Punkt widzenia zależy od puntu siedzenia
– Wstrętne nieroby! Darmozjady! Leniuchy! – mówi dość głośno pani w średnim wieku tak, że słyszy ja nie tylko jej towarzyszka. Paniusia z obrzydzeniem przypatruje się starszemu mężczyźnie, który właśnie przysiadł na ławce w parku. Faktycznie już na pierwszy rzut oka można stereotypowo nazwać pana z przeciwka bezdomnym. – Odejdź od niego! Uciekaj! – krzyczy kobieta do małej dziewczynki, która z zainteresowaniem obserwuje kloszarda i jego dobytek. – To pijaki same! Niech pani patrzy, jaka patologia! – z odrazą w głosie ocenia mężczyznę jej towarzyszka. Klasyczne zachowanie – myślę. Przecież te panie zajmujące ławkę w parku tuż obok mojej nie są wcale wynaturzonym wyjątkiem wśród mieszkańców mojego miasta. Można wręcz powiedzieć, że taka postawa wobec biednym w tym grodzie to niestety coś najzupełniej zwyczajnego.
Tendencja do obwiniania biednych za ich biedę jest w polskim społeczeństwie powszechna. Bardzo wielu z nas postrzega biednych, jako leniwych pijaków nastawianych jedynie roszczeniowo. Nagminne nauczanie neoliberalizmu, powszechny kult pieniądza doprowadził to tego, że tylko osobnicy bezlitośnie zaradni, energiczni, nieustępliwi, idący po trupach do celu, zdobywający pozycje, władze i pieniądze za wszelką cenę są dla większości Polaków wzorcami postępowania. Za to z niechęcią i pogardą traktowane są osoby mniej niezaradne. Te, którym nie udało się w świecie pogoni za dostatkiem i posiadaniem.
– No widzi pani? Pracować im się nie chce. Na bezrobociu siedzą, bidę klepią i leżą do góry brzuchem! A potem tylko opowiadają historie życia jak to im źle jest. Ciągle tylko „doj pani na piwo”, narzucają się człowiekowi. A ławki zasyfione, chodniki zarzygane, zaszczane wszędzie. Istna patologia i powszechna degrengolada – pani z ławki rozkręciła się w swojej ocenie człowieka i jego sytuacji. Tak się przypatrywałem i siłą rzeczy przysłuchiwałem paniusią z parkowej ławeczki zastanawiając się, co by się stało jakby nagle zły los, pożar, choroba, kataklizm, wypadek, zwolnienie czy likwidacja zakładu pracy albo niska emerytura pozbawiły panie dostatku i postawiły je na miejscu tego biedaka, którego tak łatwo osadziły? Taka nieoczekiwana zmiana miejsc.
Może takie zachowanie to jakaś tania forma psychoterapii? Postrzegamy negatywnie biednych i tym samym podnosimy sobie samoocenę. Wyrzucamy niedopasowanych poza nawias społecznych i od razu czujemy się lepsi. Tych nieprzydatnych społecznie z biedy uwielbiamy obrzucać inwektywami, bo wtedy przecież wiemy, że choć jesteśmy tylko o krok o ich sytuacji to jednak nadal nie jesteśmy nimi. Czy punkt widzenia zależy od puntu siedzenia?
– A słyszała pani, że miasto chce im kupić nowe mieszkania komunalne? To prawdziwy skandal! Moi rodzice płacili 600 – 700 złotych za czynsz, a tu przyjdzie jakaś patologia i zapłaci za centrum miasta 100 złotych – denerwuje się młodsza z dyskutantek. A ja słysząc te słowa myślę o powszechnej wręcz pogardzie, z jaką spotykają się w naszym kraju ubodzy.
A przecież do ubóstwa w naszym państwie jest bardzo szybka droga. Wręcz ekspresowa. Granica pomiędzy biedą i bezdomnością a pozorną stabilizacją jest cieniutka. Czytałem gdzieś w gazecie, że w Polsce żyje trzydzieści jeden tysięcy bezdomnych. Coraz więcej jest wśród nich osób, które straciły dach nad głową, ponieważ nie były w stanie spłacać kredytu zaciągniętego na zakup mieszkania. Przecież wystarczy, że stracimy prace, wzrośnie nasze zadłużenie i już jesteśmy na skraju ubóstwa i bezdomności. Bezdomność z powodu niewydolności kredytowej to już w Polsce zauważalny problem.
Jak wyczytałem, 6,7 procent Polaków żyje w skrajnej biedzie. 16-17 procent w relatywnym ubóstwie. Przecież to prawie jedna piąta społeczeństwa! Myślenie, że wszyscy ci ludzie postanowili być biedni, tak z własnej nieprzymuszonej woli jest skrajnie nieodpowiedzialne. Ten, kto nie ma pracy często nie ma jej, nie z lenistwa, tylko dlatego, że nikt go nie chce zatrudnić z powodu wieku na przykład.
Nikomu źle nie życzę, ale wielu tym, co dziś obrzucają biednych inwektywami przydałaby się lekcja pokory. Kilka lat na ulicy, bez domu, pracy, jedzenia. Warto się czasem zastanowić ile nas dzieli od biedy. Ile niezapłaconych rachunków sprawi, że spędzimy dzień lub tydzień bez prądu. Może warto pomyśleć czy nasze umiejętności naprawdę w stu procentach gwarantują nam prace i godną płace do śmierci. A jak nagle przestaniemy zarabiać to jak długo będziemy spłacać kredyt mieszkaniowy? Jeśli kogoś nazywasz dziś nierobem zastanów się czy kiedyś ktoś tak nie nazwie Ciebie.
