Agresywnie i wulgarnie

Obublikował pavvel dnia

Pewien poseł twierdził, że został pobity przez policjantów. Na początku zareagowałem standardowo. Skazałem zaocznie parlamentarzystę na wieczne potępienie za to że był pijany, że się awanturował i po prostu pasował do tego co myślę o wszelkiej maści politykach. Jednak jak usłyszałem w telewizji jak rzecznik komendy stołecznej policji przekonywał, że poseł zachowywał się „agresywnie i wulgarnie, chciał wydawać policjantom polecenia” to uświadomiłem sobie, że ja takie oskarżenia słyszę od mundurowych wręcz standardowo.

Kilka lat temu widziałem w telewizji reportaż o zwykłym obywatelu z miasta Łodzi, który sfotografował źle zaparkowany samochód straży miejskiej. I tym właśnie wzbudził gniew mundurowych, którzy w stosunku do delikwenta użyli środków przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej oraz kajdanek.  Następnie doprowadzili mężczyznę do najbliższego komisariatu policji gdzie spędził kilka godzin. I tam właśnie usłyszałem znajome słowa, które są jak mi się wydaje stałym już i standardowym oskarżeniem wobec osób, które popadły w konflikt z urzędnikiem w mundurze.  Wystarczy złożyć zawiadomienie o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza, aby w odpowiedzi na postawione mu zarzuty zostać oskarżonym między innymi o używanie słów wulgarnych i obelżywych w stosunku do funkcjonariusza w mundurze. Łatwo zgadnąć, komu uwierzy sąd, gdy już przed nim staniemy i słowa mundurowego będą przeciwko naszym słowom. Wielokrotnie słyszałem o takich przypadkach. Wystarczyła krótka sonda wśród moich znajomych, aby potwierdzić, że nawet niewinnie wyglądającym i grzecznym z natury osobom zdarzyły się oskarżenia o używanie słów wulgarnych i obelżywych w stosunku do funkcjonariusza.

– Użyto gazu, przewrócono mnie, kopano mnie w głowę, klęczano na mnie, skuto mnie kajdankami, bito mnie i wielokrotnie polewano jakimś żrącym środkiem, ponieważ piecze mnie całe ciało. Byłem kopany w krocze, w plecy i po nogach. Dosyć szybko przestałem widzieć cokolwiek – mówił na konferencji prasowej poseł. Nie dziwi mnie też, że po takich oskarżeniach policji o brutalność ta natychmiast oświadczyła ustami rzecznika, że polityk był agresywny i wulgarny. To standard.

Może nawet uwierzyłbym, że ten pan z miasta Łodzi, ten parlamentarzysta, moja koleżanka, kilku moich znajomych, to jacyś zakamuflowani cholerycy, co to jak tylko zobaczą funkcjonariusza, to od razu zaczynają go lżyć i obrażać. Uwierzyłbym gdyby nie to, że sam stałem się kilka lat temu przedmiotem takich oskarżeń ze strony mundurowych.

Jestem niesłychanie spokojnym człowiekiem. Od razu dodam, że podczas zajścia które opisze, nikogo nie obrażałem słownie, a wręcz przeciwnie, byłem wyjątkowo małomówny, spokojny i zrównoważony. Ale do rzeczy. Zdarzyło mi się kiedyś zatrzymać samochód w miejscu gdzie obowiązywał zakaz parkowania. Nie chciałem tam zostawać długo. Tylko tyle czasu, ile potrzeba na otworzenie bagażnika i wystawienie tego, co się w nim znajdowało na ulicę. Nie zdążyłem jeszcze wyłączyć silnika, a już pukał w okno mojego samochodu funkcjonariusz z propozycją ukarania mnie mandatem za parkowanie w strefie, w której jego zdaniem nie powinienem tego robić. Nie dyskutowałem. Nie marudziłem. Spokojnie zgodnie z prawem odmówiłem przyjęcia mandatu, bo mieliśmy ze mundurowym inne zdanie na temat różnic między zatrzymaniem i postojem pojazdu. A że nie chciało mi się dyskutować, więc uznałem, że sąd jest najwłaściwszym miejscem do rozstrzygnięcia, który z nas dwóch ma rację.

I tak się stało. Spotkaliśmy się przed obliczem sądu z panem mundurowym i tam dowiedziałem się z ust funkcjonariusza, że podczas gdy on pełen skromności i wymogów służby starał się wręczyć mi mandat, ja podniesionym głosem używałem w stosunku do niego słów wulgarnych, ogólnie uważanych za obelżywe, czym go uraziłem do żywego. Byłem po prostu agresywny i wulgarny. Zdziwiłem się, bo albo miałem pomroczność jasną, albo po prostu mundurowy kłamał, że byłem taki, jakim nigdy nie bywam. Na pytanie wysokiego trybunału czy tak było zaprzeczyłem i przywołałem na świadka osobę, która podróżowała wtedy ze mną samochodem. I tu jakby to moje szkalowanie munduru znikło zupełnie. Bo ani funkcjonariusz już więcej do kwestii słów wulgarnych nie powracał, ani sąd jakoś nie drążył tematu mojej wmawianej mi przez niego obelżywości i agresywności.

Czyli jeśli chcesz mieć stuprocentową pewność, że nie obrażasz słowem munduru, staraj się drogi czytelniku mieć świadka starć słownych z funkcjonariuszem lub takie spotkanie w jakiś inny sposób rejestrować. Bo nieważne, że nie obrażałeś słowem, ani nawet czynem policjanta. Jak nie masz świadków na swą niewinność to możesz być prawie pewien oskarżeń o agresywność oraz używanie słów wulgarnych i obraźliwych. I nie ważne czyś zwykły spokojny obywatel – szarak czy parlamentarzysta w stanie upojenia, zawsze masz szanse stać się w policyjnej ocenie „ agresywnym i wulgarnym”.