Przeczuwam inny świat
System to wszystko, co mnie otacza. Jest tak wielki, że aż nieodgadniony. Mam poczucie, czy bardziej przeczucie, że wszystko, co o nim powiem nie w pełni odda jego złożoność. On jest po prostu nie do opowiedzenia. To jego siła a moje (nas) zniewolenie. Przez tą fragmentaryczność mojego poznania, przez to, że nie mogę w pełni pojąc zależności i układów. Przez to, że patrzę z zewnątrz na zamknięty, potężny gmach. Przez to, że ten system jest taki przedwieczny. Przez to właśnie nie mogę go w pełni zrozumieć. A jak w pełni nie pojmuje to trudno mi tłumaczyć moją niechęć do niego. Moja odraza jest taka bardziej „niewytłumaczalna”. Czasem próbuje zrozumieć, wyjaśnić, bo to moja obrona. Moje wyzwolenie. Pamiętam siebie, jako małego chłopca stojącego na przedszkolnym podwórku. Przez szpary w płocie oglądałem godzinami świat próbując go poukładać, dopasować, wpasować w niego siebie. Pamiętam tą niemoc. Pamiętam taką swoistą złość, że to, co widzę, to, co zmuszony jestem oglądać nie jest pełne. Jest tylko małym, przeznaczonym dla mnie fragmentem większej całości. To dla mnie jest system. To przekonanie, że siła masy, społeczeństwa, nakazów, zakazów, praw i obowiązków kształtuje we mnie, poczucie – nakaz pogodzenia się z tym małym fragmentem rzeczywistości. Wpasowanie się w ten fragmencik. Wtłoczenia się w niego i życia w nim i z nim.
Dopasuj się. Nic nie zmienisz. Świat już taki jest. Zawsze tak było i tak będzie. Słyszę to przez całe życie. Czym jestem starszy tym niej jest wokół mnie takich, którzy zadają pytanie: po co? Otaczają mnie ludzie dopasowani. Pogodzeni. Usystematyzowani. Do przedszkola! Po co? – pytam. Bo tak trzeba. Zabawa na rozkaz. Sen na rozkaz. Szkoła. Do szkoły! Lekcje. Mundurki. Zasady. Oceny. Rywalizacja. Praca. Do pracy! Rywalizacja. Rano. Wieczór. Praca. Kariera. Zarabianie. Wydawanie. Bo tak trzeba. Bo świat taki jest. Bo nic się nie zmienia. Bo nic nie możesz zmienić. Poznałeś już swoje miejsce w szeregu? Dopasowałeś się. Nie wychylaj się. Nie wyróżniaj się. Szarość to bezpieczeństwo. Praca i kariera. Rutyna jest dobra. Staraj się. Niech Cię docenią. Zarabiaj. Nic za darmo. Pieniądze. Wyznaczaj cel. Twoi rodzice też pracowali od świtu do zmierzchu. Do pracy garnitur. Praca, jakakolwiek praca. Bez pracy niema kołaczy. Bądź lepszy. Do szkoły! Na studia! Dyplom. Cenzurka. Ocena. Pierwszy w klasie. Najlepszy na roku. Doskonały pracownik. Jak niedziela to do kościoła? Na siódmą. Na ósmą. Na dziesiątą. Do pracy. Jestem tym, co mam, co posiadam. Do szkoły. Idę już spać, bo jutro do pracy. Do kościoła. Kredyt na dom. Bo nie starcza, choć pracujesz. Na samochód. Na benzynę. Pieniądze. Na telewizor. Bezrobocie, bo ktoś daje prace. Szukaj. Znajdź. Nic za darmo. Nie zmienisz tego. Praca. Za tysiąc. Za tysiąc dwieście. Za sześćset. Miesięcznie. Tygodniowo. Raty. Opłaty. Pożyczanie i oddawanie. Zawsze tak było i tak będzie.
Znów samotnie, przez szpary w płocie obserwuje rzeczywistość. Czym jest system? Tym właśnie jest system? Choć nadal to tylko zwykłe słowo. To rzeczywistością, która nas otacza. Można nazwać ją dowolnie. System równie dobrze może być nazwany… trąbką. Bo jak nazwać zniewolenie? Jak odczucie marazmów i przerażenia nazwać jednym słowem?
Przerasta mnie to. Przygniata mnie. Krępuje. To tysiącgębne: tak już jest, zawsze tak było, nic nie zmienisz. Zależność. Nakaz dopasowania. To pytanie: co zrobisz? I odpowiedz: przecież nic nie można z tym zrobić. Bo tak to już jest. Czy to system? Nie wiem. Ale wiem, że to nie jest dobre. I choć pewnie tego nie zmienię, to mam przeczucie. To przeczuwam inny świat. I to czasami mnie wyzwala. Pozwala mi oddychać. Budzić się, co rano. Warto, choć przez chwile być wolnym.
System (stgr. σύστημα systema – rzecz złożona) – obiekt fizyczny lub abstrakcyjny, w którym można wyodrębnić zespół lub zespoły elementów wzajemnie powiązanych w układy.
