Wódz a za Wodzem – nic!
Aby prowadzić w Polsce auto trzeba być najzupełniej trzeźwym. Nie wolno pić alkoholu nawet tego z akcyzą. Zakazane jest zażywanie narkotyków. Nie wolno odurzać się innymi zakazanymi substancjami. Nie wolno brać silnych leków, które wpływają na psychikę. Ogólnie trzeba być w pełni świadomym by zasiąść za kierownicą samochodu. Bo takie jest w Polsce prawo. – I słusznie! – jakby powiedział mój znajomy. Bo przecież niebezpieczne i tragiczne w skutkach może być prowadzenie pojazdów mechanicznych pod wpływem. Każdy to wie. Nie każdy się stosuje do tych zasad, ale wiadomo tak to już jest. Żeby prowadzić pojazd mechaniczny trzeba być trzeźwym. To znaczy nie wolno być zamroczonym nawet lekami. Okazuje się jednak, że będąc pod wpływem bardzo silnych leków uspokajających można przewodzić największej partii opozycyjnej w naszej krainie cudów i dziwów. Ba, można nawet kandydować w wyborach na najwyższy urząd w państwie. Tam zamroczenie i niekontrolowanie sytuacji we własnym sztabie wyborczym jest całkowicie dopuszczalne. – Musiałem brać bardzo silne leki uspokajające, co też miało swoje skutki. Ja nigdy w życiu przedtem żadnych takich leków nie brałem, w związku z tym zadziałały na mnie bardzo silnie – mówił wielki przywódca dodając, że podczas wyborów odegrał rolę, którą dla niego wymyślono. Czyli był marionetką całkowicie skazaną na wolę innych, bo przez leki siebie i innych nie kontrolował? To bardzo ważne wyznanie, bo pokazujące, że w Polsce bardzo prawdopodobny mógłby stać się wybór na prezydenta człowieka, który do końca nie zdawał sobie sprawy z własnych czynów i słów. Mogę zrozumieć powody, dla których ktoś bierze takie leki. A nawet mu współczuć. Ale nie mogę zrozumieć jak zażywanie leków, po których traci się kontrolę z rzeczywistością może stać się wytłumaczeniem dla przegranej w wyborach. Czyli okazało się, że cała kampania prezydencka prezesa była fałszywa, bo on był na psychotropach i nie za bardzo wiedział, co mówi i czyni. Jaką ja, – jako wyborca – mam gwarancję, że to, co słyszę z ust polityka jest jego linią programową, której mam zaufać, a nie są to tylko słowa, na które mają wpływ silne substancje medyczne? Jaką ja mam gwarancję, że przez tego polityka nie przemawiają „ bardzo silne leki uspokajające”?
Gdy dziecko mojej znajomej coś spsoci to zawsze stara się udowodnić, że nie ono jest winne. Powtarza z uporem, że za te złe czyny odpowiada ktoś inny. W myśl zasady: to nie ja – to ktoś inny. To nie ja to zrobiłem – to koledzy mnie namówili. Ja jestem grzeczny… A to koledzy – ci inni – są źli i niegrzeczni i wszystkiemu winni. To właśnie przypomina mi się jak dziś słyszę słowa prezesa prawych i sprawiedliwy, które mają wyjaśnić nam porażkę jego ugrupowania w wyborach prezydenckich. Co jeszcze mi się przypomina jak słyszę takie słowa? Przypominają mi się słowa piosenki zespołu kabaretowego Trzeci Oddech Kaczuchy. Pomijam już oczywistą analogię do samej nazwy grupy, bo to mierne… ale jest taki ich utwór pod tytułem Wódz, a właściwie poprawnie powinno się mówić o tytule To ja Manitou – bo tak zarejestrowana jest ta piosenka w ZAIKS-ie. – Witali, wołali, wołali, witali; Kwiaty, krawaty, pompa i puc; Lakierki, szpalerki, miliony ton stali; Wrzaski, oklaski, Pan Prezes Pan Wódz. – Tak brzmią pierwsze słowa piosenki. I czy nie ma w nich podobieństwa do naszej obecnej sytuacji? Czy tego nie znamy? Dalej jest jeszcze lepiej: Kwiaty dla niego, przemowy dla czerni; Wódz a za Wodzem wierni. Tu też jest podobnie albo może raczej było podczas kampanii wyborczej wielkiego wodza prawych i sprawiedliwych a za nim wierni. Ale teraz okazało się, że ci, co byli Wierni to znów nie tacy wierni się okazali. I już ich nie ma w świcie wielkiego wodza. Popadli w niełaskę. Bo ktoś winny przegranej być musi, ale nigdy nie wódz. Szef prawych i sprawiedliwych stwierdził nawet, iż myślał, że pewna pani była jedynie twarzą kampanii, bo jest rzeczywiście wyjątkowo urocza, ale decyzji to już podejmować nie powinna.
