Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Nie wierzę politykom z dzikiego kraju

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Witajcie w dzikim kraju! Przynajmniej, jeśli chodzi o polityczne oblicze naszej ojczyzny. Przez lata powtarzałem do znudzenia przy każdej okazji, że w świecie polityki panuje w naszym kraju istny kult ludźmierskich zasad politycznych. Te wieczne insynuacje, haki, czarne teczki, akta bezpieki, szafy pełne domniemanych i prawdziwych donosów. Agenci, podsłuch, prowokacje i tajne nagrania. Inwigilacje jednych polityków przez służby bezpieczeństwa, na wniosek i przy aprobacie innych polityków. Wieczne, wzajemne oskarżenia, że jeden kradł, a drugi planował oszustwa z biznesmenami.  I oczywiście żadnych dowodów tylko wieczne insynuacje. Wiecznie bulgoczący kocioł z naszą polityczną zupką. Jedni politycy w niej pływają, w charakterze przekąski medialnej, a inni politycy dokładają do ognia mieszając stale w kotle. 

 

Jak na stronicach Kordiana, mistrza Juliusza Słowackiego, czarownice i diabły mieszają w wielkim kotle, tak i na naszej współczesnej scenie politycznej znów pojawia się kocioł, z którego wyłaniają się po kolei stwarzani przez nas w wyborach polityczni przywódcy. Pojawiają się i znikają, bo jedni wygryzają drugich. Aż się prosi żeby na tej naszej politycznej scenie tak jak u Słowackiego, w końcu pojawili się aniołowie, którzy przepędzą zgromadzenie czarownic i diabłów. Za mocna analogia? Możliwe. Ale gdy piszę lub mówię o ohydztwie polityki, ja tylko, w swej skromnej osobie, to mogę być uznany za paranoika. Pogodziłem się z tym. Nie znam się na meandrach polityki, bo sam jej nigdy nie uprawiałem. Moje zdanie może się nie liczyć. Moja opinia może być niesprawiedliwa czy nawet krzywdząca dla świata polityki. Ale inaczej się sprawy mają, gdy o dzikości polskiej polityki wypowiada się ktoś, kto w niej działał aktywnie od dwudziestu przeszło lat. Kto jeszcze nie tak dawno stał na szczycie politycznej drabiny. Kto był ministrem rządu. Politykiem był i chyba jest nadal, po prostu. On jak nikt inny przecież zna się na politycznej kuchni.

– Jestem dowodem na to, że Polska jest w dalszym ciągu dzikim krajem – powiedział były minister sportu Mirosław Drzewiecki w rozmowie wyemitowanej w TVN24. Pewnie wie, co mówi skoro się tym od dwudziestu lat zajmuje. Skoro, jako minister był w rządzie tego dzikiego kraju. Więc jego słowa mają większą moc niż moje wieczne narzekanie na polityków. Powtórzę za Tiltem: nie wierzę politykom. To tylko słowa. Ale gdy Drzewiecki – jak mówi – gardzi polityką, to jego słowa są jak wystrzał z armaty. Gdy ja mówię, że w stosunku do obywatela, państwo zachowało stare popeerelowskie wzorce, to są to tylko słowa wynikające z moich przemyśleń i obserwacji. Nic więcej. Przecież nigdy nie widziałem państwa od środka. Nie byłem ministrem. Nie byłem politykiem. Więc co on tam wie – powie wielu. Ale gdy były minister mówi, że to, co się obecnie dzieje w Polsce jest obrzydliwe to, co ja mam o tym myśleć? On przecież ma większą wiedzę o moim państwie niż ja maluczki, szary obywatel.

– To mi przypomina zamierzchłe, stare czasy, kiedy można było powiedzieć – dajcie mi człowieka, a coś się na niego znajdzie – słyszę z ust byłego ministra. Czy mam się bać? Pewnie tak. Bo coś tu jest nie tak. Czy nic od dwudziestu lat w Polsce się nie zmieniło? Dajcie mi człowieka a znajdę na niego paragraf – zwykł mawiać żelazny Feliks Dzierżyński. Czy mam, uważać zważywszy na słowa byłego ministra polskiego rządu, że te mroczne czasy, w których na każdego można było spreparować dowolny materiał jeszcze nie minęły? A że już raz zacytowałem utwór Tiltu, to niech dalsze jego słowa będą przestrogą i zarazem zakończeniem moich dzisiejszych pesymistycznych rozważań wokół słów Mirosława Drzewieckiego.  We własnym domu trudno być prorokiem. Ale mówię to, co widzę ze swych okien. I nie chcę, was straszyć zobaczycie sami. Że najciekawsze dopiero przed nami.