Monthly Archives

7 Articles

dziennik pesymistyczny

Mam szare dni

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– To zaczęło się przed trzema laty – mówił powoli, tak jakby każde słowo wypowiadał z wielkim bólem. – Na początku było tylko zamieszaniem w głowie. Nawet nie bolało. Po prostu zapominałem o czymś. Nie było mnie tam gdzie powinienem być lub z nagłego przymusu musiałem wyjść, choć wiedziałem, że tego robić nie powinienem. Było dziwnie, ale wtedy nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo się to we mnie rozrośnie.

Teraz nie jest to już tylko małe dziwactwo, takie jak to wielokrotne wracanie do dobrze zamkniętych drzwi w celu sprawdzenia czy na pewno są zamknięte. Teraz to złożony stan, który doprowadził mnie w zaułek bez wyjścia i drogi powrotnej. Teraz mam inne objawy i inne problemy. Nie mogę wstać przez kilka dni z łóżka, po czym nagle czuje nieodpartą potrzebę natychmiastowego wyjścia z domu i dodatkowo nie mogę do domu wrócić przez wiele godzin, bo jest we mnie strach przed tym powrotem. Nie do końca mogę sprecyzować, czego się boje, to taki strach bez racjonalnego powodu. On po prostu jest we mnie i już.

dziennik pesymistyczny

Wielkie milczenie Boga

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Cud nie nastąpił. Przyznaje, że gdzieś tam w głębi siebie to nawet na niego nie liczyłem, ale tak to już jest z nadzieją. W zupełności wystarczyłaby mała boska interwencja. Ale jak można się było skądinąd spodziewać, nic się nie stało. To znaczy stało się coś, co na zawsze zmieni moje dotychczasowe życie i to bynajmniej nie na lepsze, ale nie stało się to, czego chciałem, czyli boska interwencja tego nie powstrzymała.

Oczywiście, jak wiem o tym, że jest to wielkie milczenie Boga i takie tam rzeczy. Ale jednak zgodnie z zasadą jak trwoga to do Boga to jak wszystkie inne środki zaradcze nie pomogły to poprosiłem istotę wyższą o wstawiennictwo za mną czy jak kto woli o cud. Który tradycyjnie, no przynajmniej dla mnie jest to tradycją, nie nastąpił.

dziennik pesymistyczny

Rozliczenia z samym sobą. Cześć pierwsza

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Dryfuje w czasie bez obietnicy dotarcia do właściwego portu. Ta moja samotność dni ostatnich. Trwam sobie w tej ciszy przed wielką burzą, która z pewnością ostatecznie zmiecie mój papierowy stateczek. Nadal istnieje, bo przecież nic już innego nie pozostało do zrobienia jak tylko czekanie. Jestem tu, choć tak właściwie już jestem skazany. Samotny w dniach ostatnich w poczekalni życia. Bez nadziej na przyszłość i bez związków z przeszłością. Zagubiony w teraźniejszości. Trwam puki życia, ale już bez nadziej na jego poprawę.

Gdy ponad trzy lata temu dopadło mnie moje przeznaczenie. Wybrało za mnie mój los i choć za wszelką cenę chciałem uzasadnić moje życie, wpisać w większą idee moje postępowanie, to przecież przez cały ten czas zdawałem sobie sprawę, że ja po prostu zwyczajnie przestałem chcieć. Do tego jednego słowa sprowadza się całe moje postępowanie. Może było w tym trochę chęci oderwania się od konsumpcyjnego społeczeństwa, próba wybrania innej drogi, ale ostatecznie przecież zawsze chodziło o tą utraconą chęć do życia. Oto, że nie było dla niego dostatecznego uzasadnienia. Nie widziałem potrzeby życia bez bliskości, miłości, przyjaźni.

dziennik pesymistyczny

Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Powiedz mi, po co jest ten miś? – zapytał klasyk swojego przyjaciela od interesów. – Otóż to! Nikt nie wie, po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta – padła odpowiedź. No może w przypadku radomskiego lotniska, to niezupełnie jest tak, że nikt nie zapyta. Wielu spytało i wielu jeszcze pewnie nieraz zapyta. Teraz o koszty funkcjonowania radomskiego Portu Lotniczego zapytał pewien radny. A gdy usłyszał, jakie są to koszty, to szybko obliczył, że każdy mieszkaniec dokłada do biletu tych, co odlatują czy przylatują, po 4,4 tysiące złotych.

dziennik pesymistyczny

Wyłącznik świata

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Tak, zgadza się jeszcze żyje. To miło, że pan szanowny zauważył ten niezaprzeczalny fakt. Nadal żyw jestem, zgadza się. Tak, ja wiem, no ja wiem, że od blisko trzech lat, co kilka tygodni, powtarzam, że to są moje ostatnie dwa tygodnie życia. Bo to wiesz pan jak jest, niby wszystko wskazuje na to, że czas się zbierać, ale jakoś tak i zostać by się chciało. To i jestem. Niniejsze nie jest takie łatwe, jak się – patrząc postronnie – wydaje. Ale nie martw się pan, co ma być to będzie, najwyżej trochę później.

Tak, wiem, że to najdłuższe dwa tygodnie w historii ludzkości. Zdaje sobie sprawę, że ja monotematycznie o tym, ale cóż czynić, jak ja wciąż o tym myślę. A że nie bardzo jest ostatnio, z kim porozmawiać, to i jak ktoś słucha to i o tym mówię. Stąd wrażenie takie. A poza tym, wiesz pan, co ktoś kiedyś powiedział: rozmyślanie o śmierci jest rozmyślaniem o wolności. Czyli można założyć, że ja o wolności tak wciąż myślę i mówię.

dziennik pesymistyczny

Miedzy samotnością a dogmatem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

– Oddycham samotnością – tyle do mnie powiedział nim zapadł w swoisty letarg. Nie odezwał się przez dobrych parę minut tak jakby przyzwyczajenie do milczenia musiało w nim powoli ustąpić.  Siedzieliśmy w kompletnej ciszy. On zajęty obserwowaniem kropli wody, która po spłynięciu z oszronionej butelki teraz wędrowała zygzakami po blacie stołu. A ja – w oczekiwaniu aż mowa w nim odtaje – zajęty przeglądaniem po raz trzeci tego samego pisma dla kobiet, które ktoś pewnie zapomniał i zostawił na stoliku. Choć po tak dokładnym zapoznaniu się z treścią magazynu dla pań byłem skłonny uwierzyć, że ten nieznajomy zapominalski zostawił pisemko umyślnie, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego.

dziennik pesymistyczny

Socjopatycznie o urzędniczej korespondencji

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

I jeszcze ten skarbowy, co to absolutnie nie da o sobie zapomnieć śląc do mnie kolejne epistoły, których treść przekracza moje zdolności czytania ze zrozumieniem. Zawsze wynika z nich jedno, coś tam znowu ode mnie chcą. Jest podobno natychmiastowa potrzeba złożenia korekty do korekty innej korekty i to oczywiście wymaga mojego osobistego stawiennictwa w urzędzie. Oczywiście w listach od nich nie może zabraknąć informacji, że jak się nie stawie w wyznaczonym przez nich czasie to oni mnie już załatwią grzywną na ileś tam tysięcy.

Ciągle ktoś urzędowy coś ode mnie chce. Instytucje, sądy, organy władzy, o których istnieniu nawet nie wiedziałem wciąż mnie dręczą. Podatki, wyjaśnia, raporty, odpowiedzi na odpowiedzi, wezwania… no trafi mnie zaraz. Żyć się odechciewa. Mam takie wrażenie, graniczące z pewnością, że cały ten aparat państwowy z tymi jego instytucjami, ci wszyscy urzędnicy i funkcjonariusze istnieją tylko po to, że mnie, mnie osobiście upodlić, a w najmniej represyjnej formie to przynajmniej wkurwić.