Miedzy samotnością a dogmatem
– Oddycham samotnością – tyle do mnie powiedział nim zapadł w swoisty letarg. Nie odezwał się przez dobrych parę minut tak jakby przyzwyczajenie do milczenia musiało w nim powoli ustąpić. Siedzieliśmy w kompletnej ciszy. On zajęty obserwowaniem kropli wody, która po spłynięciu z oszronionej butelki teraz wędrowała zygzakami po blacie stołu. A ja – w oczekiwaniu aż mowa w nim odtaje – zajęty przeglądaniem po raz trzeci tego samego pisma dla kobiet, które ktoś pewnie zapomniał i zostawił na stoliku. Choć po tak dokładnym zapoznaniu się z treścią magazynu dla pań byłem skłonny uwierzyć, że ten nieznajomy zapominalski zostawił pisemko umyślnie, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego. Czytaj więcej
