Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Urzędnicza szczerość po zwolnieniu z pracy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 11

Taki zwyczajny, szary obywatel jak ja, dowiaduje się pikantnych szczegółów z pracy urzędu dopiero wtedy, gdy jakiś urzędnik wyleci z pracy. Po takim akcie wojny na szczytach władzy – biurokrata najczęściej się obraża na jawną niesprawiedliwość, co do swojej osoby – po czym zaczyna opowiadać o tym, czego był świadkiem podczas swojej pracy dla magistratu. Można dojść do wniosku, że to nawet dobrze, że od czasu do czasu jakiś człowiek zza burka zostanie zwolniony z pracy, bo dzięki takim działaniom zwykły obywatel miasta ma większą szansę dowiedzieć się szczegółów na temat działania aparatu administracji lokalnej. Tym, który tym razem pożegnał się ze stanowiskiem był komendant straży miejskiej. Jak można się było tego spodziewać, natychmiast po zwolnieniu ze stanowiska, poczuł ogromną potrzebę podzielenia się z dziennikarzami oraz z wszystkimi, którzy chcieli go słuchać, szczegółami na temat tego, co jego zdaniem źle się działo, podczas gdy on piastował magistrackie stanowisko. Ciekawe, że nigdy taka refleksja nie przychodzi do urzędnika jak jest on na stanowisku, ale prawie zawsze jak je opuszcza w sposób przyspieszony i nie w drodze awansu, a wprost przeciwnie.

 

Prawie dokładnie rok temu opisywałem na tym blogu, jak to strażnicy miejscy pilnowali na prośbę księdza biskupa porządku podczas pielgrzymki na Jasną Górę. A dziś dowiaduję się, że jednym z zarzutów, jakie stawia były komendant straży miejskiej prezydentowi mojego grodu jest to, że ten wykorzystywał religię do celów politycznych. Oczywiście nie miałem przekonania, że moja pisanina cokolwiek zmieni w mentalności miejskich urzędników, ale nie tylko ja o tym pisałem. Pisały też o tej sprawie lokalne media, więc było o tym naprawdę głośno. I co? I nic. Minął rok i były urzędnik twierdzi, że dwa razy z rzędu samochód służbowy straży miejskiej był wykorzystywany w pielgrzymkach. Podobno – według słów byłego komendanta – dla umotywowania potrzeby wysłania radiowozów na pielgrzymkę zamiast do patrolowania ulic prezydent podpierał się pismami od biskupów. Strażnicy szli w pielgrzymce, będąc na urlopach, a samochodu używali między innymi do przewożenia bagaży pielgrzymów. – Faktycznie, była prośba kurii, by wesprzeć pielgrzymkę, i wypożyczyliśmy samochód nieodpłatnie. Paliwo zaś organizatorzy sami zabezpieczali – tłumaczy sekretarz miasta i chyba nie widzi problemu. A problem jest, bo nie po to za publiczne pieniądze został zakupiony samochód dla strażników, aby uczestniczył on w imprezach religijnych i to poza granicami miasta.

 

Radiowóz straży miejskiej ma zdecydowanie służyć do zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom mojego miasta oraz powinien wspierać strażników w pełnieniu ich obowiązków. Nie jest on dyspozycyjnym pojazdem prezydenta i nie może być on wysyłany wszędzie tam, gdzie zaistnieje potrzeba zapewnienia transportu bagaży pielgrzymów. Straż miejska to nie wypożyczalnia samochodów. Po pierwsze nie powinno być ze strony kurii biskupiej takiej prośby o użyczenie samochodu służbowego strażników oraz nie powinno być na to zgody ze strony prezydenta miasta. Ekskomendant podał też inne przykłady wykorzystywania radiowozów do celów poza patrolowych. Podobno strażnicy jeździli na pogrzeby rodzin urzędników miejskich, nosili znicze i kwiaty. Proszę, jaka miejska nieodpłatna taksówka. Jakie to szczęście, że od czasu do czasu, ktoś kogoś w magistracie zwolni z pracy, bo przecież nigdy byśmy się nie dowiedzieli, że prezydent umarzał mandaty wydane przez strażników, choć nie było uchwały rady miejskiej. W lokalnym dodatku do Gazety Wyborczej można przeczytać o kolejnych zarzutach byłego komendanta wobec prezydenta miasta. Eksdowódca straży miejskiej skarżył się też, że nie słuchał go kierowca prezydenta. Z tego, co można wyczytać w GW, szofer prezydenta zatrzymał samochód w miejscu niedozwolonym, komendant miał go upomnieć, ale ten nie reagował. Do działania, czyli zmiany miejsca parkowania zmusił kierowcę dopiero telefon do wysokiego funkcjonariusza prawa i sprawiedliwości.

Jak się to czyta to ma się wrażenie, że są to zapiski z funkcjonowania prywatnej firmy, gdzie zły dyrektor prześladował podwładnego zmuszając go do wykonywania prac, które nie leżały w jego kompetencjach. Ale to nie prywatne przedsiębiorstwo, to urząd miejski! Czy normalne jest by samochód straży miejskiej był nieodpłatnie udostępniany do transportu bagaży? Czy to tylko przypadek, że prezydent unieważniał mandaty wydawane przez strażników? Odnoszę wrażenie, że jakby jeszcze zwolnić paru urzędników to ujawniliby oni jeszcze więcej pikantnych szczegółów z życia magistratu. Bo jak są na stanowiskach to nie mają jakoś ochoty to mówienia o tym, co widzą złego wokół siebie. To zwolnienie z pracy pcha ich najczęściej do szczerości.