Monthly Archives

11 Articles

dziennik pesymistyczny

Nie narzeka, bo nikt nie słucha

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 5

Co u mnie? A dziękuje, wszystko dobrze. Nie narzekam, bo co by to dało jakbym narzekał. I tak nikt by tego nie słuchał. Jak nikt nie słucha to nie ma sensu narzekać. Żyje sobie ciesząc się dniem. Każdy dzień jest podobny do tego, który się właśnie skończył i będzie podobny do tego, który przyjdzie. Ale nadal żyje i to chyba jest dobrze. No chyba, że nie będzie jutra, ale to już inna inszość. Nie mam w sobie na tyle odwagi, żeby sprawić żeby jutra nie było. No to zawsze jest, to jutro. Przychodzi porankiem i odchodzi późno w nocy. Trwam tak sobie w beznadziei codzienności. Ale nie jest źle, nie narzekam. Tak tylko mówię jak ktoś słucha. Jeśli jest ktoś, kto chce słuchać to mówię. Choć przeważnie nikt nie słucha. A ty teraz słuchasz. Bo słuchasz, czyż nie?

dziennik pesymistyczny

Aniołek mojego sumienia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 6

Czasem tak mam jak w tym wierszu Bursy. „Podstawiasz staruszkowi nogę, że wyrżnie mordą o bruk, aniołek spuszcza główkę. Dasz staruszkowi pięć groszy aniołek podnosi główkę”. Mam wrażenie, pewnie tylko takie wrażenie niepodparte rzeczywistością, że wszystko, no prawie wszystko, działa na tym świecie na zasadzie buddyjskiej karmy. Jak zrobisz dobry uczynek, to on do Ciebie wróci dobrym uczynkiem. I na zasadzie odwrotności, jak ty coś lub komuś coś źle, to to do Ciebie wróci złem. Dlatego staram się bardzo nie robić nikomu krzywdy, a jak tylko mogę pomoc to pomagam.

W życiu jest jak w tym wierszu „stłuczesz staruszkowi kamieniem okulary, aniołek spuszcza główkę. Ustąpisz staruszkowi miejsca w tramwaju, aniołek podnosi główkę”. Wczoraj spotkał mnie na ulicy pewien jegomość, co to ja już od razu wiedziałem nim mnie zauważył, że on będzie coś ode mnie chciał. Tak się też oczywiście stało. – Przepraszam, przepraszam, czy może mnie pan poratować kilkoma groszami na jedzenie – usłyszałem to, co się spodziewałem usłyszeć. Wiedziałem, czułem w zasadzie, że te moje kilka złotych to nie na jedzenie zostanie przeznaczone, ale niech mu tam – pomyślałem – na jedzenie czy na picie, teraz mam, to dam. Bo przecież „wylejesz staruszkowi na głowę nocnik, aniołek spuszcza główkę. Powiesz staruszkowi „szczęść Boże” aniołek podnosi główkę. Dałem kilka złotych, i szczęść mu Boże.

dziennik pesymistyczny

Boleści jesiennego poranka

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Obudził się, a raczej wyrwało go ze snu, w ten sposób jakby ktoś nagle zapalił światło w ciemnym pokoju. Przez dłuższą chwile nie bardzo mógł zrozumieć, co takiego się stało. Instynktownie wiedział, że otacza go przytłumiona jasność poranka, choć oczy miał nadal zamknięte.

Postanowił rozkleić powieki i otworzyć oczy. – Pięknie – powiedział, choć chciał tylko tak pomyśleć. Powoli wracało do niego to, co było wczoraj. Za dużo, za dużo wszystkiego. Za duże tempo. Tak nie powinno być, to już nie jest ten organizm, co dawniej. Wiek już nie ten. Tak to można było działać za szczeniaka a nie teraz w jesieni życia.

Przepełniał go jakiś irracjonalny lęk. Można było śmiało powiedzieć, że był przerażony. Serce waliło mu młotem. Czuł się jak po biegu na sto metrów, a że bieganiem się brzydził, tym bardziej był przerażony swym stanem. Starając się uspokoić dyszał ciężko, wyobrażając sobie, że wydmuchuje i wdycha powietrze z papierowej torby.

dziennik pesymistyczny

Pod wpływem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ranek witał go zazwyczaj przyjaźnie. Przez kilka pierwszych minut było nawet znośnie. Leżał w bezruchu. Był spokojny i odprężony. Organizm sprawował się poprawnie. Potem niestety przypominał sobie, kim jest, kim był i kim się stanie. Nagle następowało nieuniknione samouformowanie, po którym wszystko wracało do przykrej dla niego normy. Depresja przypominała o swoim istnieniu. Ale teraz było jeszcze w miarę dobrze. Lubił te poranne chwile, w których organizm oraz świadomość były jeszcze w zawieszeniu miedzy snem a rzeczywistością.

Najważniejsze, że nie było kaczorka. Co najwyżej niewielka dysfunkcja zmysłów wzroku, słuchu i równowagi. Nie żeby tam, jakieś przykre skrajności. Było znoście. Można by śmiało powiedzieć, że było wręcz nieźle.  Gdy już odtajał po śnie to zabierał się za zwyczajne poranne czynności. By potem już czysty, pachnący i najedzony udawać się do biura. Tam przez następne osiem, dziesięć godzin zabijał czas pisząc, co tam miał do napisania, czytając, co było do przeczytania oraz przeglądając internet, w którym zawsze coś było zajmującego.

dziennik pesymistyczny

Żal, że nie urodził się Holendrem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ernest nie był Holendrem, ba, nawet nie był obywatelem holenderskim. Był niestety, ku jego wielkiej żałości, zwykłym, klasycznym Polakiem, a przez to stał się też katolikiem. Bo przecież w tym kraju nadwiślańskim bycie Polakiem w duże mierze oznaczało bycie wyznawcą kościoła katolickiego. Przynajmniej do uzyskania przez obywatela pełnej świadomości umysłowej. Potem różnie już bywało, i z tą polskością, i tym katolicyzmem.

W tym jednak dniu, w którym Ernest przeczytał w gazecie informacje o tym, że rząd holenderski nie tylko jest pierwszym krajem świata, który zalegalizował eutanazję, ale jeszcze, niejako dodatkowo, rządzący Holandią chcą do prawa tego kraju wpisać instytucje zwaną „asystentem śmierci”. W tym właśnie dniu Ernest bardzo pożałował, że przypadek, czy też istota wyższa, nie uczyniły mu tego zaszczytu i nie sprawiły, że urodziłby się Holendrem. Żałował też, że nie stał się obywatelem tego kraju przez świadomy wybór zmiany obywatelstwa. A teraz było już za późno, i na jedno, i na drugie.

dziennik pesymistyczny

Się zdarza

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Wiedziałem, że na jednej butelce się nie skończy. Spraw – ogólnie rzecz ujmując – ludzkich nie sposób omawiać na trzeźwo. Toż to przecież już starożytni Rosjanie mawiali ze znawstwem, że „biez wodki nie razbieriosz”. Dlatego, gdy tylko wykryliśmy braki w zaopatrzeniu, nie pozostało nam nic innego jak udać się do najbliższego monopolowego w celu nabycia większej ilości alkoholu i do tego kilka odpowiednich utensyliów pozwalających na przyjemne kontynuowanie naszej rozmowy o boleściach duszy ludzkiej, o kobietach, które nas zostawiły, (bo to złe kobiety były), czyli ogólnie rzecz ujmując o nieszczęsnej naszej doli, która przypadła mam w udziale z wyroku stwórcy lub jak kto tam woli w wyniku ewolucji.

– Czy masz świadomość, drogi przyjacielu, że poza światem romantycznej literatury kobiecej, każdy związek lub relacja damsko – męska wcześniej czy później się kończy? – zapytałem, gdy znów zajęliśmy nasze miejsca przy stole obrad. Niechętnie i z pewnym ociąganiem, ale jednak przyznał, że jest tego świadom. A jako zatwardzały pesymista dodał, że nawet zakładał taki scenariusz rozwoju wypadków życiowych. Ale zawsze to, co innego jest zakładać coś teoretycznie i co innego przeżyć i doświadczyć na własnej skórze.

dziennik pesymistyczny

Ten jedyny urokliwy z wielu listów

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Osobiście nie przepadam za otrzymywaniem listów poleconych. Zawsze wzbudzają we mnie lęk. I nic to nie zmienia, że zazwyczaj jest to strach nieuzasadniony.  Z tej całej poleconej korespondencji, która do mnie dociera, szczególnie nie cierpię dostawać listów, gdzie wymaga się ode mnie pisemnego potwierdzenia ich odbioru. Tak jak dla moich dziadków czy rodziców otrzymanie niespodziewanego telegramu stanowiło powód do wielkich stresów, tak dla mnie polecony za zwrotnym potwierdzeniem odbioru jest czymś, co przyprawia mnie o palpitację serca. Dlatego wszelka inna korespondencja, która do mnie dociera niebędąca listem poleconym zawsze mnie wzrusza do łez.

Jak wiadomo sztukę epistolarną podtrzymują u Polsce głównie instytucje, banki oraz inni biuraliści, którzy z jakichś powodów chcą o czymś zawiadomić obywatela i jednocześnie mieć dowód w postaci jego osobistego podpisu, że się obywatel z pismem zapoznał, a przynajmniej taką miał szanse. Sądząc po obfitości korespondencji zawsze mam nadzieje, że wszelkie instytucje publiczne wysłały już do mnie, to co tam miały wysłać i już starczy tych listów. Ale nie, o nie jest tak. Zawsze znajdzie się jakiś urzędnik czy funkcjonariusz państwowy, który zapragnął napisać do mnie i wyssała kolejny list.

dziennik pesymistyczny

Słonka Jaś nie doczekał, czyli rozważania przedemerytalne

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Mam dla nas dwóch dobrą i złą wiadomość jednocześnie – rzekł przyjaciel składając z pietyzmem gazetę, którą właśnie przestał czytać. –  Jak donosi ten dobrze poinformowany papierowy publikator, nasz dobrodziej lat starczych, czyli Zakład Ubezpieczeń Społecznych, ogłosił właśnie nowy projekt, z którego wynika, że osoby, które zbyt krótko płaciły składki na ubezpieczenia społeczne, nie dostaną żadnej emerytury – stwierdzał przyjaciel chowając gazetę do kieszeni kurtki.

– Fascynujące – przyznałem cofając się jeszcze bardziej wgłęb bramy, w której schroniliśmy się przed zacinającym jesiennym deszczem. – Ja osobiście to nawet w najpiękniejszych marzeniach nie widzę siebie na emeryturze. Mam taki syndrom „słonka Jaś nie doczekał”. Przecież powszechnie wiadomo, że przeciętny mężczyzna w kraju nadwiślańskim zwyczajnie emerytury nie dożyje – dodałem. Przyjaciel zgodził się ze mną, bo on przecież też raczej niewielkie miał szanse dożyć sędziwego wieku pomijając już nawet jego zapędy autodestrukcyjne. Dla nas zdecydowanie życie na emeryturze pozostawało w strefie zjawisk nadprzyrodzonych.

dziennik pesymistyczny

Dreptak codzienny nieutulony w żalu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Nie wiem jak długo jeszcze będę krążył wokół tej samej sprawy. Czasem odnoszę wrażenie, że tak już będzie zawsze, dopóki starczy sił i życia. Chociaż ja przecież najlepiej wiem, że to, co było, i tak już nie powróci. Nie ma na to najmniejszej choćby szansy. Ja to wiem, ale nie potraf inaczej jak tylko dreptać w miejscu z nadzieją na coś, na cud chyba, bo ja wiem, na co innego? Dla mnie widocznie tak właśnie trzeba, choć wiem, że to jest niezdrowe, a może być i śmiertelne, to jednak robię to z dziwnym uporem ocierającym się o obłęd. Nie mogę się tego pozbyć. To silnie we mnie wrosło i się tam, blisko serca a daleko od rozumu, zakorzeniło. Nie potrafię tego wyrwać i o tym zapomnieć. To było, jest, i pewnie jeszcze długo będzie we mnie i chyba nie ma szans żeby kiedykolwiek odeszło.

dziennik pesymistyczny

Dobry policjant

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Co dziś robisz ze sobą? Nie zaprosiłbyś mnie na wódkę? – spytał przyjaciel na „dzień dobry”, gdy tylko wymieniliśmy się serdecznościami. Nic innego nie miałem ze sobą do zrobienia, więc perspektywa wspólnego picia alkoholu wydała się wielce kusząca. – Do mnie, do Ciebie, do restauracji, do baru, do parku, w inne urocze uroczysko? – zapytałem tak, aby mógł wybrać miejsce spożywania, które aktualnie najbardziej pasuje do dzisiejszej aury i mojego samopoczucia.