Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem…
Krzyż w sali obrad Sejmu pozostanie. Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił apelację posłów, którzy domagali się jego usunięcia, bo narusza ich dobra osobiste. Mnie ten symbol niczego nie narusza, co najwyżej mnie nie wzrusza. Krzyż w sejmie przypomina mi gdzie żyje. Jakie jest moje państwo Jakie jest to społeczeństwo, w którego towarzystwie przyszło mi wędrować ku wieczności na tym łez padole.
Z taką pewną dozą irytacji, ale jednak z zaciekawienia słuchałem jak kolejny państwowy sędzia uzasadnia obecność krzyża w polskim sejmie. Pani sędzina raz niczym Poncjusz Piłat umywa ręce od jasnych wyroków mówiąc, że przedmiotem rozstrzygnięcia sądu nie było rozstrzyganie politycznego czy światopoglądowego sporu dotyczącego legalności lub bezprawności umieszczania krzyża w Sejmie. A następnie spokojnie dodaje, że eksponowanie krzyża w miejscach publicznych wchodzi w zakres dopuszczalnego uzewnętrzniania uczuć religijnych. To iście Salomonowy wyrok. Nie wydaję wyroku w sprawie legalności, ale jednocześnie wskazuje, że wszystko jest w porządku.
Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy styczniowy wyrok sądu okręgowego. Pamiętam, że dużo się w nim mówiło o „zakotwiczeniu w zwyczaju”. Teraz też występujący w imieniu strony pozwanej radca Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa wnosił o utrzymanie w mocy zaskarżonego wyroku wskazując na znaczenie zwyczaju w prawie cywilnym i że krzyż w sali Sejmu wisi od szesnaście lat. Po raz kolejny sprawdziłem, że zwyczaj jest ustaloną formą zachowania się w określonych sytuacjach, przyjętą przez daną zbiorowość społeczną. Z czasem może przekształcić się w obyczaj, wejść w zakres moralności a nawet prawa. To najprostsza definicja, jaką możemy znaleźć w Encyklopedii Powszechnej. Czyli wystarczyło szesnaście lat, żeby narodził się nowy obyczaj. Nowy zwyczaj. Nowe prawo. Nowa moralność. Czy nawet tradycja.
Pewnej ciemnej nocy, szesnaście lat temu, dwaj posłowie zawiesili krzyż na sali posiedzeń sejmu. Zakotwiczając go tym samym w przestrzeni publicznej. Podobno niewiele brakowało, aby przy tej zbożnej akcji doszło do prawdziwej tragedii. Jeden z posłów podczas mocowania krzyża, spadł z oparcia fotela marszałkowskiego, którego użyto, jako podestu, z powodu braku drabiny. Opatrzność jednak czuwała. Posłowi nic się nie stało. I tak spontanicznie, z narażeniem zdrowia i być może życia posłów, pojawił się na ścianie sejmowej krzyż. Bezprawnie, ale widocznie już wtedy kierowali się uwzględnieniem „zwyczajów, tradycji, kultury i doświadczeń historycznych zbiorowości” – cytując sędzinę sądu Apelacyjnego. I tak narodziła się nowa (tym razem chyba nie świecka?) tradycja. Zwyczaj taki. A może i prawo, bo jak twierdzi pani sędzia Sądu Okręgowego zwyczaj to element prawa cywilnego, którego sąd nie może zlekceważyć.
Było wielu malkontentów, którzy sądzili, że to tak nie wypada. Że w „państwie prawa” nie można tak w nocy. Że nie wypada żeby w sali gdzie powstaje prawo ktoś działał po kryjomu, bezprawnie i pod osłoną nocy. Mijały lata, a krzyż nadal wisiał i stawał się zwyczajem. A zwyczaj to przecież „element prawa cywilnego”. I tak przyszedł dzień, w którym zwyczaj został uświęcony wyrokiem sądu. Nieusuwanie krzyża, zawieszonego bez wiedzy sejmu w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym siódmym roku, nie jest już bezprawne, bo ma to „zakotwiczenie w zwyczaju”, ukształtowane przez szesnaście lat jego obecności w sejmie.
Czy to jest dopiero początek zmian uzasadnionych „zakotwiczeniem w tradycji”? Może czas na weryfikacje innych praw i zasad? Po pierwsze: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. A przecież pogoń za pieniądzem (który stał się już bogiem) od ponad dwudziestu lat jak nic jest zakotwiczona w naszej tradycji. Po trzecie: Pamiętaj, abyś dzień święty święcił. Co jest naszym zwyczajem i tradycją można zobaczyć w każdą niedziele w najbliższym centrum handlowym. Po siódme: Nie kradnij. A tu z „uwzględnienie zwyczajów, tradycji, kultury i doświadczeń historycznych zbiorowości” na całego. Po ósme: Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. A tu mimo, że „eksponowanie krzyża w miejscach publicznych wchodzi w zakres dopuszczalnego uzewnętrzniania uczuć religijnych” hulaj dusza. To tylko przykłady, ale pozostałe przykazania też udowadniają zdecydowany dysharmonię miedzy naszym zwyczajem „zakotwiczonym w tradycji” a prawem, nawet boskim. A co dopiero cywilnym. Bo widocznie „tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem”.
