Pozbawiony słodkiego życia
– Społeczeństwo nie może fundować słodkiego życia nietrwałym, jałowym związkom osób, z których społeczeństwo nie ma żadnego pożytku, tylko ze względu na łączącą ich więź seksualną – grzmiała z mównicy sejmowej posłanka prawych i sprawiedliwych pani Krystyna P. Jako mężczyzna żyjący już ponad dziesięć lat w wolnym związku z kobietą, poczułem się zdecydowanie dotknięty wypowiedzią posłanki. Przez te mijające właśnie dwie dekady nowej Polski nie doświadczyłem szczególnie „słodkiego życia” fundowanego mi przez społeczeństwo czy państwo, jako instytucję. Nie przypuszczam też, żeby przepisy nowej ustawy o związkach partnerskich w jakiś szczególny sposób mnie, oraz mojej życiowej partnerce takie „słodkie życie” zafundowały.
Nie chcę szczególnych przywilejów. Po prostu chciałbym, żeby moja dziewczyna mogła się dowiedzieć o moje zdrowie gdy, nie daj Boże, znajdę się w szpitalu. Chciałbym, żeby mogła po mnie zwyczajnie dziedziczyć, gdyby przytrafiło mi się coś złego. Chcę prostych, zwykłych praw. Nic szczególnego. Chciałbym takich praw, jakie mają związki zalegalizowane przez kościół czy przez państwo. Chciałbym praw, które przysługują małżeństwom, bo dlaczego by nie? Jesteśmy gorsi, bo nie „uświęciliśmy” naszego związku obrzędem w świątyni? Bo nie przysięgaliśmy przed urzędnikiem państwowym? Nie chcę przywilejów, lecz równych praw! A pani posłanka Krystyna P. mi ich odmawia.
Obraźliwa jest też dla mnie sugestia pani poseł, jakoby mój związek z partnerką jest takim, z którego „społeczeństwo nie ma żadnego pożytku”. Nie wnikałbym w to, jaki pożytek jest z samotnego życia pani poseł, ale ta pani mnie sprowokowała, więc sobie pozwoliłem. Tyle lat, chcąc nie chcąc, płaciłem podatki na utrzymanie tego państwa i w miarę możliwości spełniałem moje powinności wobec społeczeństwa. Jestem przekonany, że kto, jak kto, ale pani poseł Krystyna P. nie powinna oceniać czy moje życie w związku z moją dziewczyną przynosi „korzyści” społeczeństwu. Jest to w najwyższym stopniu bezprawne, a jeśli nie bezprawne, to przynajmniej niesprawiedliwe.
Nie wiem też, dlaczego niezamężna i bezdzietna pani poseł Krystyna P. mówi o „nie – trwałym, jałowym związkom”. Nie znam tej pani, więc nie wiem, co spowodowało, że jej życie jak rozumiem zostało pozbawione nawet tego jałowego związku. Chciałbym tylko podkreślić, że mój związek partnerski przetrwał zdecydowanie dłużej, niż związek uświęcony przez urząd i duchowieństwo, więc nie widzę tu żadnej nietrwałości. A pozostajemy w nim nie TYLKO ze względu na łączącą nas „więź seksualną”. Ale chyba, pani poseł, jako niezamężna i pewnie nieżyjąca w związku partnerskim (wnioskuję ze słów pani poseł) nie bardzo rozumie te zagadnienia.
– Zjawisko związków jednopłciowych jest sprzeczne z naturą. Pozwalają obnosić w przestrzeni publicznej skłonności seksualne, czym naruszają poczucie estetyki i moralności większości Polaków – raczyła wyjaśnić Polakom posłanka prawych i sprawiedliwych. Pani poseł Krystyna P. mnie uraziła, więc czuję się, choć trochę usprawiedliwiony w tym co zrobię. Odważę się ocenić fizyczną powłokę tej parlamentarzystki. Jeśli posłanka Krystyna P., pozwala sobie na ocenianie, co „jest sprzeczne z naturą” a co nie jest, to i ja mogę pooceniać. Nie chcę, ale muszę – jak mawiał klasyk. Jako heteroseksualnemu mężczyźnie zdarza mi się, że oceniać piękno i nie piękno kobiet. Chyba to nie jest „sprzeczne z naturą” a wręcz naturalne, prawda? Widywałem podobizny tej pani wiele razy, w telewizji, na zdjęciach w gazetach czy w internecie. I jakbym miał ocenić, tak jak pani poseł ocenia innych, to zmuszony byłbym stwierdzić, że to, co widzę zdecydowanie narusza moje „poczucie estetyki”. Co ja poradzę? Tak jest zapewne, dlatego, że słodko sobie żyję, a społeczeństwo nie ma ze mnie „żadnego pożytku”.
Ps. Krystyna P., bo imię i nazwisko byłoby reklamą, a nie chciałbym reklamować…
