Yearly Archives

53 Articles

dziennik pesymistyczny

Hello Kity niszczy dziecięcą psychikę

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

W moim prowincjonalnym mieście odbyła się konferencja, na której rozmawiano o wartościach, o wychowaniu oraz o niebezpieczeństwach kryjących się w demonicznych zabawkach. Jak zapewne większość czytelników już się domyśliła – po tematyce spotkania – organizatorom chodziło o wartości katolickie, wychowanie młodzieży i dzieci w tym właśnie duchu oraz o demoniczność zabawek w podobnym odniesieniu.  Organizatorem sympozjum był wydział edukacji Urzędu Miejskiego oraz lokalny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli.

Po głośnej poznańskiej osłoaferze nikogo nie zdziwi chyba, że konferencje o demonicznych zabawkach sponsorował wydział magistratu, w którym rządy sprawuje partia sprawach i sprawiedliwych. Oni kochają takie abstrakcyjne tematy.

Jednym z prelegentów na konferencji był pewien ksiądz autor prezentacji pod niejednoznacznym dla mnie tytułem „Odebrać dzieciom niewinność”. Według duchownego kościoła katolickiego zagrożeniem dla niewinności dzieci są zabawki m.in. z logo Monster High, Hello Kity, serial telewizyjny „Włatcy móch”, filmy z sagi „Zmierzch” oraz tradycyjnie książki z serii Harrego Pottera.

– Symbol trupiej czaszki do tej pory był oznaką zagrożenia. Obecnie symbole okultyzmu, zniewolenia, śmierci czy diabła stały się rozrywką. Demoniczne zabawki odbierają dzieciom niewinność i wprowadzają w doświadczenie zła i grzechu – stwierdził ksiądz, który omówił szczegółowo serię zabawek, która „niszczy dziecięcą psychikę”. – Wiele gier komputerowych przywołuje satanistyczne zwyczaje, przejścia na następne poziomy wtajemniczenia, inicjacje czy podpisywanie paktów. Dotychczasowe miejsca świętości i szacunku stają się miejscem zabaw. Tak jest w serialu „Włatcy móch”. W bajkach i książkach drwi się z rodziców, nauczycieli, a wielu publikacjach także z wizerunku Jezusa. Dzieci są bombardowane przez demoniczne i makabryczne obrazy. Moda na diabły i śmierć niszczy ich niewinność – podsumował duszpasterz.

Oczywiście nie mogło zabraknąć narzekania na halloween. – Sprzeciw środowisk katolickich jest wyśmiewany, choć te zabawy przywołują pogańskie obrzędy celtyckie. Symbole śmierci mogą wywoływać w dzieciach lek i niepokój – grzmiał z mównicy jak z ambony duchowny.

Mogę nawet zrozumieć zamiłowanie duchownych do teorii spiskowych w końcu chodzi tu o wielowiekową tradycje tej instytucji. Ale sponsorowanie indoktrynacyjnej konferencji przez urząd miejski to już zdecydowana przesada. Nie wiem, dlaczego tak duża jest różnica miedzy zapisaną w prawach świeckością państwa i instytucji samorządowych a praktyką, w której jedna ideologia jest w zasadzie wykładnią rządzenia i nauczania.

Co do zagrożenia płynącego z demonicznych zabawek to uważam, że jest to zwyczajowy temat, który uwielbiają różni nadwrażliwi przedstawiciele kościoła katolickiego, którzy we wszystkim widzą działania sił nadprzyrodzonych. Tak się zastanawiałem jakbym to ja nagle zaczął pouczać moich sąsiadów o szkodliwości płynącej z kontaktów dzieci z pluszowymi owieczkami to jak szybko znalazłbym się w odosobnieniu pod lekarskim nadzorem? Jak nagle zauważyłbym i to ogłosił światu, że na przykład lizaki to słodycze, które „niszczą dziecięcą psychikę” to ciupasem wylądowałbym w pokoju bez klamek. A tu proszę, ktoś głosi na konferencji sponsorowanej przez magistrat, że zabawki z serii Hello Kity „odbierają dzieciom niewinność i wprowadzają w doświadczenie zła i grzechu” i nic się nie dzieje. Pewnie w urzędzie stosują zasadę z komedii „Miś”: sprawdzić czy nie ksiądz.

dziennik pesymistyczny

I kto tu jest głupi jak osioł?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Powszechnie uważa się, że to osły są głupie, ale ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to bardzo niesprawiedliwe i fałszywe oskarżenia. Głupsze od tych zwierzaków okazały się dwie matki oraz pewna radna z partii prawych i sprawiedliwych. Kobitki te zdecydowanie zdystansowały w tępocie umysłowej niewinne posadzane o takie skłonności osiołki.

– Dzieci to oglądają, przecież tak nie może być – relacjonuje w rozmowie z portalem epoznan.pl miejska radna z PiS. Chodziło o to, że matki odwiedzające Zoo na poznańskich Jeżycach poczuły się wielce oburzone widokiem osłów kopulującymi na wybiegu. Zwierzęta robiły to, co z zasady robią zwierzęta od zarania dziejów, ale widok tego miłosnego aktu okazał się niegodny oczu matek a już w szczególności ich dzieci.

Matki zbulwersowane widokiem osłów kopulującymi na wybiegu (na szczęście był to samiec i samica, bo jakby było inaczej to mogło w tym miejscu dojść do prawdziwej tragedii) tuż przy placu zabaw dla dzieci w Starym ZOO zgłosiły się do poznańskiej radnej PiS, która nie pozostała bierna wobec tak ewidentnego aktu zgorszenia publicznego. – Dzieci to oglądają, przecież tak nie może być – mówiła pani radna portalowi epoznan.pl. Lokalna polityk udała się na rozmowę z dyrektorem ogrodu zoologicznego – i jak zaznacza – długo musiała go przekonywać do wprowadzenia stosownych zmian. – Ostatecznie obiecał, że takie sytuacje się nie powtórzą – twierdzi zadowolona radna.

Niestety media nie donoszą czy na rozmowę z dyrektorem zostały zaproszone osły. Jeśli tak nie było to duży błąd, bo może siła argumentów pani radnej przekonałaby zwierzęta do zaprzestania tego, co ich przodkowe robią od wieków i zastosowania się do prawych i sprawiedliwych zasad, które nie narażają matek i ich dzieci takie plugawe widoki.

Myślałem, że jakaś granica absurdu jednak istnieje, ale jak widać nic takiego nie ma. Moje przekonanie o tym, że jest taka bariera po za którą katopolak nie pójdzie, bo po prostu będzie się obawiał śmieszności okazała się płonna. Takiej granicy nie ma.

Koktajl z politycznych wymysłów prawicy, polskiego zaściankowego katolicyzmu oraz zwykłej głupoty podsycanej matczynym ekstremizmem okazał się czymś, co zamroczyło mamuśki do tego stopnia, że poszły naskarżyć na osły, które zachowały się zgodnie z naturą.

Proponowałbym zorganizować ponowne spotkanie dyrekcji Zoo, oburzonych matek, przedstawicieli prawych i sprawiedliwych oraz odpowiedzialnych za te bezeceństwa osłów na którym to zwierzakom wytłumaczono by, że takie publiczne epatowanie zachowaniami prokreacyjnymi jest zgubne dla dziecięcej psychiki i może być przyczyną wielu groźnych chorób. Ciekawi mnie, jakim sposobem osły zostałyby przekonane do moralnych i nie gorszących ludzkich dzieci zachowań.

A może wprowadzić prawo zakazujące zwierzętom kopulowania na oczach człowieka? Groziłaby za to surowa kara. Proponowałbym, aby specjalne jednostki policji oraz prokuratury z całą surowością ścigała takie przypadki.  Przecież takie rzeczy się zdarzają nie tylko w Zoo! I to jest straszne! Przecież dziecko może zobaczyć kopulujące gołębie, psy, koty czy – nie daj Boże – wiewiórki w parku.  Czy te niemoralne osły nie wiedzą, że w Polsce obowiązuje prawo mówiące o tym, iż seks, a także wykonywanie innej czynności seksualnej w miejscu publicznym to wybryk nieobyczajny? Czy one nie znają prawa? Przecież zgodnie z art. 140 kodeksu wykroczeń, za takie zachowanie grozi areszt, ograniczenie wolności, grzywna do 1500 złotych albo kara nagany. Jeśli te osły nie wiedzą, to trzeba je jak najszybciej uświadomić, a jak nadal będą uparte – jak to osły – to karać, zabraniać i jeszcze raz karać.

dziennik pesymistyczny

Statystyczne znikniecie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Choć już siódmy miesiąc spada wskaźnik bezrobocia, liczba osób, które podjęły pracę, jest mniejsza niż przed rokiem – przeczytałem na stronach gazety, której przyznaje, najczęściej nie czytam gdyż zajmuje się ona dziedzinami życia społecznego, które interesują mnie tylko w stopniu minimalnym czyli polityką, ekonomią lub gospodarką. W tej prasowej notatce nie to mnie zainteresowało, że już siódmy miesiąc wskaźnik bezrobocia sobie spada, ale to, że mimo tego iż statystycznie coraz mniej jest w naszym kraju ludzi bez pracy to jednak osób, które podjęły prace nie jest wcale więcej. To jakieś wielkie statystyczne znikniecie? Zapewne jest kilku znawców tematu, ekonomistów czy innych speców od gospodarki, którzy z łatwością wyjaśnią, dlaczego zniknęło tylu bezrobotnych, którzy nie pojawili się w statystykach jako pracujący, ale ja znalazłem własne wyjaśnienie. Nie musiałem długo szukać, bo w tej samej gazecie odkryłem notkę informującą o lawinowo rosnącej liczbie samobójstw w Polsce. Autor informował o tym, że samobójców mamy już niemal dwa razy więcej, niż ofiar wypadków drogowych. W samobójstwach tracą życie głównie mężczyźni, którzy już wcześniej coś stracili. Na przykład pracę, pozycję, pieniądze. Nie trzeba dużo oby skojarzyć fakty i wysnuć tezę, że ta zaginiona liczba obywateli, która zniknęła ze statystach bezrobotnych, a nie pojawiła się, jako statystyczni pracujący – po prostu nie żyje.

Według badań naukowców „polskich, zagranicznych i amerykańskich” najczęściej odchodzą z tego świata osoby które straciły pracę. Czyli znów pojawia się idealne dopasowanie. Stracili pracę, byli bezrobotni, przestali być bezrobotni, bo nie żyją. Nie podjęli pracy, bo odeszli z tego łez padołu. W naszym nowym kraju szczęśliwości, który od dwudziestu pięciu lat jest miejscem, w którym nowym bogiem stał się pieniądz, kariera i pozycja w społeczeństwie, coraz więcej osób nie wytrzymuje pogoni za szczęściem.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała statystyki dotyczące liczby samobójstw na świecie. Według danych tej instytucji, co roku życie odbiera sobie osiemset tysięcy osób – czyli co czterdzieści sekund ktoś popełnia samobójstwo. W wielu europejskich krajach to już najpowszechniej występująca choroba. Podobnie jest w Polsce, choć tu władza zdaje się kompletnie nie dostrzegać problemu. Fala samobójstw przybrała już rozmiary epidemii, ale tak jakby prawie nikt tego nie zauważał. Do tego dochodzą nerwice, lęki, depresja, wypalenie zawodowe, ale to nadal często nie są tak do końca w mniemaniu wielu urzędników „prawdziwe” choroby. Prawie dwadzieścia trzy procent Polaków może cierpieć na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne – jak wynika danych Komisji Europejskiej, ale spróbujcie pójść na chorobowe z powodu wypalenia zawodowego. Życzę powodzenia w przekonaniu na przykład urzędników ZUS-u, że jesteście naprawdę chorzy i należą się Wam gwarantowane prawem świadczenia.

Jak widać w naszym domu wolności, tej świątyni nowego ładu społecznego o dwudziestopięcioletniej tradycji nie ma miejsca dla osób słabszych, nieprzystosowanych czy zwyczajnie chorych. To kraj sukcesu, gdzie chorzy na depresje czy nerwicę psują pozytywny wizerunek ludziom sukcesu. Bo przecież statystycznie jest coraz lepiej, a tych, co już nie ma… no, po prostu nie ma. Zniknęli ze statystyki, ze spisu mieszkańców, wyborców czy bezrobotnych. Zostali wykreślani z listy podatników i świadczeniobiorców. Może to taka lekko sterowana przez bierność władzy selekcja naturalna? Kto wie, ważne że statystycznie żyje nam się lepiej.

Dane statystyczne za newser.com.

dziennik pesymistyczny

Myśli niespokojne

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

1

Pływam w beznadziejności własnej egzystencji. W chaosie codzienności.  W ustawicznym stylu dowolnym zamiatam bezradnie łapkami w zimnej, mokrej, lepkiej rzeczywistości kolejnych dni, tygodni, miesięcy, lat. Staram się utrzymać na powierzchni. Przeżyć, nie utonąć. Być. Istnieć. A może zaistnieć? Nie, to już zabawa nie dla mnie. Jeszcze walczę. Jeszcze się staram. Ale coraz bardziej mam dość ciągłej walki o byt, o istnienie, o przetrwanie. Nienawidzę tego długiego marszu przez instytucje i urzędy. Tej biurokratycznej miernoty i ich ciągłego coś ode mnie chciejstwa. A może przestać wierzgać i spokojnie pójść na dno? Tak dla świętego spokoju. Ku zadowoleniu instytucji strzegących ładu społecznego.

2

Znudzenie. Dojmująca pustka. Samotność. Idę sam już nie wiedząc, dokąd i po co. Byle iść. Każdy krok to sekunda, więc idę wolno. Aby skrócić czas oczekiwania. Tak żeby nie dojść za szybko. Aby jeszcze przez chwile nie wrócić. Bo choć nadal tam mieszkam, to tak jakby mnie już tam nie było. Wszystko jest jednodniowe. Jednorazowe. Doczesne. Z krótkim terminem spożycia. Szybko psujące. Tymczasowe. Na chwile.

3

A jeżeli mnie już nie ma? Co wtedy? Może mnie się tylko to wszystko wydaje rzeczywistością? Może to tylko wytwór mojej wyobraźni?  Może wszystko co czuje, widzę i doświadczam sam sobie wywołuję? Może to ja jestem wielkim kreatorem otaczającego mnie świata. Bo przecież wszystko postrzegam przez siebie, to dlaczego nie mogę być centralną postacią? Może to ja tu zapalam i gaszę światło? To tylko od mojej woli zależy egzystencja wszystkiego co mnie dotyczy?

4

Czasem wydaje mi się, że mnie już tutaj nie ma. Choć oddycham, jem, chodzę, siedzę, czytam, pisze, oglądam czy śpię, choć to wszystko jest – to prawdziwego mnie w tym wszystkim już dawno nie ma. Snuje się ulicami bez większego celu. Idę wolno, bo nie mam do czego i dokąd się spieszyć. Wszystko wokół mnie gna na złamanie karku, a ja wolno, spokojnie w całkiem moim prywatnym tępię. Bo mnie z światem pośpiechu już nic nie łączy, bo mnie tu już nie ma. Lubię się tak zanurzać w ten ludzki nurt zabiegania. Lubię jak opływa mnie ludzki pośpiech. I choć wydaje mi się to tak idiotyczne, tak prymitywne to jednak nadal mnie to bawi na swój pokręcony sposób. Sprzedawcy w sklepach, ludzie na ulicach, w kawiarniach, w biurach, w autobusach, w parkach. Zanurzam się co dnia po kilka godzin w tym egzystencjonalnym pośpiechu. Czasem nawet wydaje mi się, że chcę czegoś chcieć, ale już po chwili wszystko na nowo staje się mi obojętne.

5

– Jesteś kapitanem swojego okrętu – słyszę często. No proszę i oto jestem. Tak jak wszyscy chcieliście. Dopasowałem się. Stoję dumnie w drewnianej bali pod narodową flagą dumnie powiewającą na maszcie.  Macham zawzięcie jednym wiosłem starając się wypłynąć na szersze wody życiowego sukcesu. Staram się nawet czasem zapomnieć, że nigdy nie trzeba zgadzać się z tłumem, nawet jeśli ma rację. Robię co w mojej mocy. Tak to ja, naprawdę staram się wpasować w społeczeństwo. Ale z jakiś powodów nie mogę tego zrobić. Tak było zawsze. Ja po prostu tu nie pasuje.

dziennik pesymistyczny

Nasi okupanci

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Od wczesnego lat młodzieńczych, od dzieciństwa prawie, miałem taką wdrukowaną w podświadomość niechęć do wszelkiej władzy. A już szczególną – miałem i mam – fobie na punkcie tych co mnie pouczają. Nie lubię, no wprost mnie trzęsie, jak ktoś mnie szkoli jak mam żyć narzucając mi swoje zasady moralne. Ale oczywiście ironia jest podstawą mojej egzystencji na tym łez padole. Zrządzeniem losu lub za sprawą siły wyższej urodziłem się, wychowałem i żyje w miejscu gdzie prawie każdy każdego poucza jak ma żyć. Do mistrzostwa w nauczaniu i nawracaniu na siłę doszli w kraju nadwiślańskim ludzie, którzy sami siebie zwą katolikami. Oni nie ograniczają się do życia według zasad własnej religii, oni muszą pouczać innych bo… bo inaczej się uduszą.

– Nie damy nigdy przyzwolenia na promowanie tak zwanych związków partnerskich. Nie godzimy się na stosowanie niemoralnej metody poczęcia dziecka, zwanej metodą in vitro – powiedział nie tak dawno pewien dziadyga. Cóż – pomyślałem – niech sobie chłopina żyje jak chce. Co prawda nie zauważyłem, żeby żył w związku rodzinnym jak sam nakazuje i naucza, tak po bożemu, z kobietą i z nią dorobił się gromadki dzieci, ale co tam, niech dziadkowi będzie. On nigdy nie da pozwolenia na związki partnerskie, choć sam od lat żyje wśród mężczyzn i nie wiadomo tak do końca jakie oni tam mają ze sobą związki, ale to jego sprawa nie moja. Pewnie nie partnerskie, tylko takie bardziej feudalne te ich związki, ale jak kto woli, niech sobie żyje jak chce. Ale okazuje się, że pan w śmiesznej czapce to mnie nie da pozwolenia, żeby sobie żył w konkubinacie. Co do siebie to on tam nie będzie stosował swoich zasad. On mnie chroni przed grzechem.

Starowinka, choć nie wiem czy kiedykolwiek ciurlał – jak mawiał pewien Szyszkownik – i pewnie (ale kto to może tak naprawdę wiedzieć) nie dorobił się potomka w zbożny sposób teraz postanowił umoralnić innych. Wpadł na pomysł żeby wyznać, że nie godzić się na „stosowanie niemoralnej metody poczęcia dziecka, zwanej metodą in vitro”. No i co? No i nic w zasadzie, bo przecież nikt staruszkowi nie każe od razu stosować takiej metody rozmnażania się. Niech sobie tam po staremu robi, co tam robi lub nie robi. Przecież go nikt siłą nie zmusza do metody in vitro. Ale po co się na siłę zabiera za nawracania tych, co dalecy są od jego poczucia moralności?

Takie słowa katolickich udzielnych władców tak naprawdę nie powinny mnie nic obchodzić. Przecież staruszek coś tam powiedział to swoich poddanych w wierze, oni do słów kapłana się zastosowali i od tego dnia nie dają przyzwolenia na związki partnerskie i nie korzystają z poczęcia dziecka metodą in vitro. Chcą tak żyć, wybrali taka drogę, proszę bardzo, niech sobie żyją jak chcą. I po sprawie. Ale nie, nie w Polsce, nie katolicy, oni nie odgraniczają się do stosowania zasad własnej wiary do samych siebie. Oni muszą pouczać innych. Na siłę wpajać, pouczać, zakazywać, nakazywać i karać. Bo przecież świat by przestał istnieć gdyby ktoś żył inaczej niż oni. Jak psy ogrodnika – same nie zeżrą, a innym nie dadzą.

Coraz więcej jest wokół mnie osób, które za wszelką cenę i na wszelkie sposoby pragną mnie uszczęśliwić na siłę. Fundamentaliści katoliccy dyktują mi, co jest sztuką a co nią nie jest. Mówią mi z kim mam wziąć ślub, w jaki sposób i gdzie to zrobić. Staruszkowie i mężczyźni, którzy nigdy nie mieli swoich dzieci pouczają mnie jak mam się ich dorobić. To jakiś obłęd. Czy ja im mówię, co mają czynić? Nie! To dlaczego mnie jakiś dziadek poucza. Po co rzymscy katolicy narzucają mi swój zabobonny ogląd świata. Oni wiedzą lepiej ode mnie, co mam oglądać, co czytać, czego słuchać? W myśl własnych przekonań zmieniają moje życie. Nakazują mi, co mam jeść i kiedy mam czegoś nie jeść, kiedy mam robić zakupy a kiedy mam tego nie robić. Postępują w myśl zasady – parafrazując słowa Szyszkownika Kilkujadka – my was będziemy tak długo kochać, aż wy nas wreszcie pokochacie.

– Gdziekolwiek wyłoni się paląca kwestia, w której ludzie głowią się i radzą, co czynić, aby na świecie było trochę lżej i trochę jaśniej, natychmiast wysuwa się złowroga czarna ręka i rozlega się grzmiący głos: „Nie pozwalamy! Nie wolno wam nic zmienić, nic poprawić. Wszystko musi zostać po dawnemu; niczego tknąć nie pozwolimy z gmachu ciemnoty i ucisku. Ktokolwiek chciałby ulżyć doli człowieka na ziemi, sprzeciwia się prawu Boga, sprzeciwia się woli bożej”- pisał w latach trzydziestych ubiegłego wieku Tadeusz Boy-Żeleński w książce „Nasi okupanci”. No i nic się nie zmieniło.

dziennik pesymistyczny

O wyższości sumienia nad prawem stanowionym

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Nigdy nie narzekałem na swoje sumienie. Jestem wręcz z niego bardzo zadowolony, ogólnie rzecz ujmując jestem z nim w zgodzie oraz uważam za dobrze uformowane. Jako obywatela państwa i jako ochrzczonego, w obu przypadkach nie z własnej woli ale jednak, bardzo uradowały mnie słowa pewnego arcybiskupa z dominującego w tym państwie kościoła, który był łaskaw zauważyć, że „gdy dochodzi do konfliktu między dobrze uformowanym sumieniem a prawem stanowionym, obywatel ma zawsze prawo do sprzeciwu sumienia.

Jak już wspominałem powyżej jestem obywatelem i mam na to dowód osobisty, mam PESEL i inne numery i identyfikatory, które czynią mnie przynależnym do tego państwa. Jako osoba która we wczesnym dzieciństwie została ochrzczona siłą tego wydarzenia pozostaje do dziś rzymskim katolikiem. Od tego czasu  jakoś tak nie było kiedy to zmienić, a może z czystego lenistwa tak to wynikło, tak czy inaczej nigdy nie dokonałem aktu apostazji i teraz proszę, to że jestem obywatelem i katolikiem może się na coś przydać.

Z natury jestem marudny. Jestem wiecznie niezadowolony, w opozycji do wszystkiego. Jak mówią często moi bliscy mam taką anarchistyczną dusze. Zawsze coś mi się nie podoba, czegoś bym nie chciał, coś bym zmieniał, zawsze mam własne zdanie, które wielokrotnie nie jest zgodne z obowiązującą państwową linią, z państwowym prawem i ustalonym przez polityków porządkiem. I chociaż zawsze się sprzeciwiałem to nie stał za mną żaden autorytet, który popierałby moje buntownicze, zgodne z moim sumieniem, zapędy. Dlatego przyznaje, że wielką radość sprawił mi arcybiskup, który swym majestatem i swym autorytetem potwierdził to, co od zawsze wiedziałem. Już nie muszę się przejmować prawem. Już mogę w głębokim poważaniu mieć obowiązki. Teraz, gdy coś nie będzie zgodne z moim sumieniem mam pełne prawo a nawet obowiązek sprzeciwić się temu. Nie zawaham się postawić wyżej moich przekonań, zgodnych z moim sumieniem, ponad prawo stanowione. Jeśli w konflikt wejdzie prawo i sumienie, za radą arcybiskupa wybiorę zgodność z sumieniem.

Nie wiem, co na początku z wnerwiających mnie praw państwowych stanie w konflikcie z moim sumieniem. Jest przecież tego a tak dużo. No, na przykład zawsze denerwowały mnie za wysokie podatki. No to teraz, od dziś będę płacić tyle ile będę chciał, dokładnie tyle na ile pozwala mi moje sumienie. Przecież, jako Polak i katolik, mam do tego pewne prawo poparte słowami arcybiskupa. W zasadzie mogę odmówić wszystkiego tego, co nakazuje mi stanowione prawo i zawsze powołać się na niezgodność tych nakazów z moim sumieniem, ale może zacznę od drugorzędności. Niech tylko jakiś funkcjonariusz służb państwowych spróbuje mnie ukarać za spożywanie napojów alkoholowych w miejscu publicznym. Niech ja tylko dostane mandat zgodny z prawem za spożywanie, to jak nic odwołam się w sądzie do konfliktu między moim dobrze uformowanym sumieniem a prawem stanowionym, bo jako obywatel i katolik mam zawsze prawo do sprzeciwu sumienia. Pije publicznie z godnie z sumieniem i w nosie mam prawo.

Jeśli lekarz, a teraz i nauczyciel mają prawo do stosowania „klauzuli sumienia” to dlaczego nie mogę na sumienie powołać się ja, szarak zwykły a jednak przecież obywatel? A czemu ja miałbym być gorszy od pana doktora czy pani nauczycielki? Mam przecież dobrze uformowane sumienie, więc jak nic mam prawo do stosowania sprzeciwu wobec praw stanowionych przez państwo.

Kierujący pracami Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup  uważa, że organy administracji państwowej „mają być bezstronne wobec światopoglądu”, nie mogą, więc „narzucać” im swojej wizji świata. I jak się tu z klecha nie zgodzić.  Arcybiskup powołuje się też na fragment z Katechizmu: „Obywatel nie jest zobowiązany w sumieniu do przestrzegania zarządzeń władz cywilnych, jeżeli są one sprzeczne z wymogami porządku moralnego, z podstawowymi prawami osób lub wskazaniami Ewangelii”.

No to oświadczam za radą arcybiskupa, że nie jestem zobowiązany, nie będę przestrzegał, za to będę do woli naruszał i nie szanował, gdyż to będzie zgodne z moim sumieniem. A co? Nie wolno mi? Sam arcybiskup do tego mnie namawiał.

dziennik pesymistyczny

Bajzel z przyczyn formalnych

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Wg posiadanych informacji od inwestora tj. Wodociągów Miejskich oraz MZDiK inwestycja nie jest zakończona z przyczyn formalnych i nie można wskazać dokładnej daty wykonania prac porządkowych przez wykonawcę – przeczytałem (choć sam nie wierzyłem w to co czytam) w mailu od Komendant Straży Miejskiej. Wygląda na to, że szef strażników miejskich sugeruje mi żebym przyzwyczaił się do bajzlu, jaki panuje przy jednej z głównych ulic mojego miasta, bo on nic nie może zrobić z przyczyn formalnych. Teoretycznie to ja spodziewałem się takiego obrotu sprawy, bo niczego dobrego nie można się spodziewać po urzędnikach. Praktycznie to mnie to jednak niemiłosiernie wkurwiło.

Ponad rok temu wstecz, ale naprawdę nie wiem dokładnie kiedy, bo początek tej miejskiej inwestycji zniknął gdzieś o pomroce dziejów, miejskie spółki rozpoczęły wymianę kanalizacji pod i przy jednej z głównych ulic mojego miasta. Jak to często bywa ktoś w padł na pomysł, że ziemię z wykopów oraz inne odpady pobudowlane nie będą wywożone gdzieś daleko od budowy, bo lepiej je składować na wolnej działce obok budowy. I tak oto za zgodą anonimowego urzędnika wyrosły przed moimi oknami góry. Zwały ziemi, piachu, kawałków betonu, płyt chodnikowych, bruk z jezdni oraz kopczyki skamieniałego asfaltu. Po prostu sterty śmieci. Gdy robotnicy zniknęli z okolicy postanowiłem sprawą składowiska odpadów zainteresować straż miejską. Naiwnie myślałem, że przecież instytucja powołana do pilnowania ładu i porządku w mieście wesprze moje starania o likwidacje gór śmieci i ziemi z przed moich okien i przywrócenia na tym terenie zieleni. Napisałem więc list i nawet dostałem odpowiedź, którą pozwolę sobie zacytować.

W odpowiedzi na Pana e-maila z dn. 19.02.14 r. dotyczącego składowania materiałów budowlanych na terenie zlokalizowanym przy ulicy (…) informuję, że zezwolenie na powstanie składowiska zostało wydane przez inwestora budowy sieci kanalizacyjnej tj. Urząd Miejski (…) Wykonawca po wykonaniu prac tj.: planowane zakończenie kwiecień 2014r. jest zobligowany do przywróceniu ww. terenu do stanu pierwotnego. Podpisał sam Komendant Straży Miejskiej.

Poczekałem do połowy maja i gdy nic się nie wydarzyło. Góry ziemi i śmieci pobudowlanych trwały niezmienione, postanowiłem jeszcze raz napisać do komendanta.  – W odpowiedzi na Pana e-maila z dn. 13.05.2014 r. dotyczącego składowania materiałów budowlanych na terenie zlokalizowanym przy (…) informuje, że termin wykonania prac został przedłużony do końca czerwca 2014 r. – usuwanie usterek – napisał do mnie komendant.

Jak już na zwałowiskach wyrosły dwumetrowe chwasty oraz małe drzewka postanowiłem przypomnieć strażnikom o sprawie. I ponownie napisałem list. – W odpowiedzi na Pana e-maila z dn. 10.07.2014 r. dotyczącego składowania materiałów budowlanych na terenie zlokalizowanym przy ulicy (…) informuję, że wg posiadanych informacji od inwestora tj. Wodociągów Miejskich oraz MZDiK inwestycja nie jest zakończona z przyczyn formalnych i nie można wskazać dokładnej daty wykonania prac porządkowych przez wykonawcę – napisał tym razem szef strażników porządku w moim mieście.

Teraz mogę zapomnieć o sprawie. Nie mam co pisać do komendanta, bo to jak pisać na Berdyczów. Nie da się ustalić, kiedy oni tą inwestycje skończą, więc nie można określić dokładnie terminu zakończenia prac porządkowych. Czy równie dobrze może taki stan rzeczy trwać rok jak i dziesięć lat czy dwadzieścia. I nikt tu nie dostanie mandatu, bo przecież inwestycja trwa, nie jest zakończona ze względów formalnych i tak trwać może sobie latami. A góry śmieci niech porastają chwastami.

Jaki ja czasem jestem naiwny.   Sam się sobie dziwie, że po tylu latach życia, po tylu latach doświadczeń z władzą jeszcze prostodusznie wierze rządzącym. Przecież powinienem wiedzieć, że jeśli inwestorem są miejskie spółki czyli Wodociągów Miejskich oraz Miejski Zakład Dróg i Komunikacji, to instytucja miejska jaką jest Straż Miejska nie zrobi krzywy magistrackim firmom, bo to przecież jedna wielka rodzina. –  Kruk krukowi oka nie wykole – mówi mądrość ludowa i w tu się doskonale sprawdza. Nie ma co się skarżyć do straży miejskiej na innych miejskich urzędników lub magistrackie firmy, to bezcelowe, nikt z nich nigdy nie dostanie za swoje błędy nawet mandatu, bo zawsze znajdzie się kilka „względów formalnych”. A że „nie można wskazać dokładnej daty wykonania prac porządkowych przez wykonawcę” więc nie pozostaje mi nic innego jak przyzwyczaić się do bajzlu za oknem.

dziennik pesymistyczny

Kasa napędzana prądem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Duży może więcej- to hasło sprawdza się doskonale jako ilustracja bezczelności którą wykazała się pewna wielka korporacja. Pewna starsza pani płaciła do niedawna za prąd około stu złotych miesięcznie. Pewnego dnia dostała fakturę na ponad 11 tysięcy złotych za energię zużytą przez trzy miesiące. Kobieta jest osobą samotną, żyje bardzo skromnie, nie ma dzieci. Dlatego bardzo zdziwił ją ten nagły skok w należności za teoretycznie zużyty przez nią prąd.

– Moja emerytura to 715 zł. To musi na wszystko wystarczyć. Wegetuje człowiek. Jak zimą mrozy są, to nawet wyłączam lodówkę i trzymam rzeczy na ganku, tam mi zamarzną i poleżą. Na czym mogę, to oszczędzam – opowiada pani Janina reporterom TVN Uwaga.

Kobieta nie zapłaciła rachunku, bo ten nagły skok zużycia prądu wydał jej się podejrzany. Złożyła reklamację. Zgodnie z przepisami dostawca energii zabrał licznik do ekspertyzy i wymienił na nowy. Przeprowadził kontrole spisując wszystkie elektryczne urządzenia, jakie kobieta miała w domu.

Licznik starszej pani został zbadany przez dostawcę energii. Zgodnie z przepisami dokonują tego pracownicy korporacji dostarczającej prąd, więc firmy zainteresowanej tym żeby kontrolowane urządzenie okazało się sprawne, co uzasadniłoby wystawienie tak gigantycznego rachunku. Potem miernik sprawdził producent licznika, czyli firma, która także zainteresowana jest tym żeby urządzenie okazało się sprawne. Jak się można było spodziewać obie ekspertyzy wykazały, że jest licznik jest sprawny.

Zainstalowany u starszej pani nowy licznik przywrócił stare wskazania zużycia prądu. W tym samym okresie podobny problem z licznikiem miał też sąsiad kobiety. Ale to nie miało znaczenia dla dostawcy energii elektrycznej, która nadal żąda horrendalnej sumy za rzekomo zużyty prąd. Przecież oni wystawili rachunek na podstawie wskazań własnego licznika. Potem sami go sprawdzili i wyszło im, że wszystko jest dobrze. Nie ma to jak być sędzią we własnej sprawie.

Korporacja, gdy zorientowała się, że sprawę próby wyłudzenia pieniędzy od starszej pani za rzekome zużycie prądu nagłośni telewizja postanowiła umorzyć kobiecie połowę sumy rachunku.  Postraszyli przy okazji w stosownym piśmie, że jeśli pani nie zapłaci, to jej sprawa trafi do sądu. Zakład energetyczny nadal utrzymuje, że wyliczenia opłaty za prąd są poprawne.

Kilka lat temu miałem podobny problem z tym samym dostawcą prądu. Po wymianie licznika moje opłaty za energie wzrosły czterokrotnie. Zgłosiłem problem korporacji.  Przyszedł pan i spisał licznik, potem przyjechali technicy, zdemontowali licznik i zabrali. Po pewnym czasie dostałem pismo, że oni tam wszystko sprawdzili i wszystko jest dobrze, więc musze zapłacić zawyżony rachunek. Odwołałem się i chciałem ponownego sprawdzenia licznika najlepiej przez niezależnych ekspertów. Odpisali, że i owszem, można to zrobić, ale na mój koszt, czyli za ponad 1000 zł. Co miałem zrobić zapłaciłem rachunek, choć wiedziałem, że to wyłudzenie, bo przecież, jaką miałbym gwarancje, że do niezależnego eksperta pojedzie mój licznik? Jak widać przez lata nic się nie zmienia. Duży może więcej. Korporacja, bogata firma ma gwarantowane przez państwo inne prawa niż zwykły obywatel. Takie państwo prawa gdzie co chwila przypominają ci, że  nie warto iść pod prąd.

dziennik pesymistyczny

Nie ma, bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Dymisja rządu Tuska rozwiązać Sejm!!! – przeczytałem na ulotce, którą została mi wręczona przez uroczą panieneczkę w równie uroczej czarnej sukienuni. Tak się złożyło, że przez przypadek znalazłem się w niewielkim tłumku katolików, który wychodzili z pobliskiego kościoła. To pewnie dlatego zostawałem obdarowany agitką przez dziewczę, bo ja wcale nie wyglądam na adresata takiej propagandy. Nie powiem, zrobiła mi się miło. Dostałem ulotkę, której czytanie sprawiło mi wiele radości oraz piękny uśmiech od ślicznej pani w zupełnym gratisie.

Widziałem jak idących obok mnie ludzi ujmowały hasła i treści wydrukowane na tym kawałku papieru. Ci mieszkańcy mojego miasta byli pewnie katolikami jak mogłem przepuszczać sądząc choćby po tym, że wyszli ze świątyni. A jednak zdecydowanie zjednoczyła ich idea szybkiej rozprawy z obecną władzą. Jak nic tłumnie i z wielką ochotą zjawią się na demonstracji organizowanej przez Komitet Organizacyjny Środowisk Patriotycznych Manifestacji Antyrządowej który podpisał ulotkę.

– Szkoda dla mnie, już taką mam, ale z zaproszenia i tak nie mógłbym skorzystać – odparłem, gdy ponownie, tym razem na końcu ulicy, innych działacz Komitetu Organizacyjnego Środowisk Patriotycznych Manifestacji Antyrządowej (niestety już nie tak uroczy jak jego poprzedniczka) chciał mi wręczyć agitkę. – Nie mogę się wybrać – dodałem. – A to, dlaczego? Popiera pan Tuska! Jest pan za władzą – zagrzmiał pytaniami działacz tak, że aż kilka osób zatrzymało się, aby sprawdzić, kim jest ten sugerowany prorządowiec. – Nie mogę, no nawet jakbym chciał to nie mogę – przekonywałem zdecydowanie naginając rzeczywistość na potrzeby rodzącej się dyskusji.  – A to, dlaczego? – dociekał żarliwie aktywista Komitetu Organizacyjnego Środowisk Patriotycznych Manifestacji Antyrządowej. – Nie mogę, bo zabrania mi uczestnictwa w tym zgromadzeniu moja własna klauzula sumienia. No, nie mogę w tym uczestniczyć, bo jako katolik nie mogę łamać nakazów i nauk płynących z Pisma Świętego – wyjaśniłem uprzejmie, czym wzbudziłem takie zainteresowanie, że kilka osób nawet się zatrzymało, aby się dowiedzieć więcej. – Pan nie jest chrześcijaninem? Nie czytał pan biblii? – zapytałem zdumiałego organizatora marszu antyrządowego z udawanym zdziwieniem. – Ależ naturalnie, że jestem! Jestem praktykującym katolikiem! – oznajmił ze świętym oburzeniem antyrządowiec.

– To nie wie pan, że napisane jest w piśmie: nie ma władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy przeciwstawia się porządkowi Bożemu – starałem się dość wiernie zacytować list św. Pawła do Rzymian. Pana agitatora zamurowało. Zrobiło się też jakoś luźniej wokół nas. Dziwnym zrządzeniem losu, wszyscy, którzy chcieli usłyszeć dlaczegóż to nie wybieram się na antyrządową manifestacje teraz zapragnęli udać się jak najszybciej tam gdzie ich nie było.  – Idź pan już, no idź pan – poradził mi organizator z Komitetu Organizacyjnego Środowisk Patriotycznych Manifestacji Antyrządowej. – Wariat – usłyszałem jeszcze za plecami.

Wszystkim praktykującym katolikom wybierającym się na marsz organizowany przez Komitet Organizacyjny Środowisk Patriotycznych Manifestacji Antyrządowej przypominam, że napisane jest w Piśmie Świętym: „Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma, bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga.  Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. (…) Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle. Należy więc jej się poddać nie tylko ze względu na karę, ale ze względu na sumienie. Z tego samego też powodu płacicie podatki. Bo ci, którzy się tym zajmują, z woli Boga pełnią swój urząd. Oddajcie każdemu to, mu się należy: komu podatek – podatek, komu cło – cło, komu uległość – uległość, komu cześć – cześć”. List do Rzymian 13:1-7. Zapraszam do lektury Biblii i życzę przyjemnej manifestacji przeciw władzy, która pochodzi od Boga.

dziennik pesymistyczny

Celem reformy są niższe emerytury

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Emerytury muszą być niższe, bo to był jeden z celów reformy – wyznała z rozbrajająca szczerością była prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Czyli wychodzi na to, że celem reform, które wprowadzają urzędnicy nie jest wcale poprawa losu obywateli jak wmawiają politycy, ale poprawa działania systemu. To nie człowiek się liczy, ale system, który ma być wydajny i zapewnić egzystencje państwowym urzędnikom. Państwo postrzega swojego obywatela, jako woła roboczego, który ma płacić i pracować, zarabiać i płacić podatki, a gdy już nie nadaje się do pracy to należy mu zapewnić dokładnie tyle żeby wegetował w biedzie i jak najszybciej pożegnał się ze światem doczesnym. Państwo potrzebni są przecież tylko sprawni, zdolni do pracy podatnicy. Starsi ludzie się dla państwa mało liczą, bo są niewydajni. Jeśli ktoś będzie miał szczęście i dożyje emerytury to trzeba go tak upodlić, aby odechciało mu się życia na garnuszku państwa. No chyba, że jest na tyle bogaty, że sam zapewnił sobie emeryturę. Szarak obywatel, co całe życie tyrał za pensje niewiele wyższą niż najniższa krajową pensja dostanie od ZUS niską emeryturę.

Emerytury wypłacane z nowego systemu będą niższe niż te sprzed reformy systemu, to było wiadomo od dawna. Jednak niewielu spodziewało się, że różnice będą tak duże. Różnica miedzy tym, co dostaliby emeryci przez reformą a tym, co teoretycznie dostaną jak dożyją to blisko tysiąc dwieście złotych. Obecny prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych zauważył w telewizji, że wysokość emerytur będzie zależała od tego, ile zapłacimy składek. Zapomniał za to wspomnieć, że około trzech milionów Polaków dostanie niższe emerytury niż te, które im się należą, gdyż część dokumentów na podstawie, których są obliczane świadczenia zgniło w magazynach zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Czyli znów państwo zaoszczędzi.

 – (Kobiety) mają więcej lat do wykorzystania świadczenia, więc jest ono niższe. Dlatego rząd podjął działania – podwyższanie wieku to pierwsza rzecz – wyznał szef ZUS. No pewnie, to bardzo ważne, żeby przyszły emeryt jak już ma już tyle szczęścia, że dożyje wieku emerytalnego korzystał z należnych mu świadczeń jak najkrócej. Mo to znaczna oszczędność przecież. A jak już wszyscy do system jest najważniejszy nie człowiek. – To jest prosta matematyka – trzeba płacić składki i pracować dłużej – dodał prezes ZUS.

– Oczywiście w momencie wprowadzania reformy nikt o tym bardzo głośno nie mówił. Ale przecież po to ta reforma była przeprowadzana, ponieważ nie można było sfinansować tak wysokich w stosunku do wynagrodzeń emerytur, jakie były poprzednio – podkreśliła była prezes ZUS. To miłe, że urzędnik państwowy tak szczerze wyznaje, że celem reformy było obniżenie emerytur.

– Nie znaczy to, że emerytury w złotówkach są wysokie, bo są małe, ale w proporcji do zarobków były jednymi z najwyższych w Europie. Nowy system jest tak skonstruowany, że emerytury są w pełni proporcjonalne do zarobków. Nie ma żadnego faworyzowania np. najbiedniejszych. W związku z tym ten, kto zarabia mało, będzie miał trzydzieści parę procent swojego zarobku i ten, który zarabia dużo też – dodała pani była prezes. Jak to dobrze, ze dołączyliśmy do Europy i już nie faworyzujemy najbiedniejszych. Teraz jak za socjalizmu, który podobno odszedł na zawsze dwadzieścia pięć lat temu wszyscy będą mieć tak samo mało.

Lubię bezczelnych urzędników. Lubię jak nie wiadomo dlaczego nagle zaczynają być prawdomówni, bo to utwierdza mnie w przekonaniu, że to nie jest moje państwo, a urzędniczą i polityczna władza, która jest nade mną to tylko okupacyjna tyrania.