Follow me… z pytaniami do byłego prezesa

Obublikował pavvel dnia

W pewnym mieście powiatowym magistrat postanowił wybudować lotnisko. W tym celu, w pierwszej kolejności, powołano spółkę miejską, która miała tą inwestycje prowadzić. Oczywistą oczywistością – że pozwolę sobie na cytat z klasyka tak bliskiego sercom i umysłom władz miasta- było również powołanie wszelkich władz spółki wraz z radą nadzorczą. Gdy budowa była jeszcze w powijakach, miejska spółka Port Lotniczy fundnęła sobie służbowe auto za ponad osiemdziesiąt tysięcy złotych. Minęło kilka lat i tak przy okazji informacji rzecznika spółki o kolejnym przesunięciu terminu otwarcia terminala przyszła mi do głowy szalona myśl, aby zapytać o dalsze losy samochodu zakupionego przez Port Lotniczy pod koniec 2009 roku

Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Zapytałem pana rzecznika o to, co stało się z autem toyotą verso tzw. „Follow me”.  Bardzo chciałem wiedzieć, czy nadal służy na lotnisku? Czy przez ten cały czas, od roku 2010, było wykorzystywany zgodnie ze swoim przeznaczeniem? (jako pojazd tzw. „Follow me”). Bo przecież pamiętałem, że przed laty wiceprezydent miasta, który był także szefem rady nadzorczej spółki Port Lotniczy, wyjaśniał, że verso to samochód wielofunkcyjny, i że będzie też służył do prowadzenia „cywilnych samolotów po lotniskowych nawierzchniach tzw. Follow me z systemem łączności i światłami błyskowymi” a pojazd będzie prowadzony „tylko przez specjalnie przeszkolone i uprawnione osoby do poruszania się po czynnym lotnisku”.

Wysłałem maila z pytaniem do rzecznika i dostałem odpowiedz: (…) uprzejmie informuję, że Port Lotniczy (…) nadal użytkuje samochód Toyota Verso. Jest on wykorzystywany przez pracowników spółki, wykonujących obowiązki służbowe. Natomiast w kwestii przeznaczenia tego pojazdu, jako narzędzia pracy Koordynatora Ruchu Lotniczego Naziemnego (potocznie follow me), pytanie proszę skierować do byłego prezesa PL (…), który zakupił wspomniany pojazd w roku 2009.

Wynika z tego, że auto nigdy nie było i pewnie nie będzie wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem, na jakie powoływano się w chwili zakupu. Jednak mnie szczególnie dziwi to, że mam się ze swoimi pytaniami zwrócić do byłego prezesa Portu Lotniczego, jak radzi rzecznik. Czyli do osoby prywatnej. To nie spółka jest winna, to ten były prezes? Teraz jest nowy i nie odpowiada za poczynania poprzednika? Nie ma ciągłości władzy? Nie ma prezesa i nie ma problemu? Nikt nie jest winny?

Szalenie wygodne, choć niestety nie nowatorskie rozwiązanie. Mam nadzieję, że nie zostanie zastosowane po otwarciu lotniska, gdy, nie daj Boże, port lotniczy zacznie przynosić straty i trzeba będzie znaleźć winnych i zmienić zarząd i prezesa. Bardzo bym nie chciał wtedy usłyszeć od rzecznika (oby nie nowego), że pytania o błędy i wypaczenia proszę „skierować do byłego prezesa”. Tradycją stało się u naszej władzy wszelakiej to, że za błędy odpowiadają zawsze ci, których aktualnie nie ma u władzy.