnować z noszenia charakterystycznego dla jego religii turbanu. Policjant ten następnie wygrał przed sądem sprawę o odszkodowanie z tytułu strat moralnych. Ciekawe, prawda? Nie chcę naszych urzędników szokować wielkością odszkodowania, jakie otrzymał policjant. Warto tylko wspomnieć, że sędzia, który rozstrzygał w tej sprawie uznał, że polecenie wydane Sinkhowi przez przełożonego, które brzmiało: Zdejmij to z głowy! naruszyło jego godność osobistą. Wskutek tego funkcjonariusz doznał znacznego urazu psychologicznego.
Podobna opowieść, a jakże inne rozwiązanie. Tu w moim prowincjonalnym polskim mieście przełożony aprobuje i pochwala wychowanie urzędnika, który poprzez słowa: proszę zdjąć czapkę! zdecydowanie narusza uczucia pana w czapce. Za to w innych europejskich krajach podobne zachowanie sądy określają, jako zranienie uczuć i przyznają odszkodowania. Tu i tu Europa, ale jakże inna kultura. Przecież polski urzędnik nie znał przyczyn, dla których pan chciał pozostać w nakryciu głowy w jego gabinecie. Może była to religia? Może względy zdrowotne? Przebyte choroby? Różnie mogło być, choć było inaczej. Najciekawsze, że pewnie i urzędnikowi w Polsce i sędziemu z zagranicy chodziło o lekcję dobrych obyczajów. Co kraj to obyczaj jak widać. Wybaczcie, ale ja już wolę tamte obyczaje.