Ten jedyny urokliwy z wielu listów
Osobiście nie przepadam za otrzymywaniem listów poleconych. Zawsze wzbudzają we mnie lęk. I nic to nie zmienia, że zazwyczaj jest to strach nieuzasadniony. Z tej całej poleconej korespondencji, która do mnie dociera, szczególnie nie cierpię dostawać listów, gdzie wymaga się ode mnie pisemnego potwierdzenia ich odbioru. Tak jak dla moich dziadków czy rodziców otrzymanie niespodziewanego telegramu stanowiło powód do wielkich stresów, tak dla mnie polecony za zwrotnym potwierdzeniem odbioru jest czymś, co przyprawia mnie o palpitację serca. Dlatego wszelka inna korespondencja, która do mnie dociera niebędąca listem poleconym zawsze mnie wzrusza do łez.
Jak wiadomo sztukę epistolarną podtrzymują u Polsce głównie instytucje, banki oraz inni biuraliści, którzy z jakichś powodów chcą o czymś zawiadomić obywatela i jednocześnie mieć dowód w postaci jego osobistego podpisu, że się obywatel z pismem zapoznał, a przynajmniej taką miał szanse. Sądząc po obfitości korespondencji zawsze mam nadzieje, że wszelkie instytucje publiczne wysłały już do mnie, to co tam miały wysłać i już starczy tych listów. Ale nie, o nie jest tak. Zawsze znajdzie się jakiś urzędnik czy funkcjonariusz państwowy, który zapragnął napisać do mnie i wyssała kolejny list. Czytaj więcej
