Monthly Archives

13 Articles

dziennik pesymistyczny

Grubas z plakatu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

W zatłoczonym o poranku autobusie komunikacji miejskiej, stoję za fotelem, na którym siedzą dwie panie. Przed pojazdem, który zatrzymał się na przystanku stoi autobus. Przez przednią szybę doskonale widać wielką reklamę, która zdobi – jak się za chwilę miało okazać, to tylko moja subiektywna opinia – tył poprzedzającego nas pojazdu. Obie kobiety wpatrują się w reklamę, bo i tak przez wielka szybę nic innego w tej chwili nie widać. Nagle jedna zaczyna znacząco prychać i kręcić głową. Tak, to właśnie jest tak chwila, w której zawsze czuję, że ktoś zaraz, za chwileczkę zapragnie podzielić się z otoczeniem swym spostrzeżeniem. Wiedziałem, ze pani się zbiera w sobie, aby coś skomentować, ale jeszcze nie wiedziałem, co wzbudziło w pani chęć podzielenia się swymi przemyśleniami ze współpasażerami.  – Zaraz coś powie – pomyślałem i nie pomyliłem się.  – Że też oni musieli powiesić na tym autobusie takiego byka z tyłu – powiedziała i już wiedziałem, że wywód kobiety będzie dotyczył reklamy. – Żeby to jeszcze, co ładnego, ale nie takiego byka nalanego dali – dodała. Spojrzałem i ja przez przednią szybę autobusu. Na tyle pojazdu, który właśnie ruszał z przystanku zobaczyłem wielką reklamę pewnego banku.  Przyznam, że szukałem tam wielkiego byka, zwierzęcia, że tak powiem, a zobaczyłem zawodnika sumo ustawionego w blokach startowych szykującego się tak jakby do biegu. – Takiego grubasa dali na tym zdjęciu, wielkie to i tłuste.. ani ładne to, po co takiego grubasa umieszczać na autobusie – pani dokładnie osądziła reklamę banku.  Myślałem, że nikt nie podejmie dyskusji, ale myliłem się. – Szanowna pani się myli – powiedział uprzejmie jegomość w kapeluszu i z parasolem w dłoni – on jest taki gruby nie bez powodu… – Ależ panie, przecie widać, że to spaślak – wtrąciła mu się w wypowiedź kobieta. – Właśnie mówię, że on gruby nie bez powodu – kontynuował pan starszy – on jest zawodnikiem sumo… pani wie… taka sztuka walki… w telewizji pokazywali… jest taki gruby żeby trudniej go było przenieść. – Eeeee, co też pan mówisz – pani najwidoczniej nie dowierzała. – Tak, naprawdę, ten pan ma rację to zawodnik sumo – wtrąciła się trzydziestoparoletnia kobieta. – oni nieźle zarabiają i w Japonii są prawdziwymi gwiazdami – dodała. – Eeee, co żeś pani… taki grubas – pani nadal nie była przekonana. Nasz autobus, co przestanek stawał za swym poprzednikiem, a oczom dyskutantów na nowo ukazywała się wielgachna postać zawodnika sumo. – Po co to takie dawać na autach… ani to ładne ani potrzebne – sąsiadka głównej dyskutantki postanowiła też powiedzieć kilka słów.  – Jak się, kto chce czegoś dowiedzieć albo znaleźć to i tak znajdzie – dopowiedziała. –  Pewnie – potwierdziło kilka głosów. No i na tym ocena reklamy w zasadzie się zakończyła, bo panie wysiadły na swoim przestanku a nikt wątku nie kontynuował.  Ciekawi mnie jedno – czego właściwie spodziewali się twórcy reklamy? Pewnie nie dyskusji nad elementem graficznym? Pewnie jak każda reklama, tak i ta miała do czegoś zachęcać. Ale tym razem się nie udało… panie skupiły się na grubasie… może to nie był target tego banku? A może ktoś przesadził? A właśnie, jakiego banku była to reklama? Dziwne, ale nie zapamiętałem.

 

dziennik pesymistyczny

Hańba! Bydło! Sodoma!

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Trafnie zauważyli dziennikarze jednego z portali informacyjnych. Narodziła nam się nowa świecka tradycja. Jak co roku, także i w tym, grupka osób na Warszawskich Powązkach podczas obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego znów postanowiła zamanifestować swoje przekonania polityczne. Choć w zasadzie trzeba to nazwać brakiem kultury i taktu. Nie przeszkadzało im miejsce, w którym się znajdowali. Nie miał znaczenia powód, w jakim zgromadzili się tam przedstawiciele władz naszego kraju. Oni tam przyszli pokazać, że są, że czuwają i nikt nie ma prawa tam być oprócz tych, których oni w swej łaskawości wielce zaakceptują. Nieważne prośby i apele o zachowanie powagi. Ci ludzie wiedzą swoje, mają swoją prawdę i nikt, absolutnie nikt niczego nie może im czegokolwiek nakazać albo zabronić. I choć w większości – ludzie ci – czują się zniewoleni przez ówczesny rząd, kneblowani i pomijani, to przy takich okazjach nagle dostają skrzydeł, zrzucają kneble oraz kajdany zniewolenia i nic ich już nie powstrzymuje. Zdecydowanie to nasza nowa, doroczna tradycja. Gdy tylko na miejscu uroczystości na Warszawskich Powązkach pojawili się politycy prawi i sprawiedliwi – w mniemaniu własnym oraz grupki sympatyków – ci ostatni tak bardzo zapragnęli okazać im swą przychylność, że nie wytrzymali. Rączki ich tak świerzbiły, że nie mogli… No musieli klaskać i już. Ja się zastanawiam nad jednym. Może ja się na tym nie znam. Ale jakoś tak cmentarz nie pasuje mi do oklasków. Ja rozumiem teatr, nawet ten polityczny, ale są miejsca gdzie brawa za występ, nawet najlepszy, nie przystają. Ale co ja tam się znam… kim ja jestem żeby pouczać prawych i sprawiedliwych, co to nie na jednym już cmentarzu byli i nie pod jednym krzyżem stali.  Tam gdzie brawa tam i aktor.  I jak widać po braku reakcji ze strony artystów z prezesem na czele, im oklaski nie przeszkadzały. Ale jak to mówi mój znajomy: każdy jest inny i każdy jest inaczej wychowany. Tradycją uroczystości rocznicy Powstania Warszawskiego jest też to, że jak tylko pojawią się tam przedstawiciele partii rządzącej od razu brawa zastępują gwizdy, buczenie i wyzwiska. – Hańba! Bydło! Sodoma! – krzyczała grupa ludzi, gdy do pomnika Gloria Victis zbliżał się premier Donald Tusk oraz Władysław Bartoszewski. Zastanawiam się, co tymi ludźmi kieruje? Bo przecież nie rozum. Ja wiem, gdy nie lubię jakiegoś polityka, to mogę coś nawet do niego zawołać jak go spotkam na wiecu wyborczym czy na ulicy. Ale na wszystko jest miejsce i czas. Dla mnie zdecydowanie warszawskie Powązki nie są takim miejscem. I jeszcze jedno. Jestem teraz w domu, jest dzień po uroczystościach. Więc teraz mogę. I z tego miejsca piszę do tych ludzi od oklasków, buczenia i okrzyków… zachowaliście się haniebnie! Jak bydło! No, po prostu Sodoma!

 

dziennik pesymistyczny

Skrzyżowanie nonsensu i głupoty

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 16

– Panie, niech pan tak w to nie wali, to nic nie da… wystarczy raz dotknąć i już – instruowała pewna pani starszego mężczyznę, który w nerwach uderzał w przycisk zainstalowany w celu wymuszenia zielonego światła na przejściu dla pieszych.  – Pani kochana, ja już trzeci raz stoję… spieszy mi się… kto to widział, żeby tak w koło ganiać ludzi – tłumaczył się jegomość wygrażając laską zapewne tym, którzy odpowiedzialni byli za to jego trzykrotne oczekiwanie na zmianę świateł. – Na cholerę, za każdym razem czekam na światłach i czas tracę – dodał w nerwach.  – Fakt, to jacyś niezwykle utalentowaniu ludzie musieli wymyślić. I wzięli za to wielkie pieniądze – wtrącił się do rozmowy pan w garniturze i z teczką. Światło się zmieniło na zielone i tym zakończyła się przypadkowa dyskusja nad logiką lub jej brakiem takiego rozwiązania komunikacyjnego. Jest w moim mieście takie skrzyżowanie, które zdecydowanie mogłoby się stać swoistym pomnikiem absurdu. Zastanawiałem się nawet, czy nie złożyć stosownego wniosku do władz mojego miasta z prośbą o nadanie temu miejscu adekwatnej nazwy – skrzyżowanie nonsensu i głupoty lub jakoś tak. Wydawałoby się, że przejście na drugą stronę ulicy jest czymś banalnie prostym. Pewnie tak, ale nie w tym miejscu. Gdy chcę iść prosto, to przez fachowców od projektowania skrzyżowań, muszę przechodzić przez trzy ramiona skrzyżowania zamiast jednego. Robię takie wielkie „U”. A wszystko oczywiście dodatkowo okupione trzykrotnym oczekiwaniem na zielone światło dla pieszych.  Nie wiem, co kierowało ludźmi, którzy to zaprojektowali. Ale wiem jedno, wszyscy oni powinny przymusowo przynajmniej osiem razy korzystać z tego przejścia w taki sposób jak ja. Tak dla zastanowienia się, co uczynili. Kilka miesięcy temu obywatele skierowali do władz apel o to, aby zmienić układ komunikacyjny tak, aby ludzie nie musieli dodatkowo nadkładać drogi i tracić czasu. Magistrat stwierdził w odpowiedzi, że obecnie nie jest możliwa zmiana związana z wyznaczeniem i wykonaniem takich przejść. Rozumiem, ale pewnie ktoś zatwierdził takie rozwiązanie, które zmusza pieszych do dodatkowych spacerów i tracenia czasu? Pewnie jest jakiś urzędnik, który wydał pozytywną opinię na ten temat? Chętnie poznałbym jego imię i nazwisko. Mam nawet taki pomysł racjonalizatorski, aby jego podobiznę umieścić na tym skrzyżowaniu. Może wtedy łatwiej by się tam stało, gdyby chwile oczekiwania na kolejną zmianę świateł upływały na formułowaniu „ciepłych” słów do konkretnej osoby odpowiedzialnej za ten absurd.