Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Tea time po polsku

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Pamiętacie taki obraźliwy dla Polaków dowcip popularny w Niemczech: przyjedźcie do Polski wasz samochód już tam jest. W drodze rewanżu można teraz powiedzieć dowcipnisiom z zachodu: przyjeżdżajcie do Polski – fabryka, w której dotychczas pracowaliście teraz jest u nas. Prawie dwa lata temu premier naszego rządu prezentował Powrotnik, czyli porady dla emigrantów powracających do kraju. Pamiętam jak rozmawiałem wtedy z moim kolegą mieszkającym na stałe w Wielkiej Brytanii – który wyjechał tam w poszukiwaniu lepszego życia – o tym, że plan jest tylko planem, bo nic nie jest w stanie przekonać Polaków do powrotu na ojczyzny łono. – Jak już wyjechali i znaleźli pracę za granicą to już nie wrócą – przekonywał mnie. I miał słuszność. Niewielu było takich, wśród licznych moich znajomych, którzy osiedlili się za naszymi granicami, i których cokolwiek pchnęłoby do powrotu. – Wrócą Ci tylko, którzy nie znając języka nie znaleźli na zachodzie zatrudnienia i nie potrafią się odnaleźć w rzeczywistości panującej w Anglii czy Irlandii – słyszałem wielokrotnie on moich przyjaciół emigrantów. – Nie przyjechałem do Londynu kogokolwiek namawiać, żeby wrócił, czy został – mówił podczas swojej wizyty w Londynie dwa lata temu premier Donald Tusk. – Żyjemy w wolnej Europie. Polska i Wielka Brytania to wolny kraj. Będę spotykał się z wolnymi ludźmi, którzy sami podejmują wybory życiowe. I tak właśnie się stało. Wrócili nieliczni, bo wybrali wolności i stabilizację ekonomiczną. Ale chyba nikt, ani premier ani moi przyjaciele mieszkający za granicą nie przewidzieli jednego, że do powrotu mogą ich zmotywować lub nawet zmusić ekonomiczne wyliczenia brytyjskiego pracodawcy, który zdecyduje się przenieść produkcję swojej fabryki z Anglii do Polski.  To oczywiście tylko takie pojedyncze przypadki, ale wskazują jak wielka jest przepaść między kosztami produkcji u nas, a tymi na Wyspach Brytyjskich.

 

W dzisiejszych wiadomościach telewizyjnych usłyszałem, że związkowcy z angielskiej fabryki herbaty protestują przeciw planom przeniesienia części produkcji ich przedsiębiorstwa do Polski. – Mamy w pracy polskich kolegów, oni też nie chcą wracać do swojego kraju – denerwują się brytyjscy pracownicy. A nie jest to jakoś nikomu nieznana firma, lecz legendarny brytyjski producent herbaty – Twinings of London, – który produkuje herbatę na wyspach od ponad trzystu lat. Każdych, kto choć raz był w Wielkiej Brytanii wie, że to nie jest taki kraj jak nasz. Że jest tam zupełnie inaczej. Że nawet chodniki są tam inne. Więc nie dziwię się, że ci polscy koledzy z pracy brytyjskich związkowców, niespecjalnie są zainteresowani powrotem do ojczyzny. Pomijając już nawet zarobki, to standard życia robotnika tam i u nas w kraju, to dwie całkowicie inne sprawy. Słuchając o tym wydarzeniu doznawałem ambiwalentnych uczuć. Z jednej strony to przecież dobrze, że do Polski trafi obcy kapitał. Ale źle dla załogi producenta herbaty, bo ta ekonomiczna kalkulacja brytyjskiego pracodawcy oczywiście będzie się wiązać ze zwolnieniami pracowników brytyjskich. Z jednej strony popołudniowa herbata podawana około godziny siedemnastej to brytyjska tradycja, którą celebruje się codziennie w domach czy herbaciarniach. To miło, że tak znana marka herbaty będzie teraz produkowana w Polsce. Może teraz i my będziemy wzorem Anglików robić sobie przerwę na tea time?

 

Część brytyjskiej załogi dostała od swojego pracodawcy ofertę wyjazdu do Polski w celu szkolenia polskich pracowników w procesie produkcji herbaty. Czy to początek wielkiej fali emigracji Anglików, którzy podążając za swoją firmą przeniosą się do Polski? Taka wymiana mieszkańców Wielkiej Brytanii na Polaków. My przez całe lata jechaliśmy do nich za pracą, teraz oni przyjadą do nas, bo tu są ich firmy. Ciekawe jak jedna decyzja podyktowana chęcią zwiększenia zysków firmy może zmienić losy setek pracowników. Oczywiście taka pojedyncza decyzja podyktowana chciwością pracodawcy niewiele zmieni. Ale pokazuje jak bardzo jesteśmy uzależnieni od właścicieli fabryk, firm czy przedsiębiorstw. Słyszałem, ze Polacy to najbardziej mobilny naród w Europie. Możliwe, ale nikt, albo może nieliczni wyjechali z Polski z własnej nieprzymuszonej ekonomicznymi względami woli. Czasem czuje się, ze współczesny europejski robotnik jest jak dodatek do maszyn, które można stawiać jak pionki na szachownicy w wielkiej grze o największą zyskowność. A co do Poradnika dla powracających, o którym pisałem na początku. Może teraz czas pomyśleć o poradniku dla tych, co przyjadą do nas podążając w ślad za swą firmą.