A mury rosną czyli trzydzieści lat minęło
W moim szkolnym podręczniku była taka grafika, którą zapamiętałem do dziś. Trzech władców ówczesnego świata: caryca, władcy Prus oraz cesarz Austro – Węgier dzielą mapę Polski. Kołacz królewski – bo tak zatytułowana była ilustracja z książki do historii – był alegorią rozbioru Polski. Ten rysunek zapamiętany z dzieciństwa przypomniał mi się, gdy oglądałem telewizyjne doniesienia ze zjazdu Solidarności. Gdy tak słuchałem przemówień demokratycznie wybranych polityków i słyszałem gwizdy, gdy przysłuchiwałem się temu, co ma do powiedzenie lider opozycji, gdy widziałem wojnę a nie jedność, gdy widziałem walkę o polityczną o władzę, a nie walkę o prawa robotnika – to sam nie wiem, dlaczego miałem właśnie taki obraz przed oczyma. Może za bardzo dramatycznie mi się skojarzyło, ale nic na to nie poradzę, że jak widzę kilkunastu politykierów – bo nie polityków – rozrywających na strzępy flagę Solidarności, gdy słyszę jak wołając: to moje, moje, ja jestem spadkobiercą idei Solidarności – to mi się właśnie ta ilustracja ze szkolnego podręcznika przypomina. Bo ta polityczna pyskówka to nie dla lepszego ładu społecznego, nie dla dobra obywateli, nie dla dobra ludzi pracujących, ale dla politycznie małych celów jest tam uprawiana. To jest moje subiektywne zdanie, ale mam do tego prawo. Ja już tam nie widziałem niezależnego, samorządnego związku zawodowego, ale wiec przybudówki partyjnej. Tam walczono, mówiono i obrażano się wzajemnie dla żądzy władzy oraz z nienawiści dla tych, co myślą inaczej. Mało jest już tam w tym współczesnym związku tych, co krzyczą – opamiętajcie się – bo jak nawet ktoś ma odwagę to jest przez przewodniczącego związku uciszany.
Po przemowie prezesa prawnych i sprawiedliwych na zjeździe solidarności, na mównicę niespodziewanie weszła Henryka Krzywonos, legendarna działaczka Solidarności oraz sygnatariuszka Porozumień Sierpniowych. W emocjonalnym wystąpieniu zaapelowała o szacunek dla tych wszystkich, którzy wspólnie walczyli o wolność. Zwróciła się także bezpośrednio do smutnego i wiecznie niezadowolonego lidera opozycji z apelem, aby nie buntował przeciwko sobie ludzi. – Co sobie wywalczyliśmy? Gwizdy, brak szacunku dla innych – mówiła Henryka Krzywonos na komentarze do gwizdów, którymi część związkowców chciała przerwać wystąpienie premiera Tuska. Odniosłem wrażenie, ze Pani Henryka powiedziała dokładnie to, o czym wszyscy wiedzą od lat, ale jakoś nie bardzo chcieli się tego otwarcie przyznać. Nie ma już tamtej Solidarności. Ideały i marzenia ruchu społecznego, jakim w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia była Solidarność, zostały zaprzepaszczone. Nic albo prawie nic nie pozostało. I jeśli to mówię ja, to są to tylko moje słowa i może są nieuzasadnione, bo kim ja właściwie jestem. W tamtych latach byłem dzieckiem. Ale jeśli to mówi Henryka Krzywonos, osoba tak wyjątkowa, legendarna działaczka Solidarności, to ja jej słucham i popieram – bo jej słowa brzmią jak głos sumienia.
Mój kolega dziennikarz zapytał mnie, nie tak dawno zresztą, czy pamiętam, co robiłem trzydzieści lat temu w czasie sierpniowych strajków. Ja nie pamiętam. Ale pamiętam ten czas z opowiadań ojca czy matki. Gdy pytam dziś o tamten związek słyszę zawsze słowa o wielkiej nadziei na lepszy los ludzi pracujących. Czy po tym, co się wydarzyło w trzydziestą rocznicę sierpniowych strajków można mieć nadal nadzieję? Ja już przestałem ją mieć. Widzę tylko podziały i smutnego pana, który w swej chorobie władzy, pcha swych wyznawców do nienawistnych podziałów w myśl zasady, kto nie z nami ten nasz wróg. W dawnej Solidarności, w dawnym związku był robotnik i inżynier, partyjny i świecki, działacz katolickiego kościoła, był ten, co wierzył w wielkość Piłsudskiego i ten, co raczej zaczytywał się w dziełach Dmowskiego. A teraz? Teraz nie mogą ze sobą rozmawiać ludzie, którzy odwołują się razem to tej samej idei. Czym jest sarkastyczny uśmieszek posłanki Szczypińskiej podczas emocjonalnego przemówienia Henryki Krzywonos? No, czym jest zachowanie tej pani, jak nie przejawem ignorancji i pogardy dla tych, co ośmielają się myśleć i mówić inaczej.
Nie rozumiem tego, gdy przewodniczący współczesnej solidarności wbiega na mównicę, próbuje interweniować oraz przekonuje Henrykę Krzywonos do opuszczenia podium podczas jej wystąpienia. Całe szczęście, że jednak umożliwiono jej powiedzenie wszystkiego, co chciała przekazać zebranym do końca, bo jakby tego też nie można było zrobić to byłby to naprawdę tragiczny koniec idei. Czy to są ideały sierpnia, gdy przewodniczący solidarności stara się własnoręcznie uniemożliwić przemowę swej starszej i bardziej zasłużonej koleżanki? Jeśli tak dalej wyglądać będzie kończenie wojny polsko – polskiej przez pana prezesa prawych i sprawiedliwych, to będziemy musieli raczej zbudować nowy mur w kolejną rocznicę sierpnia. Mur dzielący Polskę na tę prawą i sprawiedliwą i na tę platformową. Bo chyba nie da się już zatrzymać nienawiści. Podzielmy, więc Polskę na pół. Niech stanie mur nienawiści i niezrozumienia, nietolerancji i wzajemnego obrażania się…niech stanie mur na Wiśle i nas podzieli… I to będzie spuścizna Solidarności… – Ten tramwaj dalej nie jedzie – rzuciła do pasażerów Henryka Krzywonos z kabiny motorniczego. Tak rozpoczął się strajk gdańskiej komunikacji w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym roku. I gdy teraz widzę to, co wyprawia się z Solidarnością… jak ten rozklekotany stary i połatany tramwaj zmarnowanej idei pędzi na oślep po torach politycznych zależności, cieszę się bardzo, że jedna Pani Henryka miała odwagę powiedzieć: Ten tramwaj dalej nie jedzie…
